2003-04-25
Ziemia już nie nasza

Małgorzata Goss
"[...] Nie jest prawdą, że od 1990 r. cudzoziemcy nabyli w naszym kraju zaledwie jedną tysięczną część Polski, jak Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji podało w swoim sprawozdaniu za rok 2002. [...]
Podsekretarz stanu w MSWiA Tadeusz Matusiak podał, że w 2002 r. cudzoziemcy uzyskali 1595 zezwoleń na nabycie łącznie 4,8 tys. ha ziemi. W latach 1990-2002 zezwoleniami ministra spraw wewnętrznych i administracji objętych zostało łącznie 34 tys. ha ziemi. - To zaledwie tysięczna część obszaru Polski - podkreślił minister Matusiak. - Nasze przepisy są zbyt surowe na tle unijnej zasady swobody przepływu kapitału - dodał. Dyskusja w trakcie posiedzenia komisji wykazała jednak, że jest inaczej. [...]
Minister nie wspomniał o swoistej "ekspektatywie prawa własności", która przyznana została cudzoziemskim dzierżawcom polskiej ziemi rolnej. W negocjacjach ustalono bowiem, że po ewentualnej akcesji będą oni mieli prawo do zakupu dzierżawionych gruntów. Teoretycznie może to nastąpić po 3-7 latach trwania umowy dzierżawy, ale karencja ta stała się fikcją z chwilą, kiedy rząd zgodził się w negocjacjach, aby przy ustalaniu tego okresu honorowane były umowy ustne. [...]
Przypomnijmy, że według publikacji Instytutu Spraw Publicznych chodzi w tym wypadku o ogromny areał sięgający 1 mln ha. W sprawozdaniu MSWiA zwraca uwagę rozbieżność między powierzchnią, na której nabycie wydane zostały zezwolenia, a tą, której przejście w obce ręce zarejestrowano w MSWiA." [...]
W tej sytuacji nasuwa się tylko jedno wytłumaczenie różnicy między zawartością rejestru a danymi na temat udzielonych zezwoleń: prawdopodobnie większość transakcji z udziałem cudzoziemców nie trafia po prostu do rejestru. Tymczasem powinny być w nim odnotowane nie tylko wszystkie transakcje zawarte za zezwoleniem MSWiA, ale także te, na które zgoda resortu nie jest wymagana. Chodzi m.in. o działki do 0,4 ha w miastach i 1 ha na wsi nabywane przez obce spółki na cele statutowe, przejęcie nieruchomości przez obcy bank za długi, zakup nieruchomości przez cudzoziemca, który ma kartę stałego pobytu i od 5 lat mieszka w Polsce, ma współmałżonka - Polaka, lub jest spadkobiercą ustawowym polskiego właściciela. Według danych z rejestru - w takich okolicznościach cudzoziemcy nabyli w 2002 r. ok.100 ha gruntów na podstawie ok. 400 transakcji. Nie odnotowano w rejestrze żadnego przypadku przejęcia ziemi przez zagraniczny bank za długi."

To bardzo ważna informacja, bo oznacza, że MSWiA, choć jest do tego powołane, nie kontroluje sytuacji. Opinia publiczna jest zaś usypiana oficjalnymi danymi, które nie odzwierciedlają rzeczywistości.

"Ustawa o nabywaniu nieruchomości przez cudzoziemców obowiązuje w naszym kraju od 1920 r., a więc od 83 lat. Przez cały okres międzywojenny i powojenny, do 1996 r. - w sposób dość skuteczny chroniła polską ziemię przed przejęciem w ręce kapitału zagranicznego. [...]
U progu lat 90. wystarczyło jedynie poprawić ustawę z 1920 r., przede wszystkim zamknąć lukę związaną z nabywaniem ziemi wraz z akcjami i udziałami w spółkach. Niestety, rządzący w 1996 r. postkomuniści po swojemu znowelizowali ustawę, otwierając w niej - po raz pierwszy od 76 lat - możliwości nabywania ziemi przez cudzoziemców, nawet bez zezwolenia. Posłużono się wówczas hasłem: "przystępujemy do WTO". Opinia społeczna nie zaakceptowała liberalizacji ustawy. Dlatego też uczynioną w niej wyrwę posłowie SLD i współpracującej z nimi Unii Wolności musieli poszerzać chyłkiem i w tajemnicy. W ten sposób - w czasie wakacji, wykorzystując nieuwagę mediów, rozszerzyli prawo nabywania ziemi na banki, które przejmują ją za długi.
Potem przyszła kolej na AWS, bo i ona ma swoje "zasługi" na polu wyprzedaży polskiej ziemi: rząd AWS - UW, tym razem pod hasłem przystąpienia do Unii, przeforsował w Sejmie "dostosowanie" ustawy z 1920 r. do prawa europejskiego, znowu krusząc fragment jej fundamentu. Dziś widzimy następne dłonie, tym razem negocjatorów z rządu Leszka Millera, jak podpisują zobowiązania, iż wystawią polską ziemię na sprzedaż." [...]

Takie "dostosowywanie się" Polski do wymagań zagranicy trwa już od kilkunastu lat w różnych dziedzinach. Pozbywamy się kolejno wszystkiego, co dawało poczucie bezpieczeństwa, na rzecz nowej "ojczyzny" - Unii Europejskiej. A czego ona się dla nas pozbyła?
(opr. zel)
Nasz Dziennik