|
|
2002-12-22
Wrogie przejęcie Europy Środkowo-Wschodniej przez UE
"Zmuszając kraje kandydackie do ciągłych ustępstw, Unia Europejska
dokonała czegoś w rodzaju wrogiego przejęcia Europy Środkowej. Prezydent
Szczecina, a zarazem długoletni działacz Solidarności, Marian Jurczyk, musiał
niedawno powściągnąć swoje rewolucyjne zapędy i odwieść rodaków od zamiaru
zdemolowania jednego z zachodnich supermarketów. Półki sklepu uginały się od
taniej, dotowanej żywności z Unii Europejskiej - będącej dobrodziejstwem dla
konsumentów, ale oznaczającej ekonomiczną śmierć dla pozbawionych subwencji
polskich rolników. Nie są oni bowiem w stanie konkurować z serem, mlekiem i
kotletami jagnięcymi wzbogaconymi o domieszkę WPR (Wspólnej Polityki Rolnej).
Był to jeden z przejawów gniewu wzbierającego w całym regionie. UE urządziła
właśnie kabaret z okazji ogłoszenia decyzji o przyjęciu nowych członków, ale w
rzeczywistości przez ostatnie dwa lata terroryzowała Europę Środkową i zmuszała
ją do ciągłych ustępstw. Przeregulowana i skrajnie zbiurokratyzowana UE,
uczyniła wszystko, co tylko możliwe, aby zneutralizować przyszłe zdolności
konkurencyjne krajów Europy Wschodniej i zdławić tę właśnie energię, która czyni
ów region ważnym z historycznego punktu widzenia i znaczącym pod względem
ekonomicznym".
Gdy o niszczeniu naszej konkurencyjności, czyli o
odbieraniu nam podstaw suwerennego bytu na przyszłość mówią w kraju zatroskani
eurosceptycy, jest to ośmieszane. Jednak dokładnie to samo stwierdza analityk
"The Times" i to nie jest śmieszne, a przecież Brytyjczycy mówią to nie z
sympatii do nas. "Z całą pewnością powinniśmy świętować z okazji integracji
Wschodu z Zachodem. Jednak rozwlekłe negocjacje w tej kwestii były prowadzone w
atmosferze przypominającej operację wrogiego przejęcia spółki akcyjnej. W
przyszłym roku w Europie Środkowej odbędą się referenda w sprawie zatwierdzenia
oferty Unii. W kilku krajach ich losy będą się ważyły do ostatniej chwili. UE
zachowuje się haniebnie: historyczna integracja europejskiego kontynentu została
sprowadzona przez nią do rangi mało istotnej operacji, do istnego pchlego targu.
Konkurencja jest powoli, ale systematycznie eliminowana. Położone w Europie
Wschodniej specjalne strefy, w których oferowane są korzystne warunki dla
inwestorów, zostaną zlikwidowane - nie można przecież dopuścić do tego, by
Republika Czeska odbierała inwestycje wschodnim Niemcom. Z kolei aby
uniemożliwić polskiemu mleku konkurowanie z mlekiem niemieckim, Komisja
Europejska ogłosiła, że tylko 38 polskich mleczarni spełnia normy UE. Część
pieniędzy popłynie oczywiście na wschód - będzie ich jednak znacznie mniej niż
środków zainwestowanych we wschodnich Niemczech po zjednoczeniu - a niektóre z
działań restrukturyzacyjnych i tak byłyby konieczne niezależnie od akcesji do
UE".
Tu wypada zapytać bezmyślnych euroentuzjastów: dlaczego nie ma o tym
mowy w "Gazecie Wyborczej"? "Idea zjednoczonej Europy stała zawsze w opozycji
rządów totalitarnych. Po upadku komunizmu przystąpienie do Unii wydawało się
więc logicznym następstwem wydarzeń. Po traktacie wersalskim nowo powstałe
państwa w tym regionie upatrywały swojego protektora we Francji; w latach 30.
znalazły się z kolei w niemieckiej strefie wpływów. Od 1944 r. dominującym
mocarstwem regionalnym stał się Związek Radziecki. Obecnie przyjmuje się, że
Unia ma być nową tarczą chroniącą mieszkańców Europy Środkowej. Coraz
powszechniejsza świadomość istnienia rozdźwięku pomiędzy Europą jako wzniosłą
ideą a Europą będącą zbiorem narzuconych z zewnątrz przepisów jest źródłem
obecnego niepokoju. Europejskość jest dziś swego rodzaju ideologią i mieszkańcy
krajów kandydujących wykazują wobec niej zrozumiałą podejrzliwość. Dlaczego -
pyta czeski polityk konserwatywny Vaclav Klaus (który w przyszłym miesiącu
wystartuje w wyborach prezydenckich) - Czesi mieliby zastąpić Moskwę Brukselą?
Zdaniem tego byłego szefa rządu koncepcja Europy lansowana przez Brukselę
zmierza do ograniczenia roli jedynego bezsprzecznie autentycznego i rozwiniętego
modelu ludzkiej organizacji, jakim jest państwo narodowe. Być może nie powinien
budzić zaskoczenia fakt, iż Estończycy (nawet w większym stopniu niż Czesi i
Polacy) okazują się najbardziej sceptyczni wobec idei członkostwa w UE. W tym
małym bałtyckim kraju funkcjonuje otwarta, nowoczesna gospodarka, która
zawstydza zarówno Niemcy jak i inne zachodnie dinozaury. Estończycy powszechnie
używają telefonów komórkowych do regulowania opłat parkingowych oraz kupna
biletów autobusowych - wystarczy wysłać wiadomość tekstową do stosownej
instytucji. W szkole dzieci korzystają z komputerów osobistych już od ósmego
roku życia. Programy edukacyjne są nadawane w porze największej oglądalności,
stopa podatkowa dla osób fizycznych i przedsiębiorstw ustalona jest na
jednolitym poziomie 26 proc., natomiast zyski, które są reinwestowane, w ogóle
nie podlegają fiskusowi. We wszystkich nowych krajach członkowskich sytuacja
wygląda podobnie. Słowenia, na przykład, jest jedynym państwem w Europie, w
którym rośnie liczba teatrów, zespołów baletowych i oper. W Polsce i na Węgrzech
działa bardzo wielu młodych przedsiębiorców".
Skoro to wszystko można
było osiągnąć bez UE (jak na przykład w Estonii), to po co nam akcesja? Chyba po
to, abyśmy, broń Boże, nie stali się konkurencją dla owych zmurszałych
"dinozaurów"? "Jak możemy wykorzystać tę energię? Na początek przestańmy
pouczać naszych sąsiadów, w jaki sposób mają butelkować mleko i dostosować
systemy kanalizacyjne do unijnych wymogów. Trudno się dziwić, że kontakty
pomiędzy USA i Europą Wschodnią rozwijają się w tak szybkim tempie: pomimo że
Waszyngton sposobi się do wojny z Irakiem, oferuje tym niedocenianym krajom
wsparcie i jasno określoną rolę strategiczną. W przeciwieństwie do tego Bruksela
proponuje im, w najlepszym razie, status drugiej kategorii. [...] Zachodni
wyborcy mają poczucie, że podobnie jak to było w przypadku wprowadzenia euro,
zostali wmanewrowani w kolejny kosztowny projekt. Nie towarzyszy mu więc
entuzjazm, niewiele osób jest również przekonanych o potrzebie poszerzenia Unii
na wschód. Przedstawiciele Europy Środkowej postąpiliby słusznie, gdyby w
Kopenhadze zadali sobie pytanie: czy aby na pewno wszystko to jest tak dobre,
jak się wydaje?"
Miejmy nadzieję, że w najbliższych miesiącach takie
pytania będą padać coraz częściej. Na myślenie nigdy bowiem nie jest za
późno... (opr. zel)
tekst pochodzi z serwisu www.polskiejutro.com
THE TIMES
|