Zaktualizowano 11. czerwca 2003 Drukuj
Jestem Polakiem - to słowo w głębszym rozumieniu wiele znaczy.
Roman Dmowski


Inne Strony Integracji PL z UE

Polska a Unia europejska - 21 pytań

Polonijny Katalog


Webring KATOLIKa


nagrodzona
2002-12-08
UE: ukryta agresja cz. II - Korzyści dla Unii

Carl Bedderman
Druga część wystąpienia Carla Beddermanna, byłego doradcy Unii Europejskiej, w Rozmowach niedokończonych w Radiu Maryja 8 grudnia
Przeciw przyłączeniu Polski do Unii Europejskiej przemawia kilka argumentów natury politycznej.


Cudzym kosztem
Unia Europejska już od dawna nie jest dobrowolnym związkiem narodów Europy, który zamierza wspólnie i solidarnie kształtować przyszłość naszego kontynentu. Jest biurokratycznym dziwolągiem, którego członkowie wmieszani są w ciągłe walki, a jeden próbuje czerpać korzyści gospodarcze kosztem drugiego.
Najlepszym dowodem na to jest fakt, że polityczni szefowie Zachodu w dialogu ze swoimi narodami szacują Unię tylko pod jednym względem, a mianowicie, jakie korzyści gospodarcze przynosi ona danemu krajowi.

Korzyści dla Unii
W Unii zewnętrzna solidarność jest demonstrowana tylko wtedy, gdy każdy może na tym skorzystać. Tak jak teraz przy rozszerzeniu na wschód, do czego Piętnastka tak zawzięcie dąży, obiecując sobie znaczne korzyści gospodarcze na koszt nowych krajów członkowskich. Jeżeli ktoś miałby jeszcze wątpliwości, to przypomnę wypowiedź Guentera Verheugena z 28 lutego 2002 roku w niemieckim piśmie "Wirtschaftswoche": "Opłaty, które Niemcy muszą uiszczać za każdy kraj przystępujący do Unii, finansują się łatwo poprzez ogromne nadwyżki handlowe, które wygospodarowuje się z handlu z tymi krajami.
Z ekonomicznego punktu widzenia nie powstają dla Niemiec przez to żadne dodatkowe koszty. Niemiecki wkład w rozszerzenie wynosi rocznie nieco ponad jeden miliard euro. Taniej Niemcy nie mogą kupić stabilizacji na swojej granicy wschodniej".
Dobitniej nie da się już tego wyrazić.

Ustępstwa przed akcesją
Polska, jeszcze w przeddzień planowanego przystąpienia do Unii, popełniła śmiertelny błąd poprzez zawarcie w 1991 roku układu stowarzyszeniowego. W unijnym oszołomieniu na początku lat 90. dała się namówić do rezygnacji z ochronnej polityki względem przemysłu, handlu, rzemiosła, finansów i rolnictwa, zobowiązała się natomiast do przyjęcia unijnych standardów dotyczących tych dziedzin.
Zachód wykorzystał bezwstydnie te przedkoncesyjne ustępstwa i swoim dominującym kapitałem zapewnił sobie kluczowe pozycje w polskiej gospodarce narodowej.
Tam, gdzie się nie opłaca kupno albo budzi się opór, polska konkurencja jest po prostu likwidowana za pomocą dumpingu. Polskie rolnictwo jest praktycznie już teraz zrujnowane za sprawą otwartych granic celnych i dumpingowych cen unijnych. To samo grozi wkrótce hutnictwu i przemysłowi stoczniowemu.
Ze względu na to, że Polska zobowiązała się wprowadzić standardy unijne, bezwzględnie wymagane przez Zachód, przeznaczane są na to resztki środków inwestycyjnych, a wolność oraz samodzielność w podejmowaniu decyzji gospodarczych stają się farsą.

