|
2003-06-02
Wtórując Kassandrze
Stanisław Michalkiewicz
Coraz trudniej schronić się przed jawną bądź ukrytą
propagandą Anschlussu. W niedzielę 25 maja musiałem wysłuchać listu
biskupów z ośmiu państw środkowoeuropejskich, wystosowanego z okazji
Środkowoeuropejskiego Dnia Katolików. Ten Dzień wyznaczony jest na dwa
dni, tzn. 22 i 23 maja 2004 roku. Dlaczego zatem list odczytany został w
Polsce już 25 maja 2003 roku? Ano zapewne dlatego, że 7 i 8 czerwca
odbędzie się w Polsce referendum w sprawie Anschlussu, więc księża biskupi
tak gospodarują listami, żeby zdążyć na samą końcówkę, a nie naruszyć
ciszy wyborczej. Dlatego jeszcze jeden list zostanie odczytany 1 czerwca.
Krótko mówiąc, wszystkie koła kręcą się zgodnie z planem, który miałem
okazję poznać w ogólnych zarysach gdzieś w połowie lat 90. z referatu pana
doktora Karpa, niemieckiego prelegenta na konferencji Polityka
integracyjna polsko-niemiecka, która odbyła się w Lublinie za
pieniądze Fundacji Adenauera.
Więc księża biskupi zatytułowali swój list Chrystus -
nadzieją Europy. Jest on czymś w rodzaju oferty dla Unii Europejskiej;
"Chrystus", cokolwiek by to miało konkretnie znaczyć, jako sui
generis aport episkopatów Europy Środkowej we wspólne przedsięwzięcie.
Problem w tym, że żydokomunie, która kręci dzisiaj Unią Europejską, taki
aport jest akurat potrzebny jak psu piąta noga. Dlatego nie zawadzi
wywrzeć presję moralną, że to niby tak chce lud, który w tym celu ma
zgromadzić się w przyszłym roku na pielgrzymce środkowoeuropejskiej do
Mariazell w Austrii. Jeśli presja okaże się odpowiednio silna, to kto wie
- może Komisja Europejska zdecyduje się powierzyć i Kościołowi jakieś
zadania "na odcinku Ducha" albo przynajmniej włączy go do unijnych
struktur służb socjalnych?
Problem jednak w tym, że ta żarliwość agitacyjna
Episkopatu wywołała konsternację, a wreszcie i irytację sporej części
polskich katolików. W tę samą niedzielę wieczorem uczestniczyłem w
publicznej debacie poświęconej ewentualnemu Anschlussowi, zorganizowanej w
Krakowie przez tamtejszych oo. jezuitów. Podczas tej debaty mój
"sekundant", o. prof. Tadeusz Ślipko, powiedział m.in., że postępowanie
biskupów nie przynosi zaszczytu polskiemu Kościołowi. Inni jednak
nie są tak powściągliwi; jedna moja znajoma oświadczyła, że odtąd
powstrzymuje się od składania ofiar na tacę: - Wystarczy mi, że Miller
dokazuje za moje pieniądze. Jak tak chcą do Europy, to niech Europa im
płaci. No proszę! Gdyby, co nie daj Boże, takie reakcje się
upowszechniły, to trzeba by pewnie zrezygnować z ambitnych i buńczucznych
planów ewangelizowania Europy, żeby ratować sytuację w Polsce. Ano nie na
próżno Pan Jezus mówił świętej siostrze Faustynie, że jeśli zatwardziałym
grzesznikom nic nie pomaga, to On uczy ich rozumu, spełniając wszystkie
ich pragnienia. Nie jest zatem wykluczone, że te wszystkie socjotechniczne
tricki z listami i tak dalej przyniosą wzrost poparcia dla Anschlussu i
wejdziemy "do Europy" śladem JE Andrzeja Śliwińskiego, biskupa
elbląskiego, bo któż inny mógłby poprowadzić nas lepiej? Nawiasem mówiąc,
trochę szkoda mi tego kapłana, zawieszonego w czynnościach za podejrzenie
jazdy w stanie "wskazującym", bo jego aktualna sytuacja przypomina bajkę
Krasickiego: póki gonił zające, póki kaczki znosił...
Więc jeśli już "wejdziemy do Europy", a nie daj Boże
okaże się, że oszołomy, durnie, ruscy agenci, polityczny folklor,
demagodzy i kłamcy (wymieniam te epitety stosowane w trakcie "kampanii
informacyjnej" wobec przeciwników Anschlussu tylko wyrywkowo) mieli jednak
rację, to co wtedy? CO WTEDY? Wtedy nasi aktualni okupanci będą już
przebywać w bezpiecznym oddaleniu, pozostawiwszy na tym łez padole drugi
garnitur, który nie tylko nie wymyśli prochu, ale nawet nie ma dobrego
serduszka ani choćby znośnych manier. Instynkt samozachowawczy podpowie
mu, by nieubłaganym palcem wskazać na Kościół jako winowajcę wszelkiego
zła. Unia może nawet zaaprobować taką socjotechnikę, zwłaszcza że jest
wysoce prawdopodobne, iż następnego dnia po referendum zostanie spuszczona
ze smyczy pani Izabela Jaruga-Nowacka, Wanda Nowicka i inni dobroczyńcy
ludzkości, forsujący unijne "standardy". Jestem też przekonany, że ich
wysiłki zostaną wsparte przez europejsów, bo mądrość etapu podszepnie panu
red. Michnikowi, by raz na zawsze położyć kres groźbie recydywy "państwa
wyznaniowego". To może być zresztą warunek sine qua non
triumfalnego powrotu Unii Wolności na polityczną scenę w ramach
projektowanego przez pana prezydenta poszerzenia bazy rządzenia. W
rezultacie może dojść do tego, co przepowiadał biskupowi Massalskiemu
wileński bazylianin Atanazy Nowochacki: - Teraz duchowieństwo dary
Ducha Świętego poświęca za pieniądze; a na tym skończy, że ani Ducha
Świętego, ani pieniędzy mieć nie będzie, bo Pan Bóg swoje, a diabeł swoje
odbierze.
Nasza Polska
|