2003-04-09
Giną dziennikarze

Jeden z rannych dziennikarzy wynoszony z hotelu Palestyna

(C) EPA

Wczoraj w Bagdadzie amerykański czołg ostrzelał hotel Palestyna, zajmowany przez zagranicznych korespondentów: zabił dwie osoby, trzy ranił. Wcześniej zginął korespondent telewizji al-Dżazira.

Hotel Palestyna został ostrzelany, choć było wiadomo, że mieszkają w nim zagraniczni dziennikarze (w tym dwaj korespondenci radia RMF FM piszący dla "Rzeczpospolitej"). Amerykańscy wojskowi tłumaczyli, że z dachu hotelu strzelał snajper, dlatego odpowiedzieli ogniem. Korespondent brytyjskiej telewizji Sky David Chater zapewniał jednak, że nie słyszał żadnych wystrzałów nie tylko z dachu hotelu czy z okien, ale w ogóle w tej części miasta. Dodał, że "w żadnym razie" nie był to przypadek, bowiem czołg wyraźnie celował w budynek.

W momencie strzału Chater, który stał na balkonie, odwrócił głowę. - Pocisk trafił dokładnie w 15. piętro budynku: nastąpiła gigantyczna eksplozja. Wszyscy byliśmy zszokowani - opowiadał argentyński reporter Gustavo Sierra, który zajmował pokój piętro wyżej. W ogniu stanęło całe piętro. Wszędzie było pełno szkła i krwi. Wybuchła panika. Kilku rannych, w tym reportera, fotografa i technika telewizyjnego Reutersa, koledzy wynieśli na zakrwawionych prześcieradłach. Byli też zabici: kamerzysta agencji Reuters, Taras Procjuk oraz Jose Couso, kamerzysta hiszpańskiej telewizji Tele 5, który zmarł wskutek odniesionych ran.

Na przedmieściach Bagdadu Amerykanie urządzili obóz dla irackich jeńców wojennych

(C) REUTERS

Pułkownik David Perkins, dowódca 2. brygady 3. Dywizji Piechoty, mówił wczoraj, że jego oddziały miały rozkaz nieatakowania hotelu nawet w przypadku ostrzału z jego kierunku. Dodał jednak, że "podstawowym obowiązkiem żołnierza jest bronić siebie i swojej załogi". Pentagon wyraził żal z powodu śmierci korespondentów. Jego rzecznik powtórzył jednak, że Bagdad nie jest bezpiecznym miejscem dla dziennikarzy i że powinni oni o tym pamiętać.

Hiszpańskie Ministerstwo Obrony zapowiedziało jednak, że będzie się domagać w Waszyngtonie wyjaśnień, a rząd zalecił innym dziennikarzom opuszczenie Bagdadu. Podjęcie kroków wobec Stanów Zjednoczonych w związku z incydentem zapowiedziała Grecja, która przewodniczy obecnie Unii Europejskiej. Zażądała od Amerykanów, aby chronili dziennikarzy, zamiast ich zabijać. Międzynarodowa Federacja Dziennikarzy (IFJ) ostrzał hotelu nazwała "szczególnie szokującym wydarzeniem tej wojny". Jej zdaniem atak należy uznać za zbrodnię wojenną i przeprowadzić stosowne śledztwo.

Również we wtorek zginął Tarik Ajoub, korespondent katarskiej telewizji al-Dżazira, gdy dwie amerykańskie bomby spadły na jego biuro. Stacja zapowiedziała wycofanie swojej ekipy z Bagdadu.

W Iraku przebywa obecnie ponad tysiąc dziennikarzy. Od początku wojny zginęło już co najmniej dziesięciu (według niektórych źródeł - dwunastu). Wśród nich australijski kamerzysta Paul Moran, dziennikarz brytyjskiej telewizji ITN Terry Loyd, pracujący dla BBC Kaveh Golestan, były redaktor naczelny "Atlantic Monthly" Michael Kelly, dziennikarz "Focusa" Christian Liebig, wysłannik hiszpańskiej gazety "El Mundo" Julio Anguita Parrado. Dwóch innych dziennikarzy poniosło śmierć w dziwnych okolicznościach. Dwóch uznano za zaginionych.
kw-z, j. k., afp, reuters, pap