2002-05-17
Jan Truszczyński
Romuald Bury
Jest obecnie głównym
negocjatorem Polski z Unią Europejską. To od niego - i od jego pracy - zależą
ostateczne warunki, jakie przyzna nam Unia.
Należy do tego pokolenia
byłych działaczy komunistycznych organizacji młodzieżowych i PZPR, którego
przedstawiciele dominują obecnie na polskiej scenie politycznej.
PZPR-owski aparatczyk dyplomatą
Jest absolwentem
"czerwonej uczelni" - Szkoły Głównej Planowania i Statystyki (SGPiS,
przemianowanej po 1989 roku na Szkołę Główną Handlową), którą ukończył w 1972
roku. Był to początek epoki "gierkowskiej", w której nowa ekipa komunistycznych
właścicieli PRL ostrożnie otwierała się na świat. Do tego niezbędna była bowiem
częściowa choćby wymiana kadr - na młodsze i przede wszystkim nieco bardziej
wykształcone.
Jan Truszczyński od razu po studiach podjął pracę w
Ministerstwie Spraw Zagranicznych, w którym wspinał się na coraz wyższe szczeble
kariery urzędniczej. Do takiej pracy nie szło się "z ulicy" - wiązało się to
bowiem z członkostwem w PZPR. Był między innymi II sekretarzem ambasady PRL w
Hadze (Holandia) oraz pełnił różne funkcje w PRL-owskim przedstawicielstwie przy
Wspólnotach Europejskich w Brukseli. W tym okresie podjął też współpracę z
wywiadem PRL, co w kręgach tego typu "urzędników" było na ogół czynnością
rutynową.
Kosztowny ambasador
Po powrocie do kraju na
początku lat 90-tych pracował przez dwa lata w nomenklaturowym Banku Inicjatyw
Gospodarczych, a od 1995 roku w polskim przedstawicielstwie Creditbanku.
W
1996 roku, podczas panowania w MSZ Dariusza Rosatiego (który znany był z
otaczania się dawnymi kolegami z SGPiS i komunistycznych organizacji
młodzieżowych) otrzymał nominację na ambasadora Polski przy UE. Oczywiście, tak
preferowani kandydaci otrzymywali bez problemu pozytywną opinię sejmowej Komisji
Spraw Zagranicznych, albowiem większość w niej mieli posłowie rządzącej wówczas
koalicji SLD i PSL. Fakt jego wcześniejszej współpracy z wywiadem PRL - jeśli to
w ogóle wówczas brano pod uwagę - był w takich warunkach dodatkową zaletą
kandydata na ambasadora...
W okresie jego urzędowania w Brukseli (1998)
doszło do otwarcia nowej ambasady RP. Wybudowano ją kosztem ponad 10 milionów
dolarów na ponad półhektarowej działce w centrum miasta. Żaden inny kraj, nawet
najwięksi i najbogatsi członkowie UE nie mogą pochwalić się takim
"osiągnięciem". Nie dlatego, żeby nie było ich na to stać - raczej nie było
takiej potrzeby, ponadto podatnicy w krajach o dłuższych tradycjach
demokratycznych są w stanie rozliczyć aktualnie panującą ekipę z nadmiernych,
efekciarskich wydatków. Ale nie u nas.
Współpracował z
SB
Pod koniec 2000 roku, w ramach rutynowej wymiany kadr
dyplomatycznych, Jan Truszczyński - po ponad czterech latach pełnienia swej
misji - został odwołany z Brukseli. W dalszym ciągu pozostał jednak w sferze
spraw, którymi się dotychczas zajmował. W Kancelarii Prezydenta RP Aleksandra
Kwaśniewskiego (w związku z objęciem przez niego drugiej kadencji) utworzone
zostało Biuro Integracji Europejskiej. Truszczyński w naturalny sposób został
jego szefem. Długo nim jednak nie był: po wygranych przez SLD wyborach
parlamentarnych jesienią 2001 roku, już w październiku został głównym
negocjatorem Polski z UE.
Głośna była wówczas sprawa jego oświadczenia
lustracyjnego, które powinien rutynowo złożyć natychmiast po objęciu funkcji w
Kancelarii Prezydenta. Jako szef Biura w randze podsekretarza stanu miał taki
ustawowy obowiązek. Dopiero po interwencjach Rzecznika Interesu Publicznego,
Kancelaria Prezydenta - po prawie roku - raczyła je przesłać (a zostało ono
podobno złożone w terminie), gdy objął on już nową funkcję.
Jak wynika z tego
oświadczenia, Truszczyński był świadomym współpracownikiem wywiadu PRL. Według
Kwaśniewskiego ten fakt "w ogóle nie odbije się na naszym wejściu do UE". Jednak
opublikowane w kwietniu 2002 roku wyniki badania opinii publicznej wskazują, że
zaledwie 2 procent Polaków ma zaufanie do negocjatorów z Unią Europejską (sondaż
przeprowadzony przez Instytut Badań Opinii GfK Polonia na zlecenie Urzędu
Komitetu Integracji Europejskiej).
Czy naprawdę nie jest ważne, kto nas
zamierza zintegrować z Europą: komuniści i agenci tajnych służb PRL? Europie,
podobnie jak Kwaśniewskiemu ze zrozumiałych względów, jakoś to nie przeszkadza -
byle do celu...
Polskie Jutro