Ofensywa propagandy
Wszystkie tu wyżej wymienione sprawy są obecnie upiększane i tuszowane, a przez oczywiste kłamstwa odwracane do góry nogami przez niesłychaną, centralnie sterowaną ofensywę propagandową, dofinansowaną milionowymi kwotami przez Unię.
Najbardziej absurdalnymi metodami próbuje się wesprzeć twierdzenie, że dla Polski nie ma innej alternatywy niż przystąpienie do Unii, chociażby dlatego, że ochrona przed ewentualnym wschodnim agresorem może tylko funkcjonować w ramach NATO w połączeniu z przynależnością do Unii. Albo też, że Unia Europejska jest unią celną i jeżeli Polska nie wstąpi do UE, to grożą jej represje gospodarcze.
Wszystko to są wymysły propagandy.
Na tym samym poziomie jest bajka o funduszach strukturalnych Unii, które podobno Polska będzie mogła wykorzystać, aby realizując olbrzymi plan "restrukturyzacji", postawić kraj na nogi.
Wszystko to jest mydleniem oczu.
Pieniądze z tych funduszy są śmiesznie małe wobec dwucyfrowych miliardowych sum, które Polska już teraz płaci Piętnastce poprzez wciąż rosnący deficyt handlowy.
Śmieszne są jeden, dwa, za kilka lat może trzy miliardy euro z funduszy strukturalnych, o których nikt jeszcze nie wie, jak mają być w Polsce współfinansowane - a tego wymagają unijne kryteria.
Śmieszne, bo jednocześnie Unia żąda bezlitośnie, by Polska płaciła pełną składkę członkowską tej samej wysokości.
Stawia również dużo droższe, w znacznej części bezsensowne i dla Polski nawet szkodliwe, unijne standardy, do wprowadzenia których kraj musiał się zobowiązać jeszcze przed przystąpieniem do Unii. Budżetowi kraju odebrało to już teraz wszelką możliwość suwerennego podejmowania decyzji inwestycyjnych.
Ukoronowaniem tego wszystkiego jest fakt, że z przewidzianych dla Polski unijnych funduszy strukturalnych obsłuży się w dużym stopniu sam Zachód poprzez już teraz zainwestowany w Polsce kapitał, który w przeciwieństwie do wewnątrzkrajowej konkurencji z łatwością może współfinansować środki funduszy unijnych. Dzięki znajomości skomplikowanych procedur rozdziału tychże funduszy Piętnastka ma do nich ułatwioną drogę.

