|
|
2003-06-04
W gąszczu tajemnic
Stanisław Michalkiewicz
A kto by zdradził tę wielką tajemnicę, umrze podwójnie: ciałem i
duszą". Takim straszliwym zaklęciem opatrywali kapłani egipscy
wiadomość, że Ziemia jest kulą unoszącą się swobodnie w przestrzeni.
W każdym razie tak przedstawił to Bolesław Prus w "Faraonie". Trudno
dzisiaj nam powiedzieć, dlaczego właściwie kapłani egipscy uważali,
że tę wiadomość trzeba za wszelką cenę ukryć przed osobami
niepowołanymi, to znaczy nie należącymi do grona kapłanów. Być może
podyktowane to było troską o psychiczny komfort profanów, a być może
zatajenie tej wiadomości spełniało jakąś funkcję polityczną, np.
sprzyjało ugruntowaniu władzy sprawowanej przez stan kapłański.
Wydaje się bowiem, że grupą trzymającą władzę w starożytnym Egipcie
byli właśnie kapłani. Owszem, formalnie rządzili faraonowie i
mianowani przez nich ministrowie. Czy jednak rządzili Egiptem
naprawdę, skoro nie wiedzieli nawet tego, że Ziemia jest kulą
unoszącą się swobodnie w przestrzeni? Skoro nie wiedzieli o takich
rzeczach, to mogli też nie wiedzieć o wielu innych, jeśli kapłani
nie uznali za stosowne o nich ich poinformować. Mając jedynie
wyrywkowe informacje o państwie, faraonowie mogli być tylko
pompatycznymi figurantami. Całość wiedzy o państwie skupiona była w
gronie kapłanów, a więc to oni tak naprawdę kierowali i państwem, i
faraonami. W tej sytuacji lepiej rozumiemy przyczyny, dla których
wiedza ta okrywana była mgłą tajemnicy; tajemnica pozwalała chronić
wiedzę, a więc chronić władzę.
"Ch...je precz!", Taką m.in.
wiadomość przekazał z szybkością światła pan Adam Halber, członek
Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, panu Robertowi Kwiatkowskiemu,
prezesowi rządowej telewizji. Ta szybkość pozwala sądzić, że wbrew
pozorom była to wiadomość ważna, a dodatkowo utwierdza nas w tych
podejrzeniach okoliczność, że prokuratura wszczęła postępowanie
przeciwko panu posłowi Janowi Marii Rokicie, że tę wiadomość
ujawnił. Okazuje się bowiem, że stanowi ona tajemnicę albo służbową,
albo nawet państwową. Skoro tego rodzaju wiadomości skrywane są za
zasłoną tajemnicy służbowej czy nawet państwowej, to z pewnością
dlatego, że pełnią one jakąś ważną funkcję w utrzymaniu władzy przez
grupę, która ją trzyma. Że jakaś grupa trzyma w Polsce władzę,
wynikało z zeznań pana red. Smoleńskiego przed sejmową Komisją
Śledczą. Pan Smoleński nie chciał jednak podać żadnych konkretów,
zasłaniając się tajemnicą dziennikarską.
Spróbujmy
zastanowić się, jakie niebezpieczeństwo mogłoby grozić grupie
trzymającej władzę z powodu ujawnienia przez pana posła Rokitę
wiadomości przesłanej przez pana Halbera panu Kwiatkowskiemu? Sens
tej wiadomości sprowadza się do tego, że jacyś "ch...je" powinni
pójść sobie precz. Jeśli prokuratura zamierza ścigać pana posła
Rokitę za ujawnienie tej wiadomości, to znaczy, że ewentualne
odejście owych "ch...ów" musiałoby mieć jakieś poważne następstwa
dla państwa. Skoro tak, to okoliczności wskazują na to, że ci, jak
ich nazywa pan Adam Halber, "ch...je" to zapewne grupa trzymająca w
Polsce władzę. Ujawnienie informacji, że grupa trzymająca w Polsce
władzę to po prostu "ch...je", może mieć poważne następstwa nie
tylko w stosunkach wewnętrznych, ale i na arenie międzynarodowej.
Pal już licho stosunki wewnętrzne, bo, powiedzmy sobie szczerze,
przeświadczenie, że grupa trzymająca władzę to jacyś "ch...je", jest
w Polsce tak rozpowszechnione, że wiadomość przesłana z szybkością
światła przez pana Halbera panu Kwiatkowskiemu wydaje się po prostu
tajemnicą poliszynela. Ale zagranica?
Warto zwrócić uwagę,
że pan poseł Rokita ujawnił tę wiadomość niemal równocześnie z
przybyciem do Warszawy brytyjskiego premiera pana Blaira i w
przeddzień wizyty amerykańskiego prezydenta Busha w Krakowie. Może
to być oczywiście przypadkowy zbieg okoliczności, ale gdyby nawet,
to ujawnienie tej wiadomości mogło postawić obydwu Dostojnych Gości
w szalenie kłopotliwej sytuacji. Byli oni przecież podejmowani przez
pana prezydenta i rozmawiali z panem premierem, składając na ich
ręce różne oferty polityczne, nie tylko pod adresem Polski, ale i
Europy, a nawet świata. I cóż może pomyśleć sobie teraz pan
prezydent Bush, kiedy dojdzie do niego (a przecież dojdzie)
wiadomość ujawniona przez pana posła Rokitę? Nawet nie śmiem się
domyślać, bo wystarczy, że pomyślę sobie, jak mnie byłoby przykro,
gdybym uświadomił sobie, że oto wizję świetlanej przyszłości świata
w walce z terroryzmem w jedną miażdżącą pięść zaciśniętego
roztoczyłem przed jakimiś "ch...mi". To gorzej niż perły przed
wieprze... A tak przecież może sobie pomyśleć pan prezydent Bush,
który nie musi w końcu wiedzieć ani nawet się domyślać, że Polska
jest pod tym względem trochę podobna do starożytnego Egiptu, gdzie
faraonowie i ich pierwsi ministrowie bywali figurantami. Oczywiście
te podobieństwa nie są dosłowne, bo tradycyjny stan kapłański nie ma
u nas takiego znaczenia, jak w starożytnym Egipcie. Dzisiaj
najważniejsi są bezpieczniacy, którzy w demokracji pełnią tę samą
rolę, co święty stan kapłański w systemie faraońskim. Bezpieczniacy
i lichwiarze.
Tymczasem, chociaż dowiedzieliśmy się, w jakim
kierunku będzie, a właściwie w jakim kierunku powinien zmierzać
świat, to nie dowiedzieliśmy się, czy Polska ma oddać lichwiarzom z
holokaustowej industrii majątek określany przez nich mianem
"zrabowanego". Nie wiemy, czy pan prezydent Kwaśniewski lub pan
premier Miller coś w tej mierze obiecali, czy może się postawili. A
właśnie to wydaje się z naszego punktu widzenia najbardziej
interesujące, bo cóż nam z tego, że świat nawet zacznie posłusznie
walczyć z terroryzmem, jeśli takie, dajmy na to, Niemcy zmienią
stosunki własnościowe na Ziemