Zaktualizowano 11. czerwca 2003 Drukuj
Kłamstw są tysiące, a prawda jest jedna...



Inne Strony Integracji PL z UE

Polska a Unia europejska - 21 pytań

Polonijny Katalog


Webring KATOLIKa


nagrodzona
2002-12-22
Wrogie przejęcie Europy Środkowo-Wschodniej przez UE

"Zmuszając kraje kandydackie do ciągłych ustępstw, Unia Europejska dokonała czegoś w rodzaju wrogiego przejęcia Europy Środkowej. Prezydent Szczecina, a zarazem długoletni działacz Solidarności, Marian Jurczyk, musiał niedawno powściągnąć swoje rewolucyjne zapędy i odwieść rodaków od zamiaru zdemolowania jednego z zachodnich supermarketów. Półki sklepu uginały się od taniej, dotowanej żywności z Unii Europejskiej - będącej dobrodziejstwem dla konsumentów, ale oznaczającej ekonomiczną śmierć dla pozbawionych subwencji polskich rolników. Nie są oni bowiem w stanie konkurować z serem, mlekiem i kotletami jagnięcymi wzbogaconymi o domieszkę WPR (Wspólnej Polityki Rolnej). Był to jeden z przejawów gniewu wzbierającego w całym regionie. UE urządziła właśnie kabaret z okazji ogłoszenia decyzji o przyjęciu nowych członków, ale w rzeczywistości przez ostatnie dwa lata terroryzowała Europę Środkową i zmuszała ją do ciągłych ustępstw. Przeregulowana i skrajnie zbiurokratyzowana UE, uczyniła wszystko, co tylko możliwe, aby zneutralizować przyszłe zdolności konkurencyjne krajów Europy Wschodniej i zdławić tę właśnie energię, która czyni ów region ważnym z historycznego punktu widzenia i znaczącym pod względem ekonomicznym".

Gdy o niszczeniu naszej konkurencyjności, czyli o odbieraniu nam podstaw suwerennego bytu na przyszłość mówią w kraju zatroskani eurosceptycy, jest to ośmieszane. Jednak dokładnie to samo stwierdza analityk "The Times" i to nie jest śmieszne, a przecież Brytyjczycy mówią to nie z sympatii do nas.
"Z całą pewnością powinniśmy świętować z okazji integracji Wschodu z Zachodem. Jednak rozwlekłe negocjacje w tej kwestii były prowadzone w atmosferze przypominającej operację wrogiego przejęcia spółki akcyjnej. W przyszłym roku w Europie Środkowej odbędą się referenda w sprawie zatwierdzenia oferty Unii. W kilku krajach ich losy będą się ważyły do ostatniej chwili. UE zachowuje się haniebnie: historyczna integracja europejskiego kontynentu została sprowadzona przez nią do rangi mało istotnej operacji, do istnego pchlego targu. Konkurencja jest powoli, ale systematycznie eliminowana. Położone w Europie Wschodniej specjalne strefy, w których oferowane są korzystne warunki dla inwestorów, zostaną zlikwidowane - nie można przecież dopuścić do tego, by Republika Czeska odbierała inwestycje wschodnim Niemcom. Z kolei aby uniemożliwić polskiemu mleku konkurowanie z mlekiem niemieckim, Komisja Europejska ogłosiła, że tylko 38 polskich mleczarni spełnia normy UE. Część pieniędzy popłynie oczywiście na wschód - będzie ich jednak znacznie mniej niż środków zainwestowanych we wschodnich Niemczech po zjednoczeniu - a niektóre z działań restrukturyzacyjnych i tak byłyby konieczne niezależnie od akcesji do UE".

Tu wypada zapytać bezmyślnych euroentuzjastów: dlaczego nie ma o tym mowy w "Gazecie Wyborczej"?
"Idea zjednoczonej Europy stała zawsze w opozycji rządów totalitarnych. Po upadku komunizmu przystąpienie do Unii wydawało się więc logicznym następstwem wydarzeń. Po traktacie wersalskim nowo powstałe państwa w tym regionie upatrywały swojego protektora we Francji; w latach 30. znalazły się z kolei w niemieckiej strefie wpływów. Od 1944 r. dominującym mocarstwem regionalnym stał się Związek Radziecki. Obecnie przyjmuje się, że Unia ma być nową tarczą chroniącą mieszkańców Europy Środkowej. Coraz powszechniejsza świadomość istnienia rozdźwięku pomiędzy Europą jako wzniosłą ideą a Europą będącą zbiorem narzuconych z zewnątrz przepisów jest źródłem obecnego niepokoju. Europejskość jest dziś swego rodzaju ideologią i mieszkańcy krajów kandydujących wykazują wobec niej zrozumiałą podejrzliwość.
Dlaczego - pyta czeski polityk konserwatywny Vaclav Klaus (który w przyszłym miesiącu wystartuje w wyborach prezydenckich) - Czesi mieliby zastąpić Moskwę Brukselą? Zdaniem tego byłego szefa rządu koncepcja Europy lansowana przez Brukselę zmierza do ograniczenia roli jedynego bezsprzecznie autentycznego i rozwiniętego modelu ludzkiej organizacji, jakim jest państwo narodowe. Być może nie powinien budzić zaskoczenia fakt, iż Estończycy (nawet w większym stopniu niż Czesi i Polacy) okazują się najbardziej sceptyczni wobec idei członkostwa w UE. W tym małym bałtyckim kraju funkcjonuje otwarta, nowoczesna gospodarka, która zawstydza zarówno Niemcy jak i inne zachodnie dinozaury. Estończycy powszechnie używają telefonów komórkowych do regulowania opłat parkingowych oraz kupna biletów autobusowych - wystarczy wysłać wiadomość tekstową do stosownej instytucji. W szkole dzieci korzystają z komputerów osobistych już od ósmego roku życia. Programy edukacyjne są nadawane w porze największej oglądalności, stopa podatkowa dla osób fizycznych i przedsiębiorstw ustalona jest na jednolitym poziomie 26 proc., natomiast zyski, które są reinwestowane, w ogóle nie podlegają fiskusowi. We wszystkich nowych krajach członkowskich sytuacja wygląda podobnie. Słowenia, na przykład, jest jedynym państwem w Europie, w którym rośnie liczba teatrów, zespołów baletowych i oper. W Polsce i na Węgrzech działa bardzo wielu młodych przedsiębiorców".

Skoro to wszystko można było osiągnąć bez UE (jak na przykład w Estonii), to po co nam akcesja? Chyba po to, abyśmy, broń Boże, nie stali się konkurencją dla owych zmurszałych "dinozaurów"?
"Jak możemy wykorzystać tę energię? Na początek przestańmy pouczać naszych sąsiadów, w jaki sposób mają butelkować mleko i dostosować systemy kanalizacyjne do unijnych wymogów. Trudno się dziwić, że kontakty pomiędzy USA i Europą Wschodnią rozwijają się w tak szybkim tempie: pomimo że Waszyngton sposobi się do wojny z Irakiem, oferuje tym niedocenianym krajom wsparcie i jasno określoną rolę strategiczną. W przeciwieństwie do tego Bruksela proponuje im, w najlepszym razie, status drugiej kategorii. [...] Zachodni wyborcy mają poczucie, że podobnie jak to było w przypadku wprowadzenia euro, zostali wmanewrowani w kolejny kosztowny projekt. Nie towarzyszy mu więc entuzjazm, niewiele osób jest również przekonanych o potrzebie poszerzenia Unii na wschód. Przedstawiciele Europy Środkowej postąpiliby słusznie, gdyby w Kopenhadze zadali sobie pytanie: czy aby na pewno wszystko to jest tak dobre, jak się wydaje?"

Miejmy nadzieję, że w najbliższych miesiącach takie pytania będą padać coraz częściej. Na myślenie nigdy bowiem nie jest za późno...
(opr. zel) tekst pochodzi z serwisu www.polskiejutro.com
THE TIMES
© W&W Arkitowie 2003 (2000)