Zaktualizowano 11. czerwca 2003 Drukuj
Równość, wolność i własność są najpotrzebniejszym i najprostszym wnioskiem z praw człowieka.
Stanisław Staszic


Inne Strony Integracji PL z UE

Polska a Unia europejska - 21 pytań

Polonijny Katalog


Webring KATOLIKa


nagrodzona
2003-03-24
Nie tędy droga

Tomasz Jaźwiński
W wypowiedziach prominentnych przedstawicieli hierarchii Kościoła katolickiego w Polsce w temacie obecności naszego kraju w Unii Europejskiej pobrzmiewa teza, że powinniśmy wejść do Unii, aby ją reewagelizować. Czy jednak zadanie to nie może być realizowane bez potrzeby wchodzenia państwa polskiego do UE? Czy nie jest to próba wykorzystania sprawy politycznej dla sprawy religijnej?

Zacznijmy od wyłuszczenia kilku kwestii. Po pierwsze, to nie Kościół katolicki, ale państwo polskie wchodzi do Unii Europejskiej. I to na państwo polskie spadną konsekwencje tego kroku, zwłaszcza na polu politycznym i gospodarczym. Kościół katolicki, jako instytucja wykraczająca poza granice jednego państwa, już jest w Unii Europejskiej. Po drugie, wejście Polski do UE to sprawa polityczna, a nie religijna, zatem nie przynależąca bezpośrednio do kompetencji Kościoła. Wreszcie po trzecie, zarówno państwo polskie, jak i Kościół katolicki, są bytami suwerennymi. Każda z tych instytucji ma inne cele i zadania, jednakże odmienność tych celów automatycznie nie musi oznaczać ich przeciwieństwa.

W przekonaniu kierowniczych gremiów Kościoła katolickiego wejście Polski do UE, będące sprawą polityczną, służyć ma reewangelizacji Europy, czyli sprawie stricte religijnej. Mamy tu do czynienia z próbą wykorzystania państwa polskiego jako narzędzia dla realizacji zadania wytyczonego przez Kościół. Dodajmy też od razu - zadania, nie należącego do kompetencji państwa polskiego, którego celem nie jest rozszerzanie chrześcijaństwa czy rechrystianizacja Europy, ponieważ są to sprawy religijne, a nie polityczne (państwowe). Takie postawienie sprawy bynajmniej nie stoi w sprzeczności z przynależnością naszego kraju do cywilizacji łacińskiej, której najważniejszym fundamentem jest łacińskie chrześcijaństwo. Przynależność ta nie oznacza przecież wykorzystywania państwa (np. przymusu państwowego) dla celów religijnych, tylko wymóg kształtowania prawa stanowionego w zgodzie z etyką chrześcijańską.

Przypomnijmy, że jedną z podstawowych zasad cywilizacji łacińskiej jest zasada niezależności Kościoła od państwa. Niezależność ta działa, co oczywiste, w obydwie strony. Dlatego państwo polskie jako byt suwerenny nie może być narzędziem w rękach Kościoła, z kolei w działaniach politycznych państwa polskiego nie wolno wykorzystywać Kościoła. Cel religijny nie może stać się celem państwowym. Nie do przyjęcia jest rozwiązanie, że Kościół chce reewagelizować Europę i dlatego Polska powinna wejść do UE. To tak jakby wykorzystać działalność religijną Kościoła katolickiego w którymś z krajów europejskich dla polonizacji jego mieszkańców i zwiększania tam wpływów państwa polskiego.

Powtórzmy raz jeszcze. Kościół katolicki jest w Unii Europejskiej, działają tam jego struktury. Jeżeli niektórzy hierarchowie Kościoła widzą Polaków w roli reewangelizatorów Europy, to powinni mieć na uwadze, że zadanie to nie wymaga konieczności wchodzenia państwa polskiego do Unii Europejskiej i może być realizowane nawet wówczas, gdy Polska pozostanie poza Unią. Zresztą jest to zadanie przede wszystkim dla misjonarzy. W dziele tym entuzjastycznie nastawieni do UE hierarchowie mogliby dać przykład "na pierwszej linii".

