Latwiej wymienić, czego w nim nie ma. Znajdziemy tam dziesiątki map, tabel, słownikowych haseł, a nawet wzory naklejek, jakie będą umieszczane na lodówkach i zmywarkach. Dowiemy się, jakich kwalifikacji wymaga się od pielęgniarek, mechaników na stacjach kontroli pojazdów i maszynistów kolejowych, jakie będą warunki pomocy publicznej dla polskich hut do roku 2006 oraz że świeże nieopakowane ryby mogą być sprzedawane bezpośrednio klientom tylko w powiecie, w którym mieści się zakład rybny. Zapisano, kiedy zostanie zmodernizowana obwodnica Warszawy, kiedy polskie mleczarnie będą produkować lepsze mleko oraz kiedy wędliny z zakładu panów Niebieszczańskich z Gryfowa na Dolnym Śląsku będą się nadawać do sprzedaży na terenie całej Unii Europejskiej. Te i setki innych szczegółowych zapisów ujmują to wszystko, co kraje kandydujące ustaliły podczas negocjacji z państwami Unii. Samej Polski dotyczy bezpośrednio około tysiąca stron.

Wszystko albo nic
Dokument napisano europejską prawniczą
nowomową. Jest to kłopot, bo nie zawsze wiadomo, o co autorom
chodziło. Nawet najlepsi polscy prawnicy dokładnie jeszcze
nie wiedzą, czy na przykład zapisy o weterynarii będą działać
na korzyść czy niekorzyść Polski. Za to znalazły się tam
tylko fakty, bez upiększeń i komentarzy - tak często
stosowanych przez polskich polityków. Dzięki temu wiemy
jasno, co dostaną, na przykład, polscy rolnicy: że w 2004
roku wysokość płatności bezpośrednich wyniesie 25 procent
tego, co dostają farmerzy w obecnych krajach członkowskich,
czyli dokładnie tyle, ile od samego początku proponowała
Bruksela. Te płatności mogą za zgodą Komisji Europejskiej
zostać zwiększone o 30 procent, ale zależeć to będzie
wyłącznie od polityki wicepremiera Kołodki. Unia da
pieniądze, jeśli da je też Polska. Tyle na ten temat.
Warto tu zauważyć, że jedynie Cypryjczycy
uzyskali odrębne rozwiązanie w dziedzinie dopłat dla
rolników. Ich rolnicy od początku dostaną pełne dopłaty, ale
i tak nie mają się z czego cieszyć, gdyż już teraz otrzymują
wyższe wsparcie niż farmerzy w Unii. Dlatego Cypr musiał się
zobowiązać, że nie będzie swoim rolnikom płacił więcej, niż
zezwala na to unijne prawo.
Przyjęcie traktatu akcesyjnego oznacza
przyjęcie całego dorobku prawnego Unii. Dopuszcza się jedynie
te wyjątki, które zostały wcześniej uzgodnione, i to na na
określony czas, czyli tak zwane okresy przejściowe.
Najdłuższy polski okres przejściowy zapisany w traktacie
wynosi 12 lat i dotyczy przepisów o zakupie ziemi rolnej
przez obywateli wspólnoty.
Stałe zwolnienia ze stosowania unijnych
przepisów są możliwe bardzo rzadko. Polska wywalczyła
niewiele takich wyjątków, choćby złagodzenie unijnych wymogów
wobec Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych oraz
Banku Gospodarstwa Krajowego - mogą mieć one niższy kapitał
niż ich unijne odpowiedniki oraz to zerowy VAT na
międzynarodowe przewozy pasażerskie. Nasi negocjatorzy
odnieśli również inny "sukces" podatkowy. W Polsce inaczej
niż w Unii podatek VAT będą płacić małe firmy o niskich
obrotach, które według unijnego prawa byłyby z tego
zwolnione, co niewątpliwie wzbogaci budżet państwa, ale
zuboży producentów.
Jednak te specjalne rozwiązania nie mają dla
nas aż takiego znaczenia, jak te, które wywalczyła dla siebie
Malta. Otóż ten najmniejszy kraj wstępujący do Unii będzie
mógł nadal utrzymać prawo ograniczające zakupy tak zwanych
drugich domów przez cudzoziemców i jako jedyny będzie
ograniczać napływ pracowników z innych państw wspólnoty.
W traktacie wzmocniono prawnomiędzynarodową
pozycję polskiej wódki. Zapisano w nim, że "Polska może
wymagać, aby do produkcji wódki na jej terytorium
etykietowanej jako ?Polish Vodka/Polska Wódka? stosowane były
jedynie surowce pochodzące z Polski lub była produkowana
zgodnie tradycyjnymi przepisami". Niestety, sytuacja
polskiego wina nie wygląda już tak różowo. Traktat definiuje
"Polskie wino/Polish wine" jako produkt wyrabiany ze
skoncentrowanego soku lub moszczu winogronowego, które może
być sprzedawane jedynie w Polsce.
W traktacie zapisano, ilu przedstawicieli wyśle
Polska do poszczególnych instytucji Unii - liczby te
odpowiadają dokładnie pozycji Hiszpanii - oraz jakie kwoty
Polska będzie wpłacać do unijnej kasy i ile z niej otrzyma.
Bardzo dokładnie wyliczono zobowiązania Polski w zakresie
zmniejszenia zanieczyszczeń wody i powietrza i poprawy
jakości najważniejszych dróg. Jeśli nasz rząd nie wywiąże się
z nich, to Polska może stanąć przed Trybunałem
Sprawiedliwości w Luksemburgu.
Wstępując do Unii Europejskiej, staniemy się
automatycznie także członkiem kilku organizacji. Wejdziemy do
Wspólnoty Europejskiej (dawniej EWG), Euroatomu (Europejskiej
Wspólnoty Energii Atomowej), Europejskiego Banku
Inwestycyjnego oraz strefy Schengen, a także Unii
Gospodarczej i Walutowej. Wejście do tych dwóch ostatnich
organizacji nie oznacza jednak, że już za rok znikną kontrole
na granicy z Niemcami i Polacy będą obracać euro. Stanie się
tak dopiero za kilka lat, i to po spełnieniu przez nas
stosownych warunków. Natomiast w dniu wejścia do Unii
Europejskiej przestaną obowiązywać umowy o
środkowoeuropejskiej strefie wolnego handlu CEFTA.
Najważniejsze na początku
Traktat o przystąpieniu do Unii Europejskiej
składa się z trzech części. Najważniejsza i najkrótsza jest
pierwsza. Zawiera zaledwie trzy artykuły i mówi o wejściu 10
nowych krajów do Unii. Druga, najdłuższa, licząca ponad 5
tysięcy stron, w 62 artykułach oraz prawie 30 obszernych
załącznikach i protokołach ujmuje wyniki negocjacji, czyli
warunki członkostwa. Te dwie części staną się obowiązującym
prawem. Trzecia, w której znalazły się różnego rodzaju
deklaracje przyszłych i obecnych członków Unii, ma charakter
fakultatywny.
I tu pojawia się kwestia niespecjalnie dla nas
przyjemna. W październiku na życzenie Holendrów kraje
Piętnastki przyjęły zapis, że jeśli w ciągu trzech lat po
rozszerzeniu Unii w którymś z nowych państw członkowskich
pojawią się lub mogą się pojawić trudności w jakimkolwiek
sektorze gospodarki czy zakłócenia z funkcjonowaniem rynku
wewnętrznego lub wymiaru sprawiedliwości, wszystkie państwa
członkowskie mogą podjąć odpowiednie środki ochronne (art.
37-39) - oznacza to, że w skrajnym wypadku można takiemu
państwu nawet odebrać prawo głosu w tych dziedzinach, w
których nie dostosuje się do unijnych wymogów. Ta klauzula
może być stosowana tylko wobec nowych członków, czyli na
przykład Polski, ale już nie wobec starych.
Klauzulę ochronną wywalczyła również Polska i
polska delegacja rządowa przedstawiała to jako swój duży
sukces w Kopenhadze. Unia przyznała, że w Polsce istnieją
specyficzne problemy rolnictwa i nasz kraj może wprowadzić
system monitorowania handlu. Jednak ten zapis znajduje się w
trzeciej - fakultatywnej części traktatu. We wcześniejszej,
drugiej, zapisano natomiast, że kraje członkowskie w żadnym
razie nie mogą wprowadzać kontroli granicznych.
Nie ma też dzisiaj żadnego prawnego znaczenia
oświadczenie polskiego rządu, że dla państwa polskiego nie
istnieją w prawodawstwie unijnym żadne przeszkody w
samodzielnym regulowaniu spraw o znaczeniu moralnym, jak
również tych odnoszących się do życia ludzkiego. Jest ono
nadzwyczaj ogólnikowe i służy chyba jedynie uspokojeniu
niektórych biskupów i wiernych. Tymczasem zapis ograniczający
aborcję, jaki uzyskała Malta, znajduje się w prawnie
obowiązującej części traktatu. Warto dodać, że polskie
oświadczenie nosi tytuł "Deklaracja Rządu Rzeczypospolitej
Polskiej dotycząca moralności publicznej", co w czasach afery
Rywina brzmi dość ironicznie.
Podpisanie traktatu 16 kwietnia w Atenach i
jego wejście w życie rok później, 2 maja, oznacza, że od tego
dnia unijne prawo zacznie obowiązywać na terytorium Polski.
Od tej pory polscy sędziowie i urzędnicy będą musieli
stosować się do niemal wszystkich wspólnotowych przepisów. W
razie wątpliwości zapytania kierować będą nie do urzędów w
Warszawie, ale instytucji Unii w Brukseli czy Luksemburgu.
Dla wielu będzie do szokująca i trudna zmiana.
Wyjść też można
Inaczej niż w wielu innych umowach
międzynarodowych w traktacie akcesyjnym nie ma słowa o
możliwości jego wypowiedzenia, czyli wyjścia z Unii. Podobnie
jest we wszystkich pozostałych unijnych traktatach. Dlaczego?
Jeszcze do tej pory większość zachodnich polityków i
eurokratów uważa, że Unię stworzono po to, by narody Europy
coraz ściślej ze sobą współpracowały i dzięki temu życie ich
obywateli stawało się łatwiejsze i lepsze. Zgodnie z tym
rozumowaniem nie ma potrzeby, by do traktatów wpisywać coś,
co będzie Europejczykom szkodzić.
Od jakiegoś czasu eksperci znaleźli furtkę dla
chcących opuścić Unię. Przewiduje to prawo międzynarodowe,
mówiące, że kraje, które zawarły jakąś umowę, mają prawo się
z niej wycofać. W Unii zdarzył się już taki precedens. W 1984
roku Grenlandia - część Danii o szerokiej autonomii i własnym
parlamencie - podpisała traktat zmieniający jej status we
wspólnocie, de facto oznaczający jej wyjście. Otóż przestała
być członkiem wspólnoty, a stała się zamorskim terytorium
stowarzyszonym z nią. Dla niektórych eurosceptyków przykład
Grenlandii jest być może jakąś pociechą. Jednak należy dodać,
że o ile 20 lat temu negocjacje o wyjściu były możliwe, to
teraz trudno sobie wyobrazić na przykład rokowania o
opuszczeniu europejskiej unii walutowej i rezygnacji ze
wspólnego pieniądza.
Przeciwnicy wstąpienia Polski do Unii mogą mieć jeszcze pewne nadzieje, że traktat akcesyjny nie wejdzie w życie. Stałoby się tak, gdyby choć jeden parlament któregoś kraju Piętnastki nie ratyfikował go. Szanse na to są niewielkie, bo albo zgodzą się na wszystkich kandydatów, albo na żadnego. Inaczej jest w wypadku wstępowania do Unii. Tu każdy kraj decyduje sam za siebie. Odrzucenie traktatu przez któryś z nich oznacza nieprzyjęcie tylko tego jednego państwa. A więc 8 czerwca 2003 roku sami postanowimy, czy podpisany 16 kwietnia 2003 roku w Atenach traktat o przystąpieniu do Unii Europejskiej będzie obowiązywał również Polskę.
Czytaj także: