2002-12-08
UE: ukryta agresja cz. II - Korzyści dla Unii
Carl Bedderman
Druga część wystąpienia Carla Beddermanna, byłego doradcy Unii Europejskiej, w Rozmowach niedokończonych w
Radiu Maryja 8 grudnia
Przeciw przyłączeniu Polski do Unii Europejskiej
przemawia kilka argumentów natury politycznej.
Cudzym
kosztem
Unia Europejska już od dawna nie jest dobrowolnym związkiem
narodów Europy, który zamierza wspólnie i solidarnie kształtować przyszłość
naszego kontynentu. Jest biurokratycznym dziwolągiem, którego członkowie
wmieszani są w ciągłe walki, a jeden próbuje czerpać korzyści gospodarcze
kosztem drugiego.
Najlepszym dowodem na to jest fakt, że polityczni szefowie
Zachodu w dialogu ze swoimi narodami szacują Unię tylko pod jednym względem, a
mianowicie, jakie korzyści gospodarcze przynosi ona danemu
krajowi.
Korzyści dla Unii
W Unii zewnętrzna solidarność jest
demonstrowana tylko wtedy, gdy każdy może na tym skorzystać. Tak jak teraz przy
rozszerzeniu na wschód, do czego Piętnastka tak zawzięcie dąży, obiecując sobie
znaczne korzyści gospodarcze na koszt nowych krajów członkowskich. Jeżeli ktoś
miałby jeszcze wątpliwości, to przypomnę wypowiedź Guentera Verheugena z 28
lutego 2002 roku w niemieckim piśmie "Wirtschaftswoche": "Opłaty, które Niemcy
muszą uiszczać za każdy kraj przystępujący do Unii, finansują się łatwo poprzez
ogromne nadwyżki handlowe, które wygospodarowuje się z handlu z tymi
krajami.
Z ekonomicznego punktu widzenia nie powstają dla Niemiec przez to
żadne dodatkowe koszty. Niemiecki wkład w rozszerzenie wynosi rocznie nieco
ponad jeden miliard euro. Taniej Niemcy nie mogą kupić stabilizacji na swojej
granicy wschodniej".
Dobitniej nie da się już tego
wyrazić.
Ustępstwa przed akcesją
Polska, jeszcze w przeddzień
planowanego przystąpienia do Unii, popełniła śmiertelny błąd poprzez zawarcie w
1991 roku układu stowarzyszeniowego. W unijnym oszołomieniu na początku lat 90.
dała się namówić do rezygnacji z ochronnej polityki względem przemysłu, handlu,
rzemiosła, finansów i rolnictwa, zobowiązała się natomiast do przyjęcia unijnych
standardów dotyczących tych dziedzin.
Zachód wykorzystał bezwstydnie te
przedkoncesyjne ustępstwa i swoim dominującym kapitałem zapewnił sobie kluczowe
pozycje w polskiej gospodarce narodowej.
Tam, gdzie się nie opłaca kupno albo
budzi się opór, polska konkurencja jest po prostu likwidowana za pomocą
dumpingu. Polskie rolnictwo jest praktycznie już teraz zrujnowane za sprawą
otwartych granic celnych i dumpingowych cen unijnych. To samo grozi wkrótce
hutnictwu i przemysłowi stoczniowemu.
Ze względu na to, że Polska zobowiązała
się wprowadzić standardy unijne, bezwzględnie wymagane przez Zachód,
przeznaczane są na to resztki środków inwestycyjnych, a wolność oraz
samodzielność w podejmowaniu decyzji gospodarczych stają się
farsą.
Ofensywa propagandy
Wszystkie tu wyżej wymienione sprawy
są obecnie upiększane i tuszowane, a przez oczywiste kłamstwa odwracane do góry
nogami przez niesłychaną, centralnie sterowaną ofensywę propagandową,
dofinansowaną milionowymi kwotami przez Unię.
Najbardziej absurdalnymi
metodami próbuje się wesprzeć twierdzenie, że dla Polski nie ma innej
alternatywy niż przystąpienie do Unii, chociażby dlatego, że ochrona przed
ewentualnym wschodnim agresorem może tylko funkcjonować w ramach NATO w
połączeniu z przynależnością do Unii. Albo też, że Unia Europejska jest unią
celną i jeżeli Polska nie wstąpi do UE, to grożą jej represje
gospodarcze.
Wszystko to są wymysły propagandy.
Na tym samym poziomie jest
bajka o funduszach strukturalnych Unii, które podobno Polska będzie mogła
wykorzystać, aby realizując olbrzymi plan "restrukturyzacji", postawić kraj na
nogi.
Wszystko to jest mydleniem oczu.
Pieniądze z tych funduszy są
śmiesznie małe wobec dwucyfrowych miliardowych sum, które Polska już teraz płaci
Piętnastce poprzez wciąż rosnący deficyt handlowy.
Śmieszne są jeden, dwa, za
kilka lat może trzy miliardy euro z funduszy strukturalnych, o których nikt
jeszcze nie wie, jak mają być w Polsce współfinansowane - a tego wymagają unijne
kryteria.
Śmieszne, bo jednocześnie Unia żąda bezlitośnie, by Polska płaciła
pełną składkę członkowską tej samej wysokości.
Stawia również dużo droższe, w
znacznej części bezsensowne i dla Polski nawet szkodliwe, unijne standardy, do
wprowadzenia których kraj musiał się zobowiązać jeszcze przed przystąpieniem do
Unii. Budżetowi kraju odebrało to już teraz wszelką możliwość suwerennego
podejmowania decyzji inwestycyjnych.
Ukoronowaniem tego wszystkiego jest
fakt, że z przewidzianych dla Polski unijnych funduszy strukturalnych obsłuży
się w dużym stopniu sam Zachód poprzez już teraz zainwestowany w Polsce kapitał,
który w przeciwieństwie do wewnątrzkrajowej konkurencji z łatwością może
współfinansować środki funduszy unijnych. Dzięki znajomości skomplikowanych
procedur rozdziału tychże funduszy Piętnastka ma do nich ułatwioną
drogę.
Polacy chcą znać prawdę
W chwili obecnej perfidna
propaganda, która ma wymóc na polskim społeczeństwie "tak" w referendum,
osiągnęła znowu swój szczyt. Po dokładnie przygotowanej umowie między
postkomunistami, Komisją Europejską i wiodącymi głosami Piętnastki, w końcowej
rundzie pertraktacji przedakcesyjnych Unia zdecydowała się na kilka nieznacznych
ustępstw. Rządom krajów kandydatów ma to dać możliwość przedstawienia się przed
swoimi narodami w roli twardych bojowników i zwycięzców w przeprowadzonych
pertraktacjach.
Dlatego proszę jeszcze raz Kościół: nie zostawiajcie Polaków
na pastwę wyłącznie jednostronnej prounijnej propagandy postkomunistycznej i
Piętnastki, działającej tylko na jej korzyść. Nie pozostawiajcie przede
wszystkim własnych elit, które w najtrudniejszych warunkach, choć nie bez szansy
na sukces, walczą z tak doskonale tym razem ukrytą agresją Zachodu.
Jako były
doradca unijny zmieniłem zdanie, ponieważ nie mogłem dłużej znosić nikczemności,
z jaką Polska miała być łudzona co do prawdziwych celów i zamiarów Unii.
Nie
zapominam jednak, że jestem tylko gościem, a wszystko co tu mówię, jest tylko
powtórką tego, co tak czy podobnie, wyraziły już wielokrotnie najlepsze polskie
umysły. Głos jednego z nich chciałbym na zakończenie zacytować, ponieważ on, tak
jak ja, kieruje swój apel do polskiego Kościoła. Jeśli i tym razem podniesie się
znów krzyk niektórych polskich profesorów, to mogę tylko zapewnić, że tym razem
z całą pewnością nie mają racji.
Proszę posłuchać, co ma do powiedzenia na
temat planowanego przystąpienia Polski do Unii Europejskiej profesor Rafał
Broda, uznany na forum międzynarodowym fizyk atomowy z Uniwersytetu
Jagiellońskiego.
"Trzeba jeszcze rozważyć bolesną sprawę stanowiska w tej
kwestii niektórych Pasterzy naszego Kościoła, które już zaczyna być nagłaśniane
i wykorzystywane jako podstawowy argument. (...) Możemy więc tylko z pokorą
pytać: 'Dlaczego, ukochani Pasterze, chcecie nas wprowadzać do tej klatki bez
wyjścia?'. Słyszymy odpowiedź: 'Bo Europa nas potrzebuje i my potrzebujemy
Europy'. Pytamy więc dalej: 'To nie Europa, to Unia Europejska - przecież tam
nie ma Boga, tam się z Bogiem walczy?'. Odpowiadają nam: 'Wy tam Boga
wniesiecie, otworzycie Chrystusowi drzwi Europy!' I tutaj rodzą się wątpliwości:
Czy my, tak moralnie już osłabieni, tak bardzo zmuszeni do walki o byt,
pozbawieni przewodników, upokarzani, już dzisiaj zbałamuceni, czy my potrafimy
temu podołać? Przecież warunki będą o wiele trudniejsze, niż te, w których
dzisiaj nie potrafimy podjąć wyzwania. Przecież ich narzędzia i metody będą
jeszcze bardziej skuteczne, a nasze możliwości obrony jeszcze mniejsze. Więc na
co mamy liczyć? Na co Wy liczycie, drodzy Pasterze? Czy naprawdę mamy przestać
myśleć i zdać się wyłącznie na Opatrzność? Czy nie powinniśmy z Boską pomocą
szukać innej, lepszej drogi? Dla Polski, dla Europy, dla Świata? Musi być inna
droga! (...)"
