2002-12-08
UE: ukryta agresja - Potrzeba oparcia
Carl Bedderman
Wystąpienie Carla Beddermanna,
byłego doradcy Unii Europejskiej, w Rozmowach niedokończonych w Radiu Maryja 8
grudnia
Najpierw chciałbym złożyć serdeczne gratulacje z okazji
jedenastej rocznicy istnienia Radia Maryja. Składam je nie tylko Ojcu Tadeuszowi
Rydzykowi, wszystkim jego współpracownikom i Rodzinie Radia Maryja liczącej
miliony ludzi, ale również wszystkim Polakom.
Gratuluję im, że tę niezwykłą
radiostację mogą traktować jak swoją własną. To donośny głos wiary, nadziei i
wiecznych prawd w jednolicie szarym koncercie duchowo jednakowo nastrojowych
mediów dzisiejszej zdegenerowanej Europy. Szczęść Boże.
Drodzy Słuchacze,
dzisiaj po raz trzeci mam zaszczyt i przyjemność spotkać się z Państwem i mówić
o tym, co leży mi na sercu.
W ostatnich tygodniach wydarzyło się bardzo wiele
w związku z planowanym przystąpieniem Polski do Unii
Europejskiej.
Zapędzić do Unii
Coraz wyraźniej widać, że
przygotowuje się prawdziwą wojnę, aby zmusić Polskę i Naród Polski do akcesji z
Unią. Już teraz, na krótko przed spotkaniem UE na szczycie w Kopenhadze, które
ma posunąć Unię w przyłączeniu Polski o decydujący krok naprzód, postkomuniści i
opanowane przez nich media sięgają po metody, które jeszcze sześć tygodni temu
wydawały się nie do pomyślenia. A to dopiero namiastka tego, co może się jeszcze
spotęgować w nadchodzącym okresie.
W czasie moich spotkań na terenie Polski
słyszę ciągle: "Oni sfałszują wyniki referendum przystąpieniowego tylko po to,
aby osiągnąć swój cel i zapędzić Polskę do Unii". Jeszcze przed dwoma miesiącami
potraktowałbym to jako żart. Ale już tego nie robię. Doszedłem wręcz do
przekonania, że istnieją na Zachodzie siły, które chętnie podałyby pomocną dłoń
postkomunistom w manipulacjach na korzyść planowanej akcesji.
Sytuacja stała
się w międzyczasie poważna, a w najbliższych miesiącach przed referendum stanie
się jeszcze bardziej krytyczna. Dlatego uważam, że dobrze by było, gdyby Kościół
jasno zajął stanowisko. Oświadczenie z 21 marca "Biskupi polscy wobec integracji
europejskiej" wyznacza dobry kierunek i trzeba konsekwentnie iść w tę
stronę.
Pułapka postkomunistów
W swoim czasie polscy księża
biskupi powiedzieli, że "tak" czy "nie" na temat przystąpienia do Unii jest
sprawą wyłącznie polityczną, nie kościelną, i konsekwentnie będą wstrzymywać się
od zabierania głosu na ten temat. Wyraźnie oświadczyli, że zamierzają się
ograniczyć jedynie do moralnej oceny i wystąpili z katalogiem
moralno-kościelnych warunków, których według nich w planowanej integracji nie
powinno się naruszyć.
Dzisiaj jasne jest, że była to pułapka postkomunistów,
którzy teraz nie mają nic lepszego do roboty niż jeżdżenie po kraju i ogłaszanie
wszem i wobec, że polski Kościół jest za integracją, ponieważ jego katalog żądań
moralnych z całą pewnością zostanie spełniony po przystąpieniu Polski do
Unii.
Ale na tym jeszcze nie koniec. Przez minione 10 lat układ
liberalno-postkomunistyczny stworzył takie warunki, że polski Kościół przygląda
się bezczynnie, jak postkomuniści i opanowane przez nich media regularnie
przekręcają słowa Ojca Świętego i coraz to nowymi sposobami próbują uczynić z
niego świadka koronnego polskiego przystąpienia do Unii. Kościół ma niewielki
udział w mediach i przez to nie może tak skutecznie jak postkomuniści dotrzeć do
opinii publicznej. Tak dłużej być nie może.