Nasz sprzeciw wobec wejścia Polski do Unii Europejskiej wynika w pierwszym rzędzie z tego, iż jest ona budowana na zasadzie zniszczenia państw narodowych. Na ich gruzach ma powstać jedno państwo federalne - Europa z własnym parlamentem, rządem, armią, walutą itd. Żeby osiągnąć ten cel potrzebne jest porzucenie przez państwa członkowskie Unii suwerenności. W systemie prawno-instytucjonalnym oznacza to dominację organów o charakterze ponadnarodowym (nie kierujących się interesami państw członkowskich), a w organach o charakterze międzyrządowym podejmowanie decyzji (głosowanie) na zasadzie większości kwalifikowanej, a zatem możliwość przegłosowywania jednego, a nawet grupy państw.

Gdyby Unia Europejska była zorganizowana w oparciu o zasadę suwerenności państw, czyli odpowiadała postulowanej przez gen. Charlesa de Gaulle`a czy Margaret Thatcher koncepcji zjednoczonej Europy jako Europy Suwerennych Państw Narodowych, nasza odpowiedź byłaby twierdząca. Tylko wtedy żadne wspólne działanie (decyzja, uchwała, akt prawny) nie naruszałoby interesu narodowego któregokolwiek z państw członkowskich, ponieważ wszystkie wspólne decyzje wymagałyby jednomyślności. Zatem decyzja taka byłaby rzeczywiście wspólna, bo za zgodą wszystkich państw. W tak zorganizowanej Europie żadnemu państwu nie można by było narzucić, w jakiejkolwiek kwestii, rozwiązania wbrew woli tego państwa.

Przyjęcie za podstawę ładu europejskiego zasady suwerenności państw wymaga od nas konsekwencji we wszystkich sprawach. Przy takim podejściu nie możemy się zgodzić nawet na hipotetyczną sytuację, w której koalicja antyaborcyjna państw-członków Unii uzyskuje stosowną większość i tym sposobem narzuca takie rozwiązanie (zresztą jak najbardziej słuszne) pozostałym państwom UE. Właśnie dzięki takiemu sposobowi podejmowania decyzji w Unii możliwe jest wprowadzanie do porządku prawnego poszczególnych państw norm prawnych, wbrew woli tych państw, niezgodnych z ich tożsamością narodową i kulturową. Inny problem to możliwość zorganizowania takiej antyaborcyjnej koalicji w obecnej, a nawet poszerzonej, Unii Europejskiej, szczególnie wówczas, gdyby stronę polską reprezentował przedstawiciel SLD-UP... Realnie patrząc, można się raczej spodziewać koalicji proaborcyjnej, zważywszy na dopuszczalność aborcji w systemach prawnych zdecydowanej większości obecnych i przyszłych członków Unii.

Dlatego plan reewangelizacji Europy poprzez struktury Unii Europejskiej wydaje się mało możliwy do zrealizowania, głównie ze względu na stan ducha w Unii. Poza tym, chyba nie tędy droga... Tu potrzebna jest oddolna praca formacyjna - kształtowanie charakterów ludzkich zgodnie z etyką chrześcijańską. Takie działania przynoszą najlepsze efekty. Przecież nie od dziś wiadomo, że wewnętrzny imperatyw jest stokroć silniejszy i trwalszy od jakiegokolwiek przymusu prawno-państwowego.

Entuzjastycznie nastawionym dla wejścia Polski do Unii hierarchom Kościoła katolickiego przydałoby się zawężenie perspektywy ich duszpasterskiej troski z europejskiej na polską i gruntowniejsze zwrócenie uwagi na aktualną kondycję duchową polskiego społeczeństwa. W temacie tym naprawdę jest wiele do zrobienia (naprawienia), albowiem jesteśmy w naszym kraju świadkami wielkiego starcia wrogiego religii, narodowi i państwu prądu ideowego - liberalizmu z obozem cywilizacji łacińskiej. Walczący z "cywilizacją śmierci" obóz cywilizacji łacińskiej oczekuje wsparcia ze strony pasterzy Kościoła.

Nowa Mysl Polska
© W&W Arkitowie 2003 (2000)