2002-12-04
Nie ma żadnych dodatkowych pieniędzy
Miłosz Marczuk
Zaczęło się od tego, że Duńczycy zgodzili się na dopłacanie do dopłat bezpośrednich dla polskich rolników tak, by mogły one wzrosnąć do 40 proc. w pierwszych trzech latach członkostwa w Unii. Do tej operacji można będzie użyć części unijnych funduszy rozwoju wsi, czyli pieniędzy tworzących tak zwany II filar Wspólnej Polityki Rolnej. Unia postawiła jednak warunek, w którym stwierdza się, że na to dofinansowanie nie może pójść więcej niż 20 proc. zobowiązań Unii na fundusze, resztę musi dorzucić polski budżet. W praktyce wyglądać to będzie następująco: w 2004 roku Unia zobowiązuje się, że na rozwój obszarów wiejskich ma przekazać Polsce 781 mln euro, na zwiększenie dopłat będzie można więc wykorzystać ok.
156 mln euro. Dojście do 40 proc. (czyli 15 pkt. proc.) kosztować nas będzie ok. 375 mln. Z polskiego budżetu trzeba więc będzie dorzucić brakujące 219 mln euro. Czyli zwiększenie dopłat odbędzie się głównie kosztem polskich podatników. A pieniądze unijne przekazane na dopłaty z funduszy rozwoju wsi można też określić jako wyrwane naszym finansom, o czym poniżej.
Tu bardzo ważna sprawa. Pieniądze przeznaczane dla Polski w ramach
II filaru, czyli rozwoju obszarów wiejskich, zostały przez ministerstwo rolnictwa podzielone na dwie grupy. Sporządzono dwa osobne projekty ich wydatkowania w warunkach polskich. Pierwszy z tych projektów został zatytułowany "Plan rozwoju obszarów wiejskich dla Polski Na lata 2004-2006". Jest on dokumentem operacyjnym, określającym cele, priorytety i zasady wspierania rozwoju obszarów wiejskich. Plan ma być realizowany na terenie całego kraju. Podstawą realizacji założeń Planu ma być sześć działań: renty strukturalne, wsparcie dla gospodarstw niskotowarowych, dopłaty wyrównawcze dla obszarów o niekorzystnych warunkach gospodarowania, przedsięwzięcia rolnośrodowiskowe, zalesienia gruntów rolnych oraz pomoc techniczna. Wszystkie te działania mają być finansowane z Sekcji Gwarancji Europejskiego Funduszu Orientacji i Gwarancji w Rolnictwie (EFOiGR) oraz ze środków przeznaczonych na ten cel w ustawie budżetowej (oprócz pomocy technicznej; w tym działaniu wkład UE wynosi 100%). Standardowe dofinansowanie z polskiego budżetu wynieść ma tu 20 procent.
Ideą powstania tego planu było wrzucenie do niego takich działań (wynikających z rozporządzenia 1257/1999 Rady UE), które nie wymagają skomplikowanych procedur ze strony rolnika (np. propozycja podarowania każdemu rolnikowi po 1000 euro rocznie właściwie za nic), a równocześnie odciążają polskie instytucje i tak płacące na przykładowo renty strukturalne (KRUS) czy dopłaty do kredytów rolniczych. Do tego wora wrzucono około dwie trzecie planowanych pieniędzy z Unii. I założyć trzeba, że ogromna ich większość zostałaby rozdysponowana.
Drugim dokumentem przygotowanym przez ministerstwo rolnictwa jest Sektorowy Program Operacyjny "Restrukturyzacja i modernizacja sektora żywnościowego i rozwój obszarów wiejskich". Tu też znajdują się pieniądze z II filaru. Tyle że pieniądze trudne. W praktyce jest to powtórzenie SAPARD-u. Dokładnie ma on objąć takie oto działania: inwestycje w gospodarstwach rolnych, ułatwienie startu młodym rolnikom, gospodarka zasobami wodnymi, scalanie i wymiana gruntów, szkolenia zawodowe, wsparcie doradztwa rolniczego, różnicowanie działalności rolniczej i działalności zbliżonej do rolniczej, poprawa przetwórstwa i marketingu artykułów rolnych, usuwanie zniszczeń w lasach oraz również pomoc techniczna. Najistotniejszym z tych działań jest działanie pierwsze, czyli inwestycje w gospodarstwach wiejskich. Przebrnięcie przez to działanie wymaga cierpliwości biurokraty oraz posiadania około 50 procent pieniędzy na inwestycję. Jak mało rolników się na to decyduje, widzimy na przykładzie SAPARD-u. Ministerstwo rolnictwa wrzuciło więc do tego wora jedną trzecią planowanych pieniędzy. A i tak większość z nich nie będzie rozdysponowana.
I teraz dochodzimy do istoty sprawy: na dopłaty bezpośrednie przesunięte zostaną pieniądze z tego pierwszego łatwiejszego worka. Bo Unia naprawdę nie chce nic więcej dodać, a robi tylko ruchy markujące jakiś gest. Nie wiem zresztą, czy nasi negocjatorzy też w tym nie uczestniczą. Chodzi o to, że mają oni wspólny interes, jakim jest sprzedanie negocjacji jako sukcesu Polski. Prawda jest więc taka, że nic więcej nie dostajemy, obcina się z tego, co w miarę dostępne, proponuje dopłacić z własnego budżetu, i nazywa się to wszystko przełomem w negocjacjach.
Inną sztuczką jest przyjęcie założenia, że już w pierwszym roku wypłaty z unijnego budżetu dla Polski sięgną 1,633 mld euro. Dzięki temu robi się wrażenie, że Polska wyjdzie w relacjach finansowych z Unią na plus. Dzięki takiej sufitologii na pierwszych stronach gazet drukuje się tabele, w których czytelników omamiać mają liczby sytuujące nas nad kreską. Poza tym nikt nie podejmuje wątku utraty dochodów z ceł, chociaż wspomniał o tym raz nawet minister Kołodko.
Widać jednak cała ta propaganda nie odniosła jeszcze ostatecznego skutku, wobec czego premier Danii Andrzej Fogh Rasmussen sięgnął po kij. Na drugi dzień po przedstawieniu niby-korzystnej oferty dla kandydatów ostrzegł Polskę, że jeśli nie ukończy ona negocjacji akcesyjnych na grudniowym szczycie Unii, jej przyjęcie opóźni się do 2007 roku. "Jeśli jakiś kraj kandydujący nie zakończy negocjacji na szczycie w Kopenhadze (12-13 grudnia), to najprawdopodobniej dołączy do Bułgarii i Rumunii" - cytuje premiera dziennik "Jyllands-Posten". Rasmussen dodał też, że "nie ma żadnych gwarancji", że następne poszerzenie nastąpi w roku 2007. Na takie dictum nasi negocjatorzy otrzymają zapewne instrukcje, aby wszystko zaklepać w najbliższym terminie.
Łącznie z tym, że w ramach naszej składki płaconej w 2004 roku zapłacimy za rabat Wielkiej Brytanii za rok 2003. Bowiem na monity polskiego rządu w tej kwestii Unia odpowiada negatywnie. Sprawa wynika z przesunięcia czasowego w procedurze budżetowej UE, zgodnie z którym kompensata Wielkiej Brytanii za rok 2003, czyli rok przed akcesją Polski, jest wypłacana w roku 2004 ze składek płaconych bieżąco przez członków Unii, w której mamy być od maja 2004 roku. Nawet tego nie jesteśmy w stanie rozstrzygnąć zgodnie z naszym interesem.
Tak o propozycjach duńskich pisały największe polskie dzienniki:
Rzeczpospolita
Wtorek, 26 listopada - Jędrzej Bielecki pisze artykuł pod tytułem "Naprzeciw polskim oczekiwaniom", jego clou mieści się w nadtytule: "Nowa oferta Unii - 40 procent dopłat dla rolników - 1,5 mld euro netto dla Polski w 2004 roku".
Autor chwali się następnie: ""Rzeczpospolita" dotarła do projektu ostatecznego stanowiska negocjacyjnego w sprawach finansowych, które dziś zostanie przedstawione krajom kandydującym. Wynika z niego, że zamiast 25, 30 i 35 procent dopłat bezpośrednich w latach 2004, 2005 i 2006 polscy rolnicy mają otrzymać po 40 procent".
Na koniec Bielecki udaje, że wierzy w to, że to Duńczycy opracowali plan, jakby wbrew stanowisku Niemiec i Komisji (chociaż sprawa została wcześniej zaaprobowana przez Coreper): "Stojący na czele Unii Duńczycy opracowali zmienioną ofertę w wyjątkowo trudnych okolicznościach. Wobec słabej koniunktury na zachodzie i rosnącej do niepokojących rozmiarów dziury w niemieckim budżecie kraje "15" patrzą dwa razy na każde dodatkowe euro, które mają wypłacić nowym krajom członkowskim. Duńczycy starają się jednak przekonać unijne rządy, że tylko wyjście naprzeciw Polsce i innym kandydatom pozwoli zakończyć rokowania w dwa tygodnie, a przede wszystkim zapewnić sukces ratyfikacji traktatów akcesyjnych w przyszłym roku".
Środa, 27 listopada
Jędrzej Bielecki napisał na pierwszej stronie gazety:
"Wczoraj w Brukseli kierujący pracami UE Duńczycy przedstawili krajom kandydującym ofertę finansową Unii. Na tej podstawie "Rz" wyliczyła, że żaden kraj Unii Europejskiej, oprócz Hiszpanii i Grecji, nie będzie otrzymywał tak dużej pomocy z Brukseli jak Polska". (Tymczasem samo ministerstwo finansów szacuje, że "transfery w ramach działań strukturalnych w latach 2004 - 2006 mają wynieść ok. 110 euro per capita średnio wobec przeciętnie 241 euro w państwach członkowskich UE, korzystających z funduszu spójności". Czyli m.in. Hiszpanii i Grecji).
Bielecki kontynuuje: "Co ma dla nas Unia? Jak już wczoraj pisaliśmy: wyższe dopłaty (po 40 proc. w pierwszych 3 latach), finansowane z przesunięcia środków przeznaczonych na rozwój wsi - nieco wyższe limity produkcji żywności - w latach 2004 - 2006 r. średnio po ok. 2,1 mld euro rocznie pomocy".
Gazeta Wyborcza
Wtorek, 26 listopada
Robert Sołtyk: "Duńczycy przedstawili wczoraj lepszą propozycję finansową dla kandydatów do Unii Europejskiej i prą do szybkiego zakończenia rozmów. (...) Duńczycy prą do szybkiego zakończenia negocjacji - już na spotkaniu szefów MSZ kandydatów i państw Unii 9-10 grudnia, a przed pieczętującym rozszerzenie Unii szczytem w Kopenhadze 12-13 grudnia. Rasmussen stwierdził, że warunki Unii to "hojna, kompleksowa" oferta. - Staraliśmy się wyjść naprzeciw oczekiwaniom kandydatów, a zarazem oferta musi być do zaakceptowania przez kraje UE - powiedział Rasmussen. (...) Główne punkty poprawionej oferty to: rekompensata dla polskiego budżetu w pierwszym roku w Unii; zgoda na podniesienie dopłat dla rolników do 40 proc. unijnego poziomu (dotąd Unia mówiła o 25 proc.), dzięki przesunięciu 20 proc. funduszy na rozwój obszarów wiejskich; zwiększenie limitów produkcji rolnej. - W rezultacie Polska otrzyma w 2004 r. z budżetu Unii 1,5 mld euro netto, a w latach 2004-06 - 6,5 mld euro - mówił Rasmussen. Miller wyraził "szacunek i uznanie" dla Rasmussena za efektywność i determinację, by negocjacje zakończyły się sukcesem".
Jacek Pawlicki: "Pół miliarda euro specjalnej rekompensaty do naszego budżetu w 2004 r. oraz prawo do zwiększenia dopłat bezpośrednich dla rolników do 40 proc. unijnego poziomu - zaoferuje dziś Polsce Dania, która teraz przewodniczy Unii Europejskiej. (...) Dania proponuje też, by dopłaty dla rolników z nowo przyjętych państw od razu wyniosły 40 proc. unijnego poziomu (do tej pory oferowano tylko 25 proc.). Stanie się tak, bo UE ma się zgodzić na przesunięcie pieniędzy na ten cel z innej "szufladki" - unijnych strukturalnych na rozwój obszarów wiejskich. Domagał się tego polski rząd".
Sobota, 30 listopada
Konrad Niklewicz, Krystyna Naszkowska
Pół kroku do Europy
"Co najważniejsze, jesteśmy o krok od przyjęcia proponowanego przez Duńczyków mechanizmu powiększania dopłat dla rolników (dzięki "przesunięciu" części pieniędzy z unijnych funduszy rozwoju wsi zwiększyłyby się one z 25 do ok. 40 proc. unijnego poziomu w pierwszym roku)."
Najwyższy Czas