2003-06-03
po papieskim wystąpieniu - ROMA LOCUTA ...
Zdzisław Zakrzewski
Wypowiedź Papieża z 19 maja rozwiewa wszelkie wątpliwości w sprawie wejścia Polski do Unii Europejskiej (UE). Nasz duchowy Przywódca przeszedł na stronę Kwaśniewskich, Michników, Millerów, Balcerowiczów oraz innych aparatczyków i komunistycznych bonzów, którzy wyprzedali lub rozkradli Polskę i ciągną nas teraz w niewolę Franko-Germańskiego sojuszu. Tym samym, Papież-Polak odwrócił się od patriotów z Ligi Polskich Rodzin i innych polityków o polskiej orientacji, a także od o. Tadeusza Rydzyka (twórcy Radia Maryja), patriotycznej części Kleru i wszystkich tych, którzy chcą szczerze budować Polskę katolicką i narodową, a w czasie długiej nocy ateistycznych rządów uchronili polski kościół od zniszczenia.
Należy przypuszczać, ze Papież uznał wejście Polski do UE za potrzebne z uwagi na dobro i interes Instytucji której przewodzi, ale sam fakt, że ta opinia ustawiła go po stronie wrogów Kościoła i Polski - powinien być ostrzeżeniem, że teorie na temat "chrześcijańskich korzeni", czy fundamentów Europy i wielkiej "misji narodów Europy Środkowej w UE" - to raczej wątpliwe, acz mocno wytarte slogany, nie mające pokrycia w politycznej rzeczywistości.
Bóg gwarantuje swym Namiestnikom nieomylność tylko w sprawach wiary, stąd wiele politycznych wypowiedzi Papieży i innych urzędników państwa kościelnego było błędnych. O przykłady nie trudno. Francja, która splamiła się uwięzieniem kilku Papieży i zmuszeniem ich do urzędowania w Avignon, stała się w XVI w. "Najwierniejszą Córą Kościoła" tylko dlatego, że z całą bezwzględnością wyrzynała swych hugenotów. W tym samym czasie Polskę powszechnie potępiano w katolickim świecie, jako "piekło, w którym sprośne Żydy i kacerze chodzą wolno", a polski król publicznie głosił, że "nie rządzi sumieniami poddanych", gdy w Augsburgu przyjęto właśnie zasadę: "cuius regio, eius religio".
Nasze "misje" dla Kościoła
Na różne "misje" w interesie Kościoła wyruszaliśmy wielokrotnie, zawsze z katastrofalnym skutkiem dla własnych interesów narodowych, choć bez jakichkolwiek korzyści dla Kościoła. Zacznijmy od Zygmunta III (Wazy), który może i odzyskałby tron szwedzki gdyby nie to, że pod wpływem swych jezuickich doradców postanowił siłą nawrócić Szwedów na katolicyzm. Skończyło się nie tylko na wyrzuceniu go z kraju, ale także na zupełnie niepotrzebnych, a bardzo ciężkich i kosztownych wojnach szwedzkich, które przyczyniły się walnie do osłabienia sił państwa i upadku Rzeczypospolitej.
Tenże sam król, pod wpływem Legata papieskiego (Possevini), doprowadził do jedynej polskiej wojny zaczepnej: najazdu na Rosję i okupację Moskwy 1610 - 1611. Ta okupacja kraju i stolicy przez "polskich papistów" w celu odebrania ludowi rosyjskiemu jego ukochanego prawosławia, kładzie się trwałym cieniem na naszych wzajemnych stosunkach. Późniejsze rozbiory Polski i jej 123-letnia niewola były przez wielu Rosjan uznawane za słuszny odwet.
Nasza ostatnia "misja" dla Kościoła to stworzenie Rytu Grecko-Katolickiego, czyli Cerkwi Unickiej na wschodnich ziemiach RP, w celu użycia lokalnych Rusinów do nawracania prawosławnych ludów Rosji. Tymczasem Cerkiew Unicka stała się czymś w rodzaju narodowego kościoła Ukraińców, których hodował starannie nasz Kościół Rzymski na naszych Wschodnich Kresach. Niestety, Ukraińcy okazali się trudnymi wychowankami. Zamiast nawracania prawosławnych - współpracowali z Niemcami przeciw Polsce w obu wojnach światowych, a w ostatniej nieludzko wymordowali setki tysięcy Polaków na Wołyniu i Ziemi Lwowskiej. W końcu zagarnęli nasz Lwów i okolice oraz zgłaszają pretensje do polskich terytoriów aż po San. Prawosławie przeżywa teraz swój renesans, a nawet jest kokietowane przez Kościół w ramach współczesnej polityki ekumenizmu.
Co nas czeka w Unii
Dziś znów jesteśmy powoływani do nowej "misji" przez naszego Papieża-Polaka. Ma ona polegać na "wzmacnianiu pozycji Kościoła w UE", ale nikt nie mówi, jak to zrobić i jaką cenę za to przyjdzie płacić.
