2003-03-24
Nie tędy droga
Tomasz Jaźwiński
W wypowiedziach
prominentnych przedstawicieli hierarchii Kościoła katolickiego w Polsce w
temacie obecności naszego kraju w Unii Europejskiej pobrzmiewa teza, że
powinniśmy wejść do Unii, aby ją reewagelizować. Czy jednak zadanie to nie
może być realizowane bez potrzeby wchodzenia państwa polskiego do UE? Czy
nie jest to próba wykorzystania sprawy politycznej dla sprawy religijnej?
Zacznijmy od wyłuszczenia kilku kwestii. Po pierwsze, to nie
Kościół katolicki, ale państwo polskie wchodzi do Unii Europejskiej. I to
na państwo polskie spadną konsekwencje tego kroku, zwłaszcza na polu
politycznym i gospodarczym. Kościół katolicki, jako instytucja
wykraczająca poza granice jednego państwa, już jest w Unii Europejskiej.
Po drugie, wejście Polski do UE to sprawa polityczna, a nie religijna,
zatem nie przynależąca bezpośrednio do kompetencji Kościoła. Wreszcie po
trzecie, zarówno państwo polskie, jak i Kościół katolicki, są bytami
suwerennymi. Każda z tych instytucji ma inne cele i zadania, jednakże
odmienność tych celów automatycznie nie musi oznaczać ich przeciwieństwa.
W przekonaniu kierowniczych gremiów Kościoła katolickiego wejście
Polski do UE, będące sprawą polityczną, służyć ma reewangelizacji Europy,
czyli sprawie stricte religijnej. Mamy tu do czynienia z próbą
wykorzystania państwa polskiego jako narzędzia dla realizacji zadania
wytyczonego przez Kościół. Dodajmy też od razu - zadania, nie należącego
do kompetencji państwa polskiego, którego celem nie jest rozszerzanie
chrześcijaństwa czy rechrystianizacja Europy, ponieważ są to sprawy
religijne, a nie polityczne (państwowe). Takie postawienie sprawy
bynajmniej nie stoi w sprzeczności z przynależnością naszego kraju do
cywilizacji łacińskiej, której najważniejszym fundamentem jest łacińskie
chrześcijaństwo. Przynależność ta nie oznacza przecież wykorzystywania
państwa (np. przymusu państwowego) dla celów religijnych, tylko wymóg
kształtowania prawa stanowionego w zgodzie z etyką chrześcijańską.
Przypomnijmy, że jedną z podstawowych zasad cywilizacji łacińskiej
jest zasada niezależności Kościoła od państwa. Niezależność ta działa, co
oczywiste, w obydwie strony. Dlatego państwo polskie jako byt suwerenny
nie może być narzędziem w rękach Kościoła, z kolei w działaniach
politycznych państwa polskiego nie wolno wykorzystywać Kościoła. Cel
religijny nie może stać się celem państwowym. Nie do przyjęcia jest
rozwiązanie, że Kościół chce reewagelizować Europę i dlatego Polska
powinna wejść do UE. To tak jakby wykorzystać działalność religijną
Kościoła katolickiego w którymś z krajów europejskich dla polonizacji jego
mieszkańców i zwiększania tam wpływów państwa polskiego.
Powtórzmy
raz jeszcze. Kościół katolicki jest w Unii Europejskiej, działają tam jego
struktury. Jeżeli niektórzy hierarchowie Kościoła widzą Polaków w roli
reewangelizatorów Europy, to powinni mieć na uwadze, że zadanie to nie
wymaga konieczności wchodzenia państwa polskiego do Unii Europejskiej i
może być realizowane nawet wówczas, gdy Polska pozostanie poza Unią.
Zresztą jest to zadanie przede wszystkim dla misjonarzy. W dziele tym
entuzjastycznie nastawieni do UE hierarchowie mogliby dać przykład "na
pierwszej linii".
