2003-04-24
Będą roszczenia niemieckie!
"Komisarz Unii ds. rozszerzenia Niemiec Guenter Verheugen przyznał
wczoraj, iż Niemcy wysiedleni z Polski po II wojnie światowej mogą zgłaszać
roszczenia majątkowe do własności na terenie naszych ziem zachodnich i
północnych. Stwierdził, że wprawdzie w RFN nie ma już roszczeń własnościowych
reprezentowanych przez rząd, ale są indywidualne, bo tych nie można zabronić.
Komisarz powiedział, że nie chce i nie potrafi sobie wyobrazić sytuacji, iż
Polska powie Unii "nie" w referendum.
Guenter Verheugen odpowiadał wczoraj
na pytania dziennikarzy lokalnych mediów, którzy okazali się bardziej dociekliwi
od swoich kolegów po fachu z ogólnokrajowych gazet i stacji telewizyjnych oraz
radiowych. Wyraźnie zaskoczyło to ambasadora Polski przy Wspólnotach
Europejskich Marka Grelę. W pałacu Prezydenckim zasiadło wczoraj kilkuset
dziennikarzy mediów lokalnych w ramach tzw. warsztatów europejskich. Oprócz
gospodarza spotkania w imprezie wzięli udział również komisarz Unii ds.
rozszerzenia Guenter Verheugen, ambasador polski przy Wspólnotach Europejskich
Marek Grela oraz przewodniczący Parlamentu Europejskiego Pat Cox. - Proszę
dostarczyć nam argumentów i wiary - zachęcał komisarza minister Dariusz
Szymczycha z Kancelarii Prezydenta.
Verheugen większą część przemówienia
poświęcił zachęcaniu Polaków do głosowania w referendum za akcesją. - Europa
zjednoczona na podstawie wolnej woli narodów... takiej Europy jeszcze nie było!
Zrealizowanie tego marzenia zależy od polskiego społeczeństwa - zaczął nieco
pompatycznie unijny gość. Przyznał, że "w Polsce krytyka pod adresem Unii jest
większa i bardziej zasadnicza" niż w pozostałych krajach aspirujących do
członkostwa. Według niego, wynika ona z faktu, że "niektórzy nie potrafią
oddzielić transformacji ustrojowej od działań dostosowawczych do UE". -
Najłatwiej zepchnąć winę na Unię... - narzekał komisarz. Według niego, Polska
roku '89 "nie miała czystej wody pitnej i tynk odpadał...".
- Tymczasem
Polska współczesna... - i już wydawało się, że powie, iż osiągnęła sukces, ale w
tym miejscu komisarz najwyraźniej ugryzł się w język, po czym zaczął
przekonywać, że 50 lat komunizmu nie da się od razu wymazać. Zapomniał, że gdyby
nie układ stowarzyszeniowy i 63 mld USD deficytu w handlu z UE, Polska nie
poniosłaby tak wielkich kosztów transformacji. W pytaniach, którymi zarzucili
Verheugena przedstawiciele mediów lokalnych, widać było
eurosceptycyzm."
Jak to jest - jak się czyta prasę, to właściwie nie ma
głosów sprzeciwu. Ale na spotkaniu z tak "dostojnym gościem" nawet dyspozycyjni
dziennikarze nie kryją, że co innego piszą, a co innego tak naprawdę
myślą?
Co by Pan odpowiedział na argument, że w Niemcy wschodnie
wpakowano kilkadziesiąt razy więcej pieniędzy niż Unia oferuje kandydatom, a
mimo to wschodnie landy nadal są w Unii członkiem drugiej kategorii? - pytano.
Według Verheugena, wysokie koszty włączenia NRD do Unii wynikały z tego, że "18
mln ludzi z dnia na dzień uzyskało te same standardy jak reszta Niemców". Jak
można się domyślać, Polakom wyrównanie z dnia na dzień do zachodnich standardów
z pewnością nie grozi, chociaż takie można odnieść wrażenie z rządowej
propagandy.
Odpowiadając na inne trudne pytanie - o art. 16 niemieckiej
konstytucji, który stwierdza istnienie Rzeszy Niemieckiej w granicach z 1937 r.
i ewentualne roszczenia ze strony byłych niemieckich właścicieli do majątków na
Ziemiach Odzyskanych - Verheugen przyznał, że "takich roszczeń nie można
zabronić". - Nie ma roszczeń własnościowych wobec Polski reprezentowanych przez
rząd niemiecki, ale są roszczenia indywidualne - powiedział komisarz i dodał, że
"po akcesji także polskie prawo zostanie niezmienione w tym względzie".
Zagadnięty, jak by zareagował, gdyby Polacy powiedzieli Unii NIE w referendum,
Verheugen wyrzucił z siebie: "Nie potrafię, nie mogę, nie chcę sobie tego
wyobrażać!"."
Niemiecki komisarz w służbie UE nie ma, jak widać,
dostatecznej wyobraźni, ponadto nie ukrywa, komu tak naprawdę zależy na wejściu
Polski do UE.
"Nie mniej zaskoczony dociekliwością dziennikarzy był
ambasador polski przy Wspólnotach Europejskich Marek Grela, który swoje
wystąpienie poświęcił problemom przekształcenia polskiej administracji
państwowej w unijną. Przedstawiciele mediów lokalnych postawili pod adresem Unii
zarzut, iż dominuje w niej biurokracja. Pytali też, dlaczego Polska osiągnęła
tak słaby wynik negocjacji, skoro ma być jednym z największych krajów UE. Innego
dziennikarza interesowało, czy po akcesji 60 proc. małych i średnich
przedsiębiorstw w naszym kraju upadnie. Ambasador Grela wyraźnie nie radził
sobie z odpowiedziami na pytania."
Może też być inne wyjaśnienie, chyba
bardziej prawdopodobne: Grela wie (z niepublikowanych danych rządowych) jak to
będzie, ale przecież nie może tego powiedzieć. Mówmy więc my, bo to może być
ostatnia okazja.
Nasz Dziennik