Zaktualizowano 11. czerwca 2003 Drukuj
Słodszy wyraz nad wszystko, wyraz miłości, któremu nie masz równego na ziemi, oprócz wyrazu - Ojczyzna.
Adam Mickiewicz


Inne Strony Integracji PL z UE

Polska a Unia europejska - 21 pytań

Polonijny Katalog


Webring KATOLIKa


nagrodzona
2002-08-22
Niewygodni odchodza - czyli demokracja w wydaniu UE

Martyna Mistarz

Bohater naszego reportażu, ekspert unijny, dostał wypowiedzenie z pracy. Według Carla Beddermanna, bezinteresowna pomoc Unii Europejskiej dla Polski to bajki.
- Unia Europejska jest jak żona mafiosa: trwoni kasę i będzie ją trwonić. Ale spróbuj ją skrytykować, a poleci twoja głowa - mówi Carl Beddermann, były specjalista unijny w Polsce. Były, ponieważ za to, że opowiedział nam, jak i na co Unia trwoni kasę, zwolniono go ze stanowiska.
Carl Beddermann, wieloletni pracownik niemieckiego ministerstwa rolnictwa, w nagrodę za osiągnięcia został wysłany do Polski jako tzw. doradca przedakcesyjny Unii Europejskiej. Był pełen entuzjazmu do nowej pracy. Tym bardziej że ma żonę Polkę i bardzo osobisty stosunek do naszego kraju.

Badał powietrze
Jednak to, co miał tu do roboty, a także to, co zobaczył, wprowadziło go w depresję. Jego niemiecka gospodarność nie mogła znieść, że na "łapanie powietrza w słoiki" (właśnie badaniem powietrza się zajmował) oraz przygotowywanie konferencji i bankietów dla innych unijnych ekspertów wydawane są co miesiąc ogromne pieniądze. Swoimi spostrzeżeniami podzielił się z "Super Expressem".
- Nie jestem przeciwnikiem Unii - tłumaczył. - Ale czas postawić tamę marnotrawstwu i biurokracji.
21 czerwca br. w artykule "Jak Unia trwoni kasę" napisaliśmy: w 2000 roku 38 unijnych ekspertów przejadło w Polsce 11 mln euro. Napisaliśmy też: Beddermann, jeden z najtańszych, dostaje z UE (z funduszy PHARE przeznaczonego na pomoc dla krajów wstępujących) ponad 12 tys. zł miesięcznie plus zwrot kosztów utrzymania i podróży. W sumie jakieś 30 tys. euro (120 tys. zł). Każdemu z ekspertów delegowanych przez UE płacimy i będziemy płacić przez najbliższe parę lat. Za nic. "Sami wstąpilibyście do Unii, beze mnie i tych wszystkich doradców" - mówił nasz bohater. Wymieniliśmy też za Beddermannem kilka bardziej bzdurnych unijnych przepisów. Np. - na temat standardowej wielkości ogórka korniszona.

Rozsierdzeni urzędnicy
- Te informacje potwornie rozsierdziły kolegów biurokratów - opowiada Carl Beddermann. - Natychmiast przetłumaczono tekst i rozesłano do innych delegacji Unii, w innych krajach. Zaczęła się nagonka. Dostałem telefon i zaproponowano mi, żebym zrezygnował z posady i objął inny projekt. Poza Polską.
Nie zgodził się.
W tym czasie Bruno Dethomas, kierownik delegatury UE na Polskę, pisał list do Berlina: "W związku z bulwersującym wywiadem, udzielonym przez pana Carla Beddermanna gazecie "Super Express" (...), spodziewam się, że administracja podejmie natychmiastowe kroki w celu usunięcia pana Beddermanna ze stanowiska". Dostał polecenie: "załatwić sprawę po cichu". Załatwił. Strona polska początkowo była przeciw zwolnieniu eksperta, wreszcie - pod delikatną presją - zgodziła się na usunięcie krzykacza.
- Prawda w oczy kole - uśmiecha się smutno Beddermann. - Tylko - gdzie tu wolność słowa.
Twierdzi: nie działał wbrew interesom Unii, ale dla opamiętania biurokratów.
Zapytaliśmy Joan Piercez, z delegatury UE na Polskę, dlaczego - za słowa prawdy - ukarano eksperta zwolnieniem z pracy. Odpowiedziała: "Chcę poinformować, że nie jest w interesie delegatury, aby komentować decyzje personalne związane z projektem PHARE".

Nie spakował się
Carl Beddermann ma już nowy plan:
- Nie po to nauczyłem się polskiego, żeby stąd wyjeżdżać. Wezmę bezpłatny urlop w ministerstwie rolnictwa w Niemczech, sprowadzę żonę i zostanę. Będę dalej gardłował za tym, żeby się Polacy opamiętali i nie pchali do Unii za wszelką cenę. Żeby przestali się tak śpieszyć. Idea Unii nie jest zła. Ale nie jest też idealna.
Bogusław Wołoszański -Ęjest za Polską w Unii. Jak najrychlej. Jan Nowak-Jeziorański -Ęjest za. Ja też, ale zgodnie z interesem Polski.
Wedle Carla Beddermanna, lepiej nawet odczekać trochę, ale wejść do systemu na swoich prawach. Albo nie wchodzić wcale.
- Ja również myślałem podobnie jak większość Polaków: Unia to raj - tłumaczy Beddermann. - Ale obserwując poczynania urzędników UE, analizując przepisy przez nich wydawane, zacząłem zmieniać zdanie. W mózgu zapaliła mi się czerwona żarówka. Nie może być tak, że Unia traktować będzie Polskę tylko jak rynek zbytu.
Moje sumienie nie pozwala też mi patrzeć, jak marnuje się pieniądze na hotele, konferencje i diety dla ekspertów. Życzyłbym Polsce, żeby, jak Grecja, stawiała żądania, nie sprzedała się tanio.

Ekspert list pisze
Beddermann napisał list do szefa unijnej delegacji w Polsce, Bruno Dethomasa: " (...) Rozumiem, że w kraju z 20-proc. bezrobociem i przeciętnymi płacami wynoszącymi ok. 1 tys. zł otwarta dyskusja na temat wynagrodzeń personelu unijnego musi być dla Pana bardzo drażliwa (na przykład w Pana wypadku chodzi tu o ok. 65 tys. zł miesięcznie, czyli pięć razy tyle, co wynosi pensja Prezydenta RP). (...) Ekspert Unijny otrzymuje 27 razy wyższe wynagrodzenie od swojego polskiego kolegi - przy jednakowej pracy! To nieco trąci kolonializmem, nie sądzi Pan, Panie Ambasadorze? (...) Negatywny wynik referendum w sprawie przystąpienia do Unii nie byłby katastrofą dla Polski, ale właśnie dla samej Unii, która dla zwalczania własnego kryzysu pilnie potrzebuje nowych członków".
Wczoraj Beddermann oficjalnie opróżnił swoje biurko. Zostaje w Polsce. Szuka sobie nowego zajęcia.


przedruk za Super Express-em
© W&W Arkitowie 2003 (2000)