Zaktualizowano 11. czerwca 2003 Drukuj
Liberalna demokracja to reżim, w którym demokracja poniża wolność zanim ją zdławi.
Mikołaj Gomez Davilla


Inne Strony Integracji PL z UE

Polska a Unia europejska - 21 pytań

Polonijny Katalog


Webring KATOLIKa


nagrodzona
2002-09-20
BOGUSŁAW WOŁOSZAŃSKI: eurotoman za (duże) pieniądze

Romuald Bury

Fot. Archiwum
Wśród osób zaangażowanych w integrację z Unią krąży żart, ze jeśli po takiej kampanii Polacy w referendum powiedzą "tak", będzie to największa sensacja XXI wieku. Na zdjęciu autor programu telewizyjnego "Sensacje XX wieku".
Znany z telewizji czołowy obecnie propagandzista "proeuropejski", Bogusław Wołoszański, nie należy do grona decydentów politycznych, nie ma więc bezpośredniego wpływu na podejmowane decyzje. Jako człowiek, który od 1983 roku ma stałe miejsce w telewizji publicznej (dzięki czemu zrobił oszałamiającą karierę, choć nie należy do najciekawszych mówców), dał się wynająć ekipie Sławomira Wiatra do realizacji "europropagandy". Ponieważ gra była warta świeczki, czyli wpadło mu do kieszeni sporo publicznych pieniędzy, Wołoszański chętnie przyjął intratną propozycję. Chciał jednak zrealizować zamówienie jak najtańszym kosztem, wybrał zatem koncepcję "gadającej głowy" - oczywiście własnej.

Stare porzekadło jednak mówi: "co za dużo, to niezdrowo". Programy propagandowe Wołoszańskiego zostały pokazane w ciągu kilku ostatnich miesięcy we wszystkich kanałach telewizyjnych (publicznych i prywatnych) ponad cztery tysiące razy. Prawdopodobnie wszystkie badania ich skuteczności pokazały, że efekt może być odmienny od zamierzonego, dlatego Sławomir Wiatr zdecydował się pośpiesznie zamienić gasnącą gwiazdę programów sensacyjnych na nikomu nieznanych, młodych studentów. Oby z podobnym skutkiem...

Gwiazda komunistycznej telewizji

Bogusław Wołoszański jest dziennikarzem średniego pokolenia. Urodził się w 1950 roku w Piotrkowie Trybunalskim, w 1971 roku ukończył Wydział Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Następnie studiował dwa lata w podyplomowym Instytucie Dziennikarstwa UW. Już wówczas "miał dojścia" (zapewne rodzinne) do telewizji, gdzie przygotowywał programy dla młodzieży. W 1973 roku rozpoczął pracę etatową w TV (był to okres władzy nad TV gierkowskiego pupilka i komunistycznego propagandzisty, Macieja Szczepańskiego).
W 1983 roku, po stanie wojennym, gdy większość tych środowisk odmawiała jednak współpracy ze skompromitowaną doszczętnie telewizją, Wołoszański otrzymał swą wielką "szansę": rozpoczął realizację własnego programu "Sensacje XX wieku". Program ten był wówczas skazany na sukces, albowiem brak było wtedy takiej tematyki i władza musiała dać coś telewidzom. Wołoszański sprawdził się. Od tej pory kariera stała przed nim otworem. W 1985 roku z ramienia TVP wyjechał na placówkę do Londynu, jako korespondent telewizyjny i radiowy. Po powrocie (trzy lata póĽniej) czekało już na niego odpowiednie stanowisko: został szefem publicystyki międzynarodowej. To już było jednoznaczne - robił wprawdzie swe ulubione programy z cyklu "Sensacje XX wieku", jednakże jego głównym zajęciem były wówczas programy o aktualnych wydarzeniach z zakresu polityki międzynarodowej. Oczywiście, ich linią przewodnią była nachalna, komunistyczna propaganda - władza chciała (i oczekiwała), że także w ten sposób utrzyma panowanie nad zniewolonym społeczeństwem.
Podsumujmy jego ówczesną karierę w komunistycznej TV: redaktor naczelny Programów Dziecięcych i Młodzieżowych (1971-1973), Naczelnej Redakcji Programów o Krajach Socjalistycznych (1973-1979), kierownik Redakcji "Interstudio" (1979-1982), Redakcji Publicystyki Międzynarodowej (1982), Programów Oświatowych i Dziecięcych (1983-1985). Prawda, że jest się czym pochwalić? No, może nie wszystkim, dziś pewnie o kierowaniu niektórymi redakcjami TV chciałby zapomnieć i wolałby, aby tego mu nie przypominać, i... nie robić z tego sensacji.

Bez komunizmu też da się (wy)żyć...