Polacy nie powinni mieć tutaj żadnych złudzeń - całe
doświadczenie współpracy Polski z krajami UE po 1989 roku, to ciąg działań
skierowanych na kolonizację naszego kraju. W wielu okresach historii
odczuwaliśmy bezwzględny egoizm Europy, na który niczym nie zasłużyliśmy.
Mogliśmy oczekiwać, że po gehennie drugiej wojny światowej i narzuconym w jej
następstwie zniewoleniu komunistycznym, doceniona zostanie nasza postawa i
stworzy się warunki do szybkiej reanimacji i rozwoju. Przecież nie oczekiwaliśmy
żadnej szczególnej pomocy, przecież nie liczyliśmy nawet na cząstkę takich
kapitałów, które Niemcy wpompowali w swoje wschodnie landy. Mogliśmy tylko mieć
nadzieję, że Polsce nie będzie się przeszkadzać, że będzie życzliwa, obustronnie
korzystna, sprawiedliwa współpraca.
A jak było? Trudno wprost przytaczać
przykłady bezwzględnych działań, przekrętów, oszustw, przekupstwa, straszenia,
demagogii, w których uczestniczyły kraje UE za pośrednictwem lokalnych łajdaków,
wypranych z szacunku dla własnego narodu, prześcigających się w czołganiu do
Europy, nadstawiających piersi po niepolskie zaszczyty i ordery, wyciągających
ręce po wynagrodzenia i obietnice synekur. Nie można mówić o życzliwym
partnerstwie, gdy widzimy skutki - przejęto nasze banki, opanowano całe gałęzie
przemysłu, zlikwidowano jego najbardziej konkurencyjne części, łapczywie
przejmuje się handel, środki masowego przekazu, brutalnie niszczy się rolników,
przejmując zakłady przetwórcze, wreszcie wypycha się Polskę z wschodnich rynków
i blokuje eksport spekulacyjnymi zabiegami wobec polskiej złotówki. A wszystko
według planu głośno zadeklarowanego już dawno temu przez jednego z bardziej
aktywnych realizatorów takiej polityki: 'Polacy nie muszą żyć z własności, mogą
żyć z pracy'.
We wszelkie układy wchodzi się tylko z partnerem uczciwym,
zwłaszcza w sytuacji, gdy nie ma się w ręku narzędzi pozwalających wymusić
uczciwe postępowanie. Po 12-letnich doświadczeniach nie musimy sobie niczego
wyobrażać lub antycypować - w przypadku UE nie mamy do czynienia z partnerem
uczciwym. Nie sposób pominąć w tym układzie dominującej roli Niemiec, bo nikt
nie ma prawa żądać od nas zapomnienia o historii - wręcz musimy o niej
pamiętać".
Wielebni księża biskupi! Proszę mi pozwolić, na zakończenie, na
osobiste słowo.
Jako Niemiec jestem przerażony i zawstydzony tym, z jaką
beztroską i oczywistością mój rząd w ramach tak zwanego rozszerzenia Unii na
wschód zajął miejsce na samym szczycie gospodarczych wyzyskiwaczy Polski. Tak,
jakby nie istniały ostatnie 63 lata wspólnej polsko-niemieckiej
historii.
Dzięki historycznemu apelowi biskupów polskich do biskupów
niemieckich z 18 listopada 1965 r. ze słowami "wybaczamy i prosimy o
wybaczenie", Episkopat Polski doprowadził wtedy do prawdziwego rozkwitu tę
wrażliwą roślinę, jaką jest polsko-niemieckie pojednanie.
Mam gorącą prośbę:
księża biskupi, nie przyglądajcie się teraz biernie temu, jak roślina ta znów
jest deptana z typową dla Niemców i całego Zachodu
beztroską.
Radio Maryja