Zaktualizowano 11. czerwca 2003 Drukuj
Naród, który nie wierzy w wielkość i nie chce ludzi wielkich, kończy się. Trzeba wierzyć w swą wielkość i pragnąć jej.
Ks. Kardynał Stefan Wyszyński


Inne Strony Integracji PL z UE

Polska a Unia europejska - 21 pytań

Polonijny Katalog


Webring KATOLIKa


nagrodzona
2002-12-08
UE: ukryta agresja - Potrzeba oparcia

Carl Bedderman
Wystąpienie Carla Beddermanna, byłego doradcy Unii Europejskiej, w Rozmowach niedokończonych w Radiu Maryja 8 grudnia

Najpierw chciałbym złożyć serdeczne gratulacje z okazji jedenastej rocznicy istnienia Radia Maryja. Składam je nie tylko Ojcu Tadeuszowi Rydzykowi, wszystkim jego współpracownikom i Rodzinie Radia Maryja liczącej miliony ludzi, ale również wszystkim Polakom.
Gratuluję im, że tę niezwykłą radiostację mogą traktować jak swoją własną. To donośny głos wiary, nadziei i wiecznych prawd w jednolicie szarym koncercie duchowo jednakowo nastrojowych mediów dzisiejszej zdegenerowanej Europy. Szczęść Boże.

Drodzy Słuchacze, dzisiaj po raz trzeci mam zaszczyt i przyjemność spotkać się z Państwem i mówić o tym, co leży mi na sercu.
W ostatnich tygodniach wydarzyło się bardzo wiele w związku z planowanym przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej.

Zapędzić do Unii
Coraz wyraźniej widać, że przygotowuje się prawdziwą wojnę, aby zmusić Polskę i Naród Polski do akcesji z Unią. Już teraz, na krótko przed spotkaniem UE na szczycie w Kopenhadze, które ma posunąć Unię w przyłączeniu Polski o decydujący krok naprzód, postkomuniści i opanowane przez nich media sięgają po metody, które jeszcze sześć tygodni temu wydawały się nie do pomyślenia. A to dopiero namiastka tego, co może się jeszcze spotęgować w nadchodzącym okresie.
W czasie moich spotkań na terenie Polski słyszę ciągle: "Oni sfałszują wyniki referendum przystąpieniowego tylko po to, aby osiągnąć swój cel i zapędzić Polskę do Unii". Jeszcze przed dwoma miesiącami potraktowałbym to jako żart. Ale już tego nie robię. Doszedłem wręcz do przekonania, że istnieją na Zachodzie siły, które chętnie podałyby pomocną dłoń postkomunistom w manipulacjach na korzyść planowanej akcesji.
Sytuacja stała się w międzyczasie poważna, a w najbliższych miesiącach przed referendum stanie się jeszcze bardziej krytyczna. Dlatego uważam, że dobrze by było, gdyby Kościół jasno zajął stanowisko. Oświadczenie z 21 marca "Biskupi polscy wobec integracji europejskiej" wyznacza dobry kierunek i trzeba konsekwentnie iść w tę stronę.

Pułapka postkomunistów
W swoim czasie polscy księża biskupi powiedzieli, że "tak" czy "nie" na temat przystąpienia do Unii jest sprawą wyłącznie polityczną, nie kościelną, i konsekwentnie będą wstrzymywać się od zabierania głosu na ten temat. Wyraźnie oświadczyli, że zamierzają się ograniczyć jedynie do moralnej oceny i wystąpili z katalogiem moralno-kościelnych warunków, których według nich w planowanej integracji nie powinno się naruszyć.
Dzisiaj jasne jest, że była to pułapka postkomunistów, którzy teraz nie mają nic lepszego do roboty niż jeżdżenie po kraju i ogłaszanie wszem i wobec, że polski Kościół jest za integracją, ponieważ jego katalog żądań moralnych z całą pewnością zostanie spełniony po przystąpieniu Polski do Unii.
Ale na tym jeszcze nie koniec. Przez minione 10 lat układ liberalno-postkomunistyczny stworzył takie warunki, że polski Kościół przygląda się bezczynnie, jak postkomuniści i opanowane przez nich media regularnie przekręcają słowa Ojca Świętego i coraz to nowymi sposobami próbują uczynić z niego świadka koronnego polskiego przystąpienia do Unii. Kościół ma niewielki udział w mediach i przez to nie może tak skutecznie jak postkomuniści dotrzeć do opinii publicznej. Tak dłużej być nie może.
W międzyczasie w grę wchodzi tu honor i znaczenie polskiego Kościoła. W tych coraz trudniejszych czasach, zresztą jak i we wszystkich innych krajach Europy, polski Kościół jest jedynym autorytetem, który cieszy się jeszcze poważaniem i względami. Tak było dotąd przede wszystkim dlatego, że jednak "mieszał się" do polityki, w uprawniony sposób poddając również ten obszar moralnemu osądowi. Gdy słyszymy na Zachodzie o katolicyzmie w Polsce, zauważamy nie tylko to, że kościoły tu są jeszcze pełne. Myślimy na przykład o Bismarcku i jego kulturkampfie (walce przeciwko Kościołowi katolickiemu), i o tym, że obawiał się on bardziej arcybiskupa gnieźnieńskiego i poznańskiego Mieczysława Ledóchowskiego niż jego współbraci w biskupstwie w katolickiej Nadrenii i Westfalii.
Myślimy też o Księdzu Kardynale Wyszyńskim i bohaterskim oporze Kościoła katolickiego przed stalinistami.
Myślimy o udziale polskiego Kościoła w walce "Solidarności" z lat osiemdziesiątych, która spowodowała upadek komunizmu bez rozlewu krwi. Czy to wszystko nie była polityka?
Czy ksiądz Popiełuszko i wielu innych katolickich kapłanów zostało zamordowanych przez komunistów z powodów moralnych?
Od dwunastu lat Zachód plądruje Polskę z jej wyczerpaną przez dziesiątki lat władzy komunistycznej gospodarką i doprowadza ją do zależności kolonialnej w wymuszanym wręcz przystąpieniu do Unii, które ma być ukoronowaniem wyzysku Polski przez Zachód. Czy rolą Kościoła katolickiego ma być milczenie i polityczna abstynencja?
Mogę sobie wyobrazić, jaką radość wywołuje i będzie jeszcze wywoływać taka postawa wśród zwolenników przystąpienia, a szczególnie u postkomunistów i strategów integracyjnych w Brukseli. Kościół katolicki, czyli ta siła, której obawiali się od samego początku, ponieważ mogłaby w ostatniej chwili jeszcze wyrwać Polskę z niszczącego uścisku Unii - jest na granicy abstynencji politycznej, a dla euroentuzjastów jest narzędziem moralnego poparcia.

Można uniknąć tragedii
Polsce grozi katastrofa narodowa, której zwiastuny już dzisiaj można dostrzec w podupadłych okręgach przemysłowych i na leżących ugorem polach uprawnych w Polsce. Powodem tego, nie tylko moim zdaniem, jest układ o stowarzyszeniu Polski z Unią Europejską z 1991 r. Historia zażąda kiedyś od nas usprawiedliwienia, jeśli się nie opamiętamy i w duchu naszych poprzedników nie "wmieszamy się" politycznie, czyli głośno i jednoznacznie zabierzemy głos w dyskusji na temat polskiego przystąpienia do Unii. Myślę, że wielką rolę ma w tym Episkopat, co pokazują postacie wielkich ks. biskupów i mężów stanu.
Nieraz powtarzałem z tego miejsca, że w Polsce istnieje już solidny opór przeciwko planowanemu przystąpieniu do UE i przeciwko, już na przedpolu tegoż przystąpienia dla Polski, katastrofalnie przebiegającym przemianom gospodarczym. W międzyczasie powstało dużo przenikliwych i trafnych analiz tej okrutnej gry, którą od początku lat dziewięćdziesiątych Zachód prowadzi z Polską. Autorzy tych analiz pochodzą w większości z obozu katolików świeckich. Wśród nich są m.in. najlepsze umysły kraju. To prawdziwa tragedia, jak ci ludzie są zakrzykiwani i pogardliwie wyśmiewani przez postkomunistyczną propagandę integracyjną. Przykro mi, że jak dotąd te elity mogą się powoływać na popierające je siły na Zachodzie, ale o ile wiem, nie na przedstawicieli Kościoła katolickiego. Tego dotąd w Polsce, w oporze przeciw obcej władzy, nigdy jeszcze nie było.
Również i to jest tragedią, że postkomunistyczna propaganda prounijna celowo i systematycznie rozszumiała się teraz w szkołach. Na dodatek nie tylko wśród uprawnionych do głosowania w referendum nastolatków, ale także w perfidny i podły sposób wśród małoletnich, aby wywrzeć nacisk na rodziców. Myślę, że to powinno być tematem publicznej dyskusji w Polsce.

Zniesławić "krnąbrny" Kościół
Istnieje jednak od niedawna cień nadziei.
Ostatni wielki atak na Radio Maryja w poniedziałek, 25 listopada, nie spełnił oczekiwań stojących za nim przede wszystkim propagandystów prounijnych. Szczególnie "zawiódł" europropagandystów polski Episkopat. Według planu miało się wszystko potoczyć tak, jak przy ostatnim ataku w sierpniu bieżącego roku. Tym razem napastnicy się przeliczyli, tym razem nie było milczącej aprobaty Episkopatu.
W oświadczeniu Zespołu Biskupów do spraw Duszpasterskiej Troski o Radio Maryja z 27 listopada czytamy jasno i wyraźnie: "Budzi głębokie zaniepokojenie nasilająca się kampania przeciw osobom i instytucjom kościelnym, prowadzona przez określone media. W efekcie działania te prowadzą do dezintegracji społecznej, niepokojów oraz wzajemnego braku zaufania w polskim społeczeństwie".
Reakcja Episkopatu jest wspaniałym wydarzeniem. Dla mnie była to jedna z najbardziej pozytywnych wiadomości ostatnich dni i tygodni. Myślę jednak, że teraz nie można się zatrzymać, trzeba iść dalej.
Wyświetlenie tego dziwnego filmu z ojcem Jerzym Galińskim, któremu każdy reżyser filmów biblijnych z chęcią powierzyłby rolę Judasza, jest przecież tylko jedną stroną skandalu.
Bardziej przerażający i alarmujący jest jednak sposób, w jaki film był i jest komentowany przez postkomunistów i im posłuszne media. Wszyscy, począwszy od szarego redaktora po samego prezydenta, jak umówieni powtarzają hasła o rzekomej walce sumienia ojca Galińskiego, o biednych wdowach i rencistach, którym brakuje krytycyzmu dla "przywilejów" podatkowych Radia Maryja, o bezwzględnej surowości, z jaką organa państwowe "muszą" zbadać sprawę (wypowiedź prezydenta Kwaśniewskiego).
To przecież nie jest zbieg okoliczności. Można tu rozpoznać pewien system, za pomocą którego jak dawniej centralnie steruje się praniem mózgów.
Powiem Państwu, co się za tym kryje.
Przystąpienie Polski do Unii Europejskiej ma być bronione wszelkimi metodami.
Kto stanie temu na drodze, musi zostać najpierw wyśmiany, jeśli to nie pomoże, trzeba się go wyprzeć, a jeśli i to nie poskutkuje - musi zostać po prostu wyeliminowany. To są fazy, które właśnie przechodzi Radio Maryja, lub już je przebyło.
Słyszałem nieraz w kręgach strategów integracyjnych, że "w Radiu Maryja przeszkadza nam tylko to, że jest przeciwko przystąpieniu Polski do Unii".
Nowa kampania zniesławiająca nosi tym razem tytuł "finanse". Kościół i pieniądze to nowy temat, po którym napastnicy obiecują sobie największy sukces, wierni starym przekonaniom, że w ten sposób najłatwiej jest rozbudzić uczucia zawiści i nieżyczliwości.
Skoro nie udało się wbić klina między Radio Maryja i polski Kościół katolicki, teraz atak skieruje się przeciw całemu Kościołowi.
Zapoczątkował go już tygodnik "Polityka" w otwierającym numer artykule z połowy listopada "Pieniądze Kościoła: Państwo daje na tacę". Zaraz do niego dołączył "Wprost" z tytułem: "Święty biznes". To z pewnością nie koniec, ataki będą się mnożyć.
Moim zdaniem, w ten sposób siły prounijne próbują przede wszystkim osłabić moralne oddziaływanie Kościoła w przeddzień referendum i wykluczyć go jako przeciwnika. W tej tak ważnej dla przyszłości Polski kwestii, do czasu referendum Kościołowi przypina się etykietkę "euroentuzjasty" lub niezainteresowanego obserwatora. Postkomuniści jawnie śmieją się z tego i bez żenady coraz częściej próbują wykorzystać księży biskupów jako autorytety wiary do swoich politycznych celów w kwestii integracji Polski z Unią.
Ponieważ postkomuniści czują się najwyraźniej zmuszeni do coraz częstszego używania argumentów "moralnych", Kościół winien właśnie z pobudek czysto moralnych znacznie wyraźniej niż dotąd ustosunkować się do tych politycznych przyczyn, które świadczą przeciw przyłączeniu Polski do Unii, a które przeciwnik przemilcza.
Nie chcę tu znowu ich wszystkich szczegółowo wymieniać, chcę jedynie postawić pewne tezy jako pytania skierowane do Kościoła, od którego Naród Polski ma prawo oczekiwać jednoznacznej odpowiedzi i to jeszcze przed planowanym referendum.

Radio Maryja
© W&W Arkitowie 2003 (2000)