|
|
2002-12-14
Rozmowa z MARCINEM PALADE, szefem Ośrodka Badań Wyborczych w Warszawie
Rozmawiał Rafał Pyzio
Na stronach internetowych Ośrodka Badań Wyborczych można
przeczytać, że przyszłoroczne referendum dotyczące naszego wejścia do UE
wygrają eurosceptycy. Czy jest to sąd empirycznie
uzasadniony?
-Sondaże, które robiliśmy do tej pory były
generalnie sondażami regionalnymi. Tam proporcje między eurosceptykami i
euroentuzjastami są w miarę wyrównane w odróżnieniu od sondaży dużych firm
badawczych, obarczonych tendencyjnie poprawnością polityczną. Mam na myśli
firmy CBOS, OBOP, DEMOSKOP, PBS i PENTOR. Tam nieprzerwanie od roku czy
półtora mamy do czynienia z sytuacją, kiedy ponad 70 proc. deklaruje chęć
głosowania “za”, a niespełna 20 proc. “Przeciw” i to według tych wyników,
w ogóle się nie zmienia. Trwają negocjacje, wiemy coraz więcej o warunkach
wejścia do Unii i okazuje się, że poglądy aktywnych wyborców są
niezmienne. Przy okazji kampanii wyborczej robiliśmy pomiary w dużych
aglomeracjach miejskich. Na przykład w Warszawie, która ma tradycyjnie
bardziej prawicowy elektorat — ale ma też najlepiej usytuowanych obywateli
— odsetek tych, którzy na pewno głosowaliby przeciw wejściu Polski do Unii
Europejskiej, wynosił trzy—cztery miesiące temu co najmniej 35 procent.
Skoro w bogatej Warszawie 35 proc. na pewno zagłosuje przeciwko, to należy
domyślać się, że w pozostałych częściach Polski ten odsetek będzie
znacznie wyższy. Potwierdzają to także inne badania regionalne oraz bardzo
proste wyliczenie tak zwanych elektoratów partyjnych, ich stosunek do
integracji z Unią Europejską. -W wynikach pańskich badań
pojawia się termin “prognoza średnioterminowa” Jak to
rozumieć? -Prognoza ta z reguły obejmuje okres nie mniejszy
niż trzy miesiące. Na podstawie przepływu elektoratu można mniej więcej
zorientować się, w jakim kierunku zmierzają trendy dla poszczególnych
partii politycznych. Tym samym można mniej więcej przewidzieć, jak będą
układały się preferencje nie tylko w wyborach parlamentarnych, ale także w
referendum europejskim. -I na tej podstawie sformułował Pan
stwierdzenie, że spadają nastroje euroentuzjastyczne i rośnie przyzwolenie
dla poglądów oraz ugrupowań eurosceptycznych i w efekcie wynik referendum
europejskiego nie jest przesądzony? -Wystarczy spojrzeć na
sondaże i widać wyraźnie słabnącą pozycję Platformy Obywatelskiej, Sojuszu
Lewicy Demokratycznej, Unii Pracy, nie mówiąc już o Unii Wolności, która
zamiera z poparciem dwuprocentowym. Widać wyraźnie, że takie ugrupowania
jak Liga Polskich Rodzin, Samoobrona, czy ostatnio PIS wyraźnie wzmacniają
swoją pozycję, co także potwierdziły wybory samorządowe.
-Czy w referendum uda się osiągnąć 50—proc. frekwencję? -Jeżeli
frekwencja będzie na poziomie 50 proc., to w niewielkim stopniu przekroczy
tę granicę. Chociaż obawiam się, że może zamknąć się w przedziale 45-50
proc. i tego progu nie przekroczy. Moim zdaniem nie będzie niższa niż 45
proc. Chociaż wyraźna polaryzacja na dwa obozy i bardzo czytelny podział,
który się rysuje, może spowodować zdopingowanie innych wyborców, którzy
zwyczajowo w wyborach nie uczestniczą. To nie jest kwestia wyboru głowy
państwa, ale wybór drogi dla całej Polski
OBW
|