Nasz sprzeciw wobec wejścia Polski do Unii
Europejskiej wynika w pierwszym rzędzie z tego, iż jest ona budowana na
zasadzie zniszczenia państw narodowych. Na ich gruzach ma powstać jedno
państwo federalne - Europa z własnym parlamentem, rządem, armią, walutą
itd. Żeby osiągnąć ten cel potrzebne jest porzucenie przez państwa
członkowskie Unii suwerenności. W systemie prawno-instytucjonalnym oznacza
to dominację organów o charakterze ponadnarodowym (nie kierujących się
interesami państw członkowskich), a w organach o charakterze
międzyrządowym podejmowanie decyzji (głosowanie) na zasadzie większości
kwalifikowanej, a zatem możliwość przegłosowywania jednego, a nawet grupy
państw.
Gdyby Unia Europejska była zorganizowana w oparciu o
zasadę suwerenności państw, czyli odpowiadała postulowanej przez gen.
Charlesa de Gaulle`a czy Margaret Thatcher koncepcji zjednoczonej Europy
jako Europy Suwerennych Państw Narodowych, nasza odpowiedź byłaby
twierdząca. Tylko wtedy żadne wspólne działanie (decyzja, uchwała, akt
prawny) nie naruszałoby interesu narodowego któregokolwiek z państw
członkowskich, ponieważ wszystkie wspólne decyzje wymagałyby
jednomyślności. Zatem decyzja taka byłaby rzeczywiście wspólna, bo za
zgodą wszystkich państw. W tak zorganizowanej Europie żadnemu państwu nie
można by było narzucić, w jakiejkolwiek kwestii, rozwiązania wbrew woli
tego państwa.
Przyjęcie za podstawę ładu europejskiego zasady
suwerenności państw wymaga od nas konsekwencji we wszystkich sprawach.
Przy takim podejściu nie możemy się zgodzić nawet na hipotetyczną
sytuację, w której koalicja antyaborcyjna państw-członków Unii uzyskuje
stosowną większość i tym sposobem narzuca takie rozwiązanie (zresztą jak
najbardziej słuszne) pozostałym państwom UE. Właśnie dzięki takiemu
sposobowi podejmowania decyzji w Unii możliwe jest wprowadzanie do
porządku prawnego poszczególnych państw norm prawnych, wbrew woli tych
państw, niezgodnych z ich tożsamością narodową i kulturową. Inny problem
to możliwość zorganizowania takiej antyaborcyjnej koalicji w obecnej, a
nawet poszerzonej, Unii Europejskiej, szczególnie wówczas, gdyby stronę
polską reprezentował przedstawiciel SLD-UP... Realnie patrząc, można się
raczej spodziewać koalicji proaborcyjnej, zważywszy na dopuszczalność
aborcji w systemach prawnych zdecydowanej większości obecnych i przyszłych
członków Unii.
Dlatego plan reewangelizacji Europy poprzez
struktury Unii Europejskiej wydaje się mało możliwy do zrealizowania,
głównie ze względu na stan ducha w Unii. Poza tym, chyba nie tędy droga...
Tu potrzebna jest oddolna praca formacyjna - kształtowanie charakterów
ludzkich zgodnie z etyką chrześcijańską. Takie działania przynoszą
najlepsze efekty. Przecież nie od dziś wiadomo, że wewnętrzny imperatyw
jest stokroć silniejszy i trwalszy od jakiegokolwiek przymusu
prawno-państwowego.
Entuzjastycznie nastawionym dla wejścia Polski
do Unii hierarchom Kościoła katolickiego przydałoby się zawężenie
perspektywy ich duszpasterskiej troski z europejskiej na polską i
gruntowniejsze zwrócenie uwagi na aktualną kondycję duchową polskiego
społeczeństwa. W temacie tym naprawdę jest wiele do zrobienia
(naprawienia), albowiem jesteśmy w naszym kraju świadkami wielkiego
starcia wrogiego religii, narodowi i państwu prądu ideowego - liberalizmu
z obozem cywilizacji łacińskiej. Walczący z "cywilizacją śmierci" obóz
cywilizacji łacińskiej oczekuje wsparcia ze strony pasterzy Kościoła.
Nowa Mysl Polska