W międzyczasie w grę wchodzi tu
honor i znaczenie polskiego Kościoła. W tych coraz trudniejszych czasach,
zresztą jak i we wszystkich innych krajach Europy, polski Kościół jest jedynym
autorytetem, który cieszy się jeszcze poważaniem i względami. Tak było dotąd
przede wszystkim dlatego, że jednak "mieszał się" do polityki, w uprawniony
sposób poddając również ten obszar moralnemu osądowi. Gdy słyszymy na Zachodzie
o katolicyzmie w Polsce, zauważamy nie tylko to, że kościoły tu są jeszcze
pełne. Myślimy na przykład o Bismarcku i jego kulturkampfie (walce przeciwko
Kościołowi katolickiemu), i o tym, że obawiał się on bardziej arcybiskupa
gnieźnieńskiego i poznańskiego Mieczysława Ledóchowskiego niż jego współbraci w
biskupstwie w katolickiej Nadrenii i Westfalii.
Myślimy też o Księdzu
Kardynale Wyszyńskim i bohaterskim oporze Kościoła katolickiego przed
stalinistami.
Myślimy o udziale polskiego Kościoła w walce "Solidarności" z
lat osiemdziesiątych, która spowodowała upadek komunizmu bez rozlewu krwi. Czy
to wszystko nie była polityka?
Czy ksiądz Popiełuszko i wielu innych
katolickich kapłanów zostało zamordowanych przez komunistów z powodów
moralnych?
Od dwunastu lat Zachód plądruje Polskę z jej wyczerpaną przez
dziesiątki lat władzy komunistycznej gospodarką i doprowadza ją do zależności
kolonialnej w wymuszanym wręcz przystąpieniu do Unii, które ma być ukoronowaniem
wyzysku Polski przez Zachód. Czy rolą Kościoła katolickiego ma być milczenie i
polityczna abstynencja?
Mogę sobie wyobrazić, jaką radość wywołuje i będzie
jeszcze wywoływać taka postawa wśród zwolenników przystąpienia, a szczególnie u
postkomunistów i strategów integracyjnych w Brukseli. Kościół katolicki, czyli
ta siła, której obawiali się od samego początku, ponieważ mogłaby w ostatniej
chwili jeszcze wyrwać Polskę z niszczącego uścisku Unii - jest na granicy
abstynencji politycznej, a dla euroentuzjastów jest narzędziem moralnego
poparcia.
Można uniknąć tragedii
Polsce grozi katastrofa
narodowa, której zwiastuny już dzisiaj można dostrzec w podupadłych okręgach
przemysłowych i na leżących ugorem polach uprawnych w Polsce. Powodem tego, nie
tylko moim zdaniem, jest układ o stowarzyszeniu Polski z Unią Europejską z 1991
r. Historia zażąda kiedyś od nas usprawiedliwienia, jeśli się nie opamiętamy i w
duchu naszych poprzedników nie "wmieszamy się" politycznie, czyli głośno i
jednoznacznie zabierzemy głos w dyskusji na temat polskiego przystąpienia do
Unii. Myślę, że wielką rolę ma w tym Episkopat, co pokazują postacie wielkich
ks. biskupów i mężów stanu.
Nieraz powtarzałem z tego miejsca, że w Polsce
istnieje już solidny opór przeciwko planowanemu przystąpieniu do UE i przeciwko,
już na przedpolu tegoż przystąpienia dla Polski, katastrofalnie przebiegającym
przemianom gospodarczym. W międzyczasie powstało dużo przenikliwych i trafnych
analiz tej okrutnej gry, którą od początku lat dziewięćdziesiątych Zachód
prowadzi z Polską. Autorzy tych analiz pochodzą w większości z obozu katolików
świeckich. Wśród nich są m.in. najlepsze umysły kraju. To prawdziwa tragedia,
jak ci ludzie są zakrzykiwani i pogardliwie wyśmiewani przez postkomunistyczną
propagandę integracyjną. Przykro mi, że jak dotąd te elity mogą się powoływać na
popierające je siły na Zachodzie, ale o ile wiem, nie na przedstawicieli
Kościoła katolickiego. Tego dotąd w Polsce, w oporze przeciw obcej władzy, nigdy
jeszcze nie było.
Również i to jest tragedią, że postkomunistyczna
propaganda prounijna celowo i systematycznie rozszumiała się teraz w szkołach.
Na dodatek nie tylko wśród uprawnionych do głosowania w referendum nastolatków,
ale także w perfidny i podły sposób wśród małoletnich, aby wywrzeć nacisk na
rodziców. Myślę, że to powinno być tematem publicznej dyskusji w
Polsce.
Zniesławić "krnąbrny" Kościół
Istnieje jednak od
niedawna cień nadziei.
Ostatni wielki atak na Radio Maryja w poniedziałek, 25
listopada, nie spełnił oczekiwań stojących za nim przede wszystkim
propagandystów prounijnych. Szczególnie "zawiódł" europropagandystów polski
Episkopat. Według planu miało się wszystko potoczyć tak, jak przy ostatnim ataku
w sierpniu bieżącego roku. Tym razem napastnicy się przeliczyli, tym razem nie
było milczącej aprobaty Episkopatu.