Spróbujmy sami sobie na to odpowiedzieć, zaczynając od naszego położenia w stosunku do UE.
- Wobec UE jesteśmy pariasami: gospodarka, banki, nawet środki przekazu są w rękach obcych właścicieli i poddane obcym prawom. Daje to w efekcie dużą zależność państwa od obcych.
- Społeczeństwo wycieńczone i zabiedzone, wyzbyte wszelkiej energii i nadziei. Realne bezrobocie oscyluje w granicach 30 procent. Obszar nędzy poszerza się, a w wielu okolicach pojawił się głód. Tymczasem UE zapowiada dodatkową likwidację blisko 2 milionów gospodarstw rolnych, oraz hut i kopalń, bo chce mieć w Polsce rynek zbytu na swe produkty, nie konkurenta. Nasi rządzący uniżenie to przyjmują.
- Bezrobotni, jak i obcy właściciele naszych zakładów na ogół nie płacą podatków - budżet państwa maleje, rośnie deficyt, wiec kurczą się nakłady na oświatę, opiekę społeczną, inwestycje, i tak dalej. A po wejściu do UE przyjdzie płacić składkę w wysokości blisko 20 procent budżetu państwa - oczywiście zmusi to władze do obcięcia emerytur, rent i innych wydatków budżetowych. Nędza Polaków wzrośnie.
W tych warunkach wejście do UE oznacza całkowite uzależnienie od bogatych sąsiadów, którzy mogą pozwolić głodnym Polakom pracować u siebie. Wobec panującego w Unii bezrobocia, będą to prace najniższej kategorii i zarobków, co utrwali obraz i pozycję Polaka-pariasa, a wiadomo, że nigdzie na świecie najniższe sfery społeczne nie służą jako model postępowania, czy myślenia. W tej sytuacji, jak mamy tę naszą misję wypełnić? Jak długo uda się Polakom utrzymać swą własną, już niezbyt wielką, przewagę kulturalno-obyczajową?
Zamiast podnosić poziom i jakość naszych praw niszczymy je mechanicznym naginaniem do praw UE. Poddajemy się wymogom tolerancji dla: pornografii, aborcji, eutanazji, homoseksualnych "małżeństw" i innych zboczeń, oraz "uświadamiania" dzieci "aktywnych seksualnie".
Czy zanurzenie w bagnie społeczności względnie czystej oczyści bagno, czy raczej ubrudzi tylko zanurzonych? Czy nie lepiej zbudować obok sadzawkę z czystą wodą i w ten sposób zachęcić innych do porzucenia bagna? Tylko poza Unią może Polska stać się taką właśnie czystą sadzawką.
Prezent dla Niemiec
Polskę w UE czeka jeszcze jeden problem: jak uchronić się przed utratą Ziem Zachodnich? Przecież istnieją w Niemczech potężne organizacje ziomkowskie, uznane i popierane przez rząd, niemiecka konstytucja mówi o granicy z Polską z 1937 roku, a prawo Unii zabrania dyskryminacji w handlu ziemią. Można też założyć, że Trybunał Europejski w Hadze unieważni decyzje Aliantów, którzy oddali te tereny w ręce polskiej administracji, do czasu ostatecznego uregulowania przez Traktat Pokojowy (którego nigdy nie było), bo prawo nigdzie nie uznaje pokrywania zobowiązań państwa (odszkodowania wojenne) prywatną własnością odebraną niektórym obywatelom. Stad nasze wejście do UE wręcz zapewnia utratę 1/3 terytorium państwa - z Polski pozostanie coś w rodzaju Księstwa Warszawskiego: kadłubowe państewko bez własnego zaplecza gospodarczego, z wyczerpaną fizycznie i psychicznie ludnością, skazaną na koczowniczą wegetację wędrownych robotników zależną od łaski potężnych Niemiec. Nie są to warunki sprzyjające rozwojowi moralności, czy życia rodzinnego i postępowi na drodze dobrobytu i kultury. Jest to przepis na nieuchronną śmierć narodu, nie na budowę prężnego ruchu misyjnego dla wzmocnienia Kościoła i ratowania zdrowia moralnego Unii.
** ** **
Trzeba podkreślić, że Polacy i inne narody katolickie kandydujące do UE to już ostatnia rezerwa ludnościowa Kościoła. Nawoływanie ich do wejścia do UE i narażanie na śmierć zdaje się być aktem wręcz desperackim. Oczywiście Papież może zawsze liczyć na obietnicę samego Chrystusa, że Kościół nigdy nie zginie, więc ma prawo chwytać się nawet tak ryzykownych metod.
Ale w tym wypadku Roma Locuta wcale nie oznacza Causa Finita. Ani Polska ani nasz Naród takiej boskiej gwarancji nie posiadają, więc nam nie wolno ryzykować zagłady narodu i państwa.
Musimy wziąć gremialny udział w referendum i głosować N I E !
Polskie Jutro
Czytaj także: