Zaktualizowano 11. czerwca 2003 Drukuj
Piękna jest tylko prawda, i tylko ona jest godna miłości.
Nicolas Boileau-Despreaux


Inne Strony Integracji PL z UE

Polska a Unia europejska - 21 pytań

Polonijny Katalog


Webring KATOLIKa


nagrodzona
2003-04-24
Będą roszczenia niemieckie!

"Komisarz Unii ds. rozszerzenia Niemiec Guenter Verheugen przyznał wczoraj, iż Niemcy wysiedleni z Polski po II wojnie światowej mogą zgłaszać roszczenia majątkowe do własności na terenie naszych ziem zachodnich i północnych. Stwierdził, że wprawdzie w RFN nie ma już roszczeń własnościowych reprezentowanych przez rząd, ale są indywidualne, bo tych nie można zabronić. Komisarz powiedział, że nie chce i nie potrafi sobie wyobrazić sytuacji, iż Polska powie Unii "nie" w referendum.
Guenter Verheugen odpowiadał wczoraj na pytania dziennikarzy lokalnych mediów, którzy okazali się bardziej dociekliwi od swoich kolegów po fachu z ogólnokrajowych gazet i stacji telewizyjnych oraz radiowych. Wyraźnie zaskoczyło to ambasadora Polski przy Wspólnotach Europejskich Marka Grelę. W pałacu Prezydenckim zasiadło wczoraj kilkuset dziennikarzy mediów lokalnych w ramach tzw. warsztatów europejskich. Oprócz gospodarza spotkania w imprezie wzięli udział również komisarz Unii ds. rozszerzenia Guenter Verheugen, ambasador polski przy Wspólnotach Europejskich Marek Grela oraz przewodniczący Parlamentu Europejskiego Pat Cox. - Proszę dostarczyć nam argumentów i wiary - zachęcał komisarza minister Dariusz Szymczycha z Kancelarii Prezydenta.
Verheugen większą część przemówienia poświęcił zachęcaniu Polaków do głosowania w referendum za akcesją. - Europa zjednoczona na podstawie wolnej woli narodów... takiej Europy jeszcze nie było! Zrealizowanie tego marzenia zależy od polskiego społeczeństwa - zaczął nieco pompatycznie unijny gość. Przyznał, że "w Polsce krytyka pod adresem Unii jest większa i bardziej zasadnicza" niż w pozostałych krajach aspirujących do członkostwa. Według niego, wynika ona z faktu, że "niektórzy nie potrafią oddzielić transformacji ustrojowej od działań dostosowawczych do UE". - Najłatwiej zepchnąć winę na Unię... - narzekał komisarz. Według niego, Polska roku '89 "nie miała czystej wody pitnej i tynk odpadał...".
- Tymczasem Polska współczesna... - i już wydawało się, że powie, iż osiągnęła sukces, ale w tym miejscu komisarz najwyraźniej ugryzł się w język, po czym zaczął przekonywać, że 50 lat komunizmu nie da się od razu wymazać. Zapomniał, że gdyby nie układ stowarzyszeniowy i 63 mld USD deficytu w handlu z UE, Polska nie poniosłaby tak wielkich kosztów transformacji. W pytaniach, którymi zarzucili Verheugena przedstawiciele mediów lokalnych, widać było eurosceptycyzm."

Jak to jest - jak się czyta prasę, to właściwie nie ma głosów sprzeciwu. Ale na spotkaniu z tak "dostojnym gościem" nawet dyspozycyjni dziennikarze nie kryją, że co innego piszą, a co innego tak naprawdę myślą?

Co by Pan odpowiedział na argument, że w Niemcy wschodnie wpakowano kilkadziesiąt razy więcej pieniędzy niż Unia oferuje kandydatom, a mimo to wschodnie landy nadal są w Unii członkiem drugiej kategorii? - pytano. Według Verheugena, wysokie koszty włączenia NRD do Unii wynikały z tego, że "18 mln ludzi z dnia na dzień uzyskało te same standardy jak reszta Niemców". Jak można się domyślać, Polakom wyrównanie z dnia na dzień do zachodnich standardów z pewnością nie grozi, chociaż takie można odnieść wrażenie z rządowej propagandy.
Odpowiadając na inne trudne pytanie - o art. 16 niemieckiej konstytucji, który stwierdza istnienie Rzeszy Niemieckiej w granicach z 1937 r. i ewentualne roszczenia ze strony byłych niemieckich właścicieli do majątków na Ziemiach Odzyskanych - Verheugen przyznał, że "takich roszczeń nie można zabronić". - Nie ma roszczeń własnościowych wobec Polski reprezentowanych przez rząd niemiecki, ale są roszczenia indywidualne - powiedział komisarz i dodał, że "po akcesji także polskie prawo zostanie niezmienione w tym względzie". Zagadnięty, jak by zareagował, gdyby Polacy powiedzieli Unii NIE w referendum, Verheugen wyrzucił z siebie: "Nie potrafię, nie mogę, nie chcę sobie tego wyobrażać!"."

Niemiecki komisarz w służbie UE nie ma, jak widać, dostatecznej wyobraźni, ponadto nie ukrywa, komu tak naprawdę zależy na wejściu Polski do UE.

"Nie mniej zaskoczony dociekliwością dziennikarzy był ambasador polski przy Wspólnotach Europejskich Marek Grela, który swoje wystąpienie poświęcił problemom przekształcenia polskiej administracji państwowej w unijną. Przedstawiciele mediów lokalnych postawili pod adresem Unii zarzut, iż dominuje w niej biurokracja. Pytali też, dlaczego Polska osiągnęła tak słaby wynik negocjacji, skoro ma być jednym z największych krajów UE. Innego dziennikarza interesowało, czy po akcesji 60 proc. małych i średnich przedsiębiorstw w naszym kraju upadnie. Ambasador Grela wyraźnie nie radził sobie z odpowiedziami na pytania."

Może też być inne wyjaśnienie, chyba bardziej prawdopodobne: Grela wie (z niepublikowanych danych rządowych) jak to będzie, ale przecież nie może tego powiedzieć. Mówmy więc my, bo to może być ostatnia okazja.

Nasz Dziennik
© W&W Arkitowie 2003 (2000)