W oświadczeniu Zespołu Biskupów do spraw
Duszpasterskiej Troski o Radio Maryja z 27 listopada czytamy jasno i wyraźnie:
"Budzi głębokie zaniepokojenie nasilająca się kampania przeciw osobom i
instytucjom kościelnym, prowadzona przez określone media. W efekcie działania te
prowadzą do dezintegracji społecznej, niepokojów oraz wzajemnego braku zaufania
w polskim społeczeństwie".
Reakcja Episkopatu jest wspaniałym wydarzeniem.
Dla mnie była to jedna z najbardziej pozytywnych wiadomości ostatnich dni i
tygodni. Myślę jednak, że teraz nie można się zatrzymać, trzeba iść
dalej.
Wyświetlenie tego dziwnego filmu z ojcem Jerzym Galińskim, któremu
każdy reżyser filmów biblijnych z chęcią powierzyłby rolę Judasza, jest przecież
tylko jedną stroną skandalu.
Bardziej przerażający i alarmujący jest jednak
sposób, w jaki film był i jest komentowany przez postkomunistów i im posłuszne
media. Wszyscy, począwszy od szarego redaktora po samego prezydenta, jak
umówieni powtarzają hasła o rzekomej walce sumienia ojca Galińskiego, o biednych
wdowach i rencistach, którym brakuje krytycyzmu dla "przywilejów" podatkowych
Radia Maryja, o bezwzględnej surowości, z jaką organa państwowe "muszą" zbadać
sprawę (wypowiedź prezydenta Kwaśniewskiego).
To przecież nie jest zbieg
okoliczności. Można tu rozpoznać pewien system, za pomocą którego jak dawniej
centralnie steruje się praniem mózgów.
Powiem Państwu, co się za tym
kryje.
Przystąpienie Polski do Unii Europejskiej ma być bronione wszelkimi
metodami.
Kto stanie temu na drodze, musi zostać najpierw wyśmiany, jeśli to
nie pomoże, trzeba się go wyprzeć, a jeśli i to nie poskutkuje - musi zostać po
prostu wyeliminowany. To są fazy, które właśnie przechodzi Radio Maryja, lub już
je przebyło.
Słyszałem nieraz w kręgach strategów integracyjnych, że "w Radiu
Maryja przeszkadza nam tylko to, że jest przeciwko przystąpieniu Polski do
Unii".
Nowa kampania zniesławiająca nosi tym razem tytuł "finanse". Kościół i
pieniądze to nowy temat, po którym napastnicy obiecują sobie największy sukces,
wierni starym przekonaniom, że w ten sposób najłatwiej jest rozbudzić uczucia
zawiści i nieżyczliwości.
Skoro nie udało się wbić klina między Radio Maryja
i polski Kościół katolicki, teraz atak skieruje się przeciw całemu
Kościołowi.
Zapoczątkował go już tygodnik "Polityka" w otwierającym numer
artykule z połowy listopada "Pieniądze Kościoła: Państwo daje na tacę". Zaraz do
niego dołączył "Wprost" z tytułem: "Święty biznes". To z pewnością nie koniec,
ataki będą się mnożyć.
Moim zdaniem, w ten sposób siły prounijne próbują
przede wszystkim osłabić moralne oddziaływanie Kościoła w przeddzień referendum
i wykluczyć go jako przeciwnika. W tej tak ważnej dla przyszłości Polski
kwestii, do czasu referendum Kościołowi przypina się etykietkę "euroentuzjasty"
lub niezainteresowanego obserwatora. Postkomuniści jawnie śmieją się z tego i
bez żenady coraz częściej próbują wykorzystać księży biskupów jako autorytety
wiary do swoich politycznych celów w kwestii integracji Polski z
Unią.
Ponieważ postkomuniści czują się najwyraźniej zmuszeni do coraz
częstszego używania argumentów "moralnych", Kościół winien właśnie z pobudek
czysto moralnych znacznie wyraźniej niż dotąd ustosunkować się do tych
politycznych przyczyn, które świadczą przeciw przyłączeniu Polski do Unii, a
które przeciwnik przemilcza.
Nie chcę tu znowu ich wszystkich szczegółowo
wymieniać, chcę jedynie postawić pewne tezy jako pytania skierowane do Kościoła,
od którego Naród Polski ma prawo oczekiwać jednoznacznej odpowiedzi i to jeszcze
przed planowanym referendum.
Radio Maryja