Polacy chcą znać prawdę
W chwili obecnej perfidna propaganda, która ma wymóc na polskim społeczeństwie "tak" w referendum, osiągnęła znowu swój szczyt. Po dokładnie przygotowanej umowie między postkomunistami, Komisją Europejską i wiodącymi głosami Piętnastki, w końcowej rundzie pertraktacji przedakcesyjnych Unia zdecydowała się na kilka nieznacznych ustępstw. Rządom krajów kandydatów ma to dać możliwość przedstawienia się przed swoimi narodami w roli twardych bojowników i zwycięzców w przeprowadzonych pertraktacjach.
Dlatego proszę jeszcze raz Kościół: nie zostawiajcie Polaków na pastwę wyłącznie jednostronnej prounijnej propagandy postkomunistycznej i Piętnastki, działającej tylko na jej korzyść. Nie pozostawiajcie przede wszystkim własnych elit, które w najtrudniejszych warunkach, choć nie bez szansy na sukces, walczą z tak doskonale tym razem ukrytą agresją Zachodu.
Jako były doradca unijny zmieniłem zdanie, ponieważ nie mogłem dłużej znosić nikczemności, z jaką Polska miała być łudzona co do prawdziwych celów i zamiarów Unii.
Nie zapominam jednak, że jestem tylko gościem, a wszystko co tu mówię, jest tylko powtórką tego, co tak czy podobnie, wyraziły już wielokrotnie najlepsze polskie umysły. Głos jednego z nich chciałbym na zakończenie zacytować, ponieważ on, tak jak ja, kieruje swój apel do polskiego Kościoła. Jeśli i tym razem podniesie się znów krzyk niektórych polskich profesorów, to mogę tylko zapewnić, że tym razem z całą pewnością nie mają racji.
Proszę posłuchać, co ma do powiedzenia na temat planowanego przystąpienia Polski do Unii Europejskiej profesor Rafał Broda, uznany na forum międzynarodowym fizyk atomowy z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
"Trzeba jeszcze rozważyć bolesną sprawę stanowiska w tej kwestii niektórych Pasterzy naszego Kościoła, które już zaczyna być nagłaśniane i wykorzystywane jako podstawowy argument. (...) Możemy więc tylko z pokorą pytać: 'Dlaczego, ukochani Pasterze, chcecie nas wprowadzać do tej klatki bez wyjścia?'. Słyszymy odpowiedź: 'Bo Europa nas potrzebuje i my potrzebujemy Europy'. Pytamy więc dalej: 'To nie Europa, to Unia Europejska - przecież tam nie ma Boga, tam się z Bogiem walczy?'. Odpowiadają nam: 'Wy tam Boga wniesiecie, otworzycie Chrystusowi drzwi Europy!' I tutaj rodzą się wątpliwości: Czy my, tak moralnie już osłabieni, tak bardzo zmuszeni do walki o byt, pozbawieni przewodników, upokarzani, już dzisiaj zbałamuceni, czy my potrafimy temu podołać? Przecież warunki będą o wiele trudniejsze, niż te, w których dzisiaj nie potrafimy podjąć wyzwania. Przecież ich narzędzia i metody będą jeszcze bardziej skuteczne, a nasze możliwości obrony jeszcze mniejsze. Więc na co mamy liczyć? Na co Wy liczycie, drodzy Pasterze? Czy naprawdę mamy przestać myśleć i zdać się wyłącznie na Opatrzność? Czy nie powinniśmy z Boską pomocą szukać innej, lepszej drogi? Dla Polski, dla Europy, dla Świata? Musi być inna droga! (...)"
Polacy nie powinni mieć tutaj żadnych złudzeń - całe doświadczenie współpracy Polski z krajami UE po 1989 roku, to ciąg działań skierowanych na kolonizację naszego kraju. W wielu okresach historii odczuwaliśmy bezwzględny egoizm Europy, na który niczym nie zasłużyliśmy. Mogliśmy oczekiwać, że po gehennie drugiej wojny światowej i narzuconym w jej następstwie zniewoleniu komunistycznym, doceniona zostanie nasza postawa i stworzy się warunki do szybkiej reanimacji i rozwoju. Przecież nie oczekiwaliśmy żadnej szczególnej pomocy, przecież nie liczyliśmy nawet na cząstkę takich kapitałów, które Niemcy wpompowali w swoje wschodnie landy. Mogliśmy tylko mieć nadzieję, że Polsce nie będzie się przeszkadzać, że będzie życzliwa, obustronnie korzystna, sprawiedliwa współpraca.
A jak było? Trudno wprost przytaczać przykłady bezwzględnych działań, przekrętów, oszustw, przekupstwa, straszenia, demagogii, w których uczestniczyły kraje UE za pośrednictwem lokalnych łajdaków, wypranych z szacunku dla własnego narodu, prześcigających się w czołganiu do Europy, nadstawiających piersi po niepolskie zaszczyty i ordery, wyciągających ręce po wynagrodzenia i obietnice synekur. Nie można mówić o życzliwym partnerstwie, gdy widzimy skutki - przejęto nasze banki, opanowano całe gałęzie przemysłu, zlikwidowano jego najbardziej konkurencyjne części, łapczywie przejmuje się handel, środki masowego przekazu, brutalnie niszczy się rolników, przejmując zakłady przetwórcze, wreszcie wypycha się Polskę z wschodnich rynków i blokuje eksport spekulacyjnymi zabiegami wobec polskiej złotówki. A wszystko według planu głośno zadeklarowanego już dawno temu przez jednego z bardziej aktywnych realizatorów takiej polityki: 'Polacy nie muszą żyć z własności, mogą żyć z pracy'.
We wszelkie układy wchodzi się tylko z partnerem uczciwym, zwłaszcza w sytuacji, gdy nie ma się w ręku narzędzi pozwalających wymusić uczciwe postępowanie. Po 12-letnich doświadczeniach nie musimy sobie niczego wyobrażać lub antycypować - w przypadku UE nie mamy do czynienia z partnerem uczciwym. Nie sposób pominąć w tym układzie dominującej roli Niemiec, bo nikt nie ma prawa żądać od nas zapomnienia o historii - wręcz musimy o niej pamiętać".
Wielebni księża biskupi! Proszę mi pozwolić, na zakończenie, na osobiste słowo.
Jako Niemiec jestem przerażony i zawstydzony tym, z jaką beztroską i oczywistością mój rząd w ramach tak zwanego rozszerzenia Unii na wschód zajął miejsce na samym szczycie gospodarczych wyzyskiwaczy Polski. Tak, jakby nie istniały ostatnie 63 lata wspólnej polsko-niemieckiej historii.
Dzięki historycznemu apelowi biskupów polskich do biskupów niemieckich z 18 listopada 1965 r. ze słowami "wybaczamy i prosimy o wybaczenie", Episkopat Polski doprowadził wtedy do prawdziwego rozkwitu tę wrażliwą roślinę, jaką jest polsko-niemieckie pojednanie.
Mam gorącą prośbę: księża biskupi, nie przyglądajcie się teraz biernie temu, jak roślina ta znów jest deptana z typową dla Niemców i całego Zachodu beztroską.

Radio Maryja
© W&W Arkitowie 2003 (2000)