Po 1989 roku Wołoszański, skompromitowany udziałem w propagandzie, szukał usilnie dla siebie nowego miejsca. Wyjściem z sytuacji okazała się sensacja (szczególnie tematyka II wojny światowej), której też przecież poświęcił w życiu sporo czasu. W 1990 roku wydał pierwszą książkę z tego zakresu, która okazała się wielkim sukcesem, co było zrozumiałe, albowiem po kilkudziesięciu latach wszechmocnej cenzury wszystko, co uwzględniało publikacje zachodnie (a nimi przede wszystkim posługiwał się Wołoszański), szło jak świeże bułeczki.
Był to nie tylko sukces komercyjny. Jednocześnie rosła jego sława jako autora ciekawych programów (często o rzeczach po raz pierwszy poruszanych publicznie w powojennej Polsce). W następnych latach książki jego autorstwa ukazywały się regularnie na rynku, stając się na ogół sensacjami wydawniczymi. Nie są one jednak wynikiem jego własnych badań i przemyśleń, są to raczej pozycje wykorzystujące dorobek historiografii zachodniej, przede wszystkim brytyjskiej, amerykańskiej i niemieckiej. Tam bowiem kulisy II wojny światowej, uwzględniające w dużym zakresie wszelkie dostępne archiwa, są bardzo dokładnie opisane.
W 1993 roku otrzymał nagrodę "Wiktora". Redaktor Bogusław Wołoszański został odznaczony przez Aleksandra Kwaśniewskiego Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Postkomunistyczna "Polityka" uznała go za jedną z czołowych osobistości w historii Telewizji Polskiej (o ile można tak mówić o tej instytucji przed 1989 rokiem - była ona przecież narzędziem propagandowym wydziału KC PZPR). W 2000 roku otrzymał nagrodę im. Bolesława Prusa "za wybitne osiągnięcia dziennikarskie". Wydaje się, że to jeszcze nie wszystko, że Wołoszański może liczyć na dalsze zaszczyty, szczególnie za propagandowe programy "europejskie". W dalszym ciągu pracuje formalnie w TV, teraz w Redakcji Edukacyjnej Telewizji Polskiej Warszawa. Równolegle w Radiu Zet prowadzi cykliczną audycję "Sensacje".

Dobrze opłacany agitator

W maju 2002 roku Sławomir Wiatr, minister do spraw informacji europejskiej w rządzie SLD Leszka Millera, zaproponował mu prowadzenie telewizyjnej kampanii proeuropejskiej. Cała sprawa rozpoczęła się, a jakże, od typowej w takim przypadku afery. Ogłoszono przyśpieszony przetarg na spoty telewizyjne, które wygrała... firma będąca własnością kolegi obecnego rzecznika rządu, Michała Tobera. Sam Tober był współzałożycielem i współwłaścicielem tej firmy, co - w świetle kolejnych wyjaśnień czynników rządowych - nie miało, oczywiście, żadnego znaczenia. Nie miało znaczenia także to, że zwycięska firma nie miała odpowiednich doświadczeń z tego zakresu. To nic, nauczą się...
Wołoszański, według kolejnych wyjaśnień miał robić te programy tak tanio, że prawie... za darmo. Podobnie inni, jak na przykład kompozytor Krzesimir Dębski czy plastyk Andrzej Pągowski. Wszyscy wzięli za swój "wysiłek" niezłe kwoty, najwięcej jednak sam Wołoszański. Za dwa miesiące przygotowań (w tym czasie powstały 53 marne filmiki, nie wymagające większego wysiłku), ich autor i aktor w jednej osobie zgarnął 120 tysięcy złotych, czyli 30 tysięcy dolarów. Okazuje się, że my do Europy idziemy, ale ci, którzy nas tam naganiają, płacą sobie tak, jakby już swą pracę wykonali do końca. Obok Wołoszańskiego podobną kwotę otrzymał też Jacek Kęcik - reżyser i scenarzysta, a Agencja Z i T (która wygrała ten nieszczęsny przetarg) - wzięła 350 tysięcy.

Wielka klapa

Cała - z rozmachem zaplanowana kampania - którą, przypomnijmy, od strony TV przygotowała firma związana do niedawna z obecnym rzecznikiem rządu za pieniądze z budżetu państwa, nie zdała egzaminu. Nawet w oczach jej autorów i organizatorów, czyli biura Sławomira Wiatra. Najdosadniej oceniają to zwykli telewidzowie, których reakcją jest najczęściej sarkazm, że już mają dość "tego Wołoszańskiego." Nic dziwnego - pokazano je już 4 tysiące razy, a (według badań OBOP) przeciętny dorosły obywatel obejrzał je aż 33 razy! Nic dziwnego, że widzowie mają tego po dziurki w nosie i zamiast spełniać rolę propagandową od pewnego czasu stały się antypropagandą, działającą raczej na rzecz eurosceptyków. Nawet sam Wiatr uznał, że stały się one monotonne. Dlatego teraz będzie mniej Wołoszańskiego, jego rolę przejmą studenci i eksperci. Chodzi głównie o to, aby pokazać nowe twarze, które nie drażnią tak telewidza, jak Wołoszański, który był "wszędzie i zawsze".
Będzie to kampania "Nasz dom Europa - pytania o Unię", który rozpocznie się już w paĽdzierniku. A Wołoszański? Podobno na razie trudno go będzie całkiem odseparować od tego intratnego interesu. PóĽniej będzie nas straszył "sensacjami" -a może by tak namówić go na program "Sensacje PRL"? Niestety, o czymś takim słuchać nawet nie chce. Przyczyna jest prosta - te środowiska nie chcą wchodzić publicznie w sprawy, które znają od podszewki z racji powiązań rodzinnych, miejsca pracy, znajomości. Tym bardziej nie można o tym zapominać.

Polskie Jutro
© W&W Arkitowie 2003 (2000)