Zaktualizowano 11. czerwca 2003 Drukuj
Kłamstw są tysiące, a prawda jest jedna...



Inne Strony Integracji PL z UE

Polska a Unia europejska - 21 pytań

Polonijny Katalog


Webring KATOLIKa


nagrodzona
2002-08-22
Norma ponad wszystko

Dominika Żukowska
Rząd Belgii, mając na względzie zdrowie swoich obywateli, zadeklarował chęć wycofania ze sprzedaży wszystkich produktów zawierających fluor, który jak wykazały badania przynosi więcej szkód niż pożytku. Nie będzie to jednak takie proste, ponieważ usankcjonowanie zakazu okazuje się być sprzeczne z "normą europejską" odnośnie dopuszczalnej ilości związków mineralnych w produktach, w tym również fluoru. Powstaje więc pytanie: dla kogo unijne prawo?

Wydawać by się mogło, że problemy takie, jak pozwolenie na sprzedaż szprotek, o długości określonej przez normy europejskie, prawo do sprzedaży kapusty kiszonej, czy też normy odnośnie handlu, dotyczące kształtu i wielkości owoców i warzyw, nie powinny zajmować polityków unijnych. Tym bardziej, że na rozstrzygnięcie czekają bardziej palące problemy jak: rosnące bezrobocie, socjalne zabezpieczenie obywateli, czy w ogóle troska o rozwój gospodarczo - ekonomiczny.

Zajęcie dla unijnych urzędników

Okazuje się jednak, że 20 tysięcy urzędników, którzy pracują w Komisji Europejskiej (i ciągle ich przybywa!), być może aby uzasadnić swoją przydatność, mają czas i konieczne ku temu pieniądze na opracowywanie coraz to nowych zakazów, nakazów i norm. Przykładowo, normie europejskiej podlega krzywizna bananów i ogórków, a marchew, którą od wieków nazywaliśmy warzywem, w Unii zakwalifikowano jako ... owoc.
Oczywiście, każda z dyrektyw ma swoje odpowiednie (pisemne) uzasadnienie. Ograniczono kształt bananów i ogórków jakie można sprzedawać, aby ujednolicić a przez to rzekomo ułatwić swobodny handel na rynku unijnym, między producentami z różnych państw. Z kolei dżem z marchwi zaliczono do przetworów owocowych, aby zagwarantować, że jest on zgodny z unijnymi standardami jakości i bezpieczeństwa żywności.
Jak widać, niektóre z przepisów - pomimo uzasadnienia - wydają się być absurdalne i pozbawione sensu. Czy tworząc takie prawo z jednej strony, a poszukując sprzymierzeńców z drugiej, nikt nie zastanawia się, jaki kreuje to obraz Unii Europejskiej? I czy jest to korzystne dla jej wizerunku - Wspólnoty silnej, opartej na niezachwianych podstawach, czy też społeczeństw jednoczących się przez wprowadzenie bezsensownych norm i zakazów...

Ten dobry, zły fluor

Normy o których mówimy, czasem wzbudzają tylko nasz śmiech, czasem uprzykrzają życie producentom i przemysłowcom, czasem jednak jak w przypadku Belgii, ewidentnie działają na szkodę obywateli. Kraje UE, w tym również i Belgia, zaakceptowały przepisy dotyczące zawartości witamin i soli mineralnych w pokarmach, jak guma do żucia i artykułach, takich jak pasta do zębów. Przepisy te wchodzą w życie 31 lipca 2003 roku. Ponieważ normy te zostały już przez Belgię zatwierdzone, państwo to nie ma prawa wycofać z rynku uznanych przez siebie za szkodliwe, produktów zawierających fluor. W przeciwnym wypadku producenci artykułów z fluorem będą mieli prawo zaskarżyć Belgię przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości.
Mimo to zakaz sprzedaży pewnych artykułów z fluorem ma wejść w życie pod koniec sierpnia tego roku. Argumentując swoją decyzję belgijska minister zdrowia Magda Aelvoet powoływała się na badania wskazujące na uboczne skutki stosowania fluoru dla organizmu człowieka. Wśród nich wymieniono zmiany szkieletowe, osteoporozę, zapalenie stawów, a nawet raka kości. Fluor może również negatywnie oddziaływać na układy: nerwowy, immunologiczny. Szkodliwie może wpływać na dzieci powodując zmęczenie, niski współczynnik inteligencji, ospałość i depresję.

Już płacimy za unijne głupoty

Być może, ustalanie normy wielkości i jakości niektórych towarów służyć ma zatem nie tyle trosce o zdrowie konsumenta, ale w większym stopniu ograniczyć, bądź wręcz o wyeliminować konkurencję spoza państw Piętnastki. I rzeczywiście, sprawdza się to na przykładzie Polski. Nawet jako kraj kandydujący do członkostwa, nie mamy szans na wysoko nakładowy eksport naszych towarów. W odwrotnym zaś kierunku, zalewają wręcz nas towary z krajów unijnych, przy jednoczesnym spadku produkcji rodzimej. A kolejne zakłady i przetwórnie upadają. Co się stanie po wejściu Polski do UE i czy wspólna gospodarka okaże się korzystna również dla nas, nie wiadomo. Wiadomo za to, że po przystąpieniu do wspólnoty 10 nowych państw, liczba urzędników zwiększy się do 24 tysięcy (wzrost aż o 20 procent!), z czego z Polski zatrudnionych będzie 1200 - 1800 osób. Pozostaje nam czekać, jakie nowe przepisy wprowadzą i jaki będzie na nie wpływ Polski, jako przyszłego państwa członkowskiego. Czy wzbudzą one nasz śmiech czy obawy?


Polskie Jutro
© W&W Arkitowie 2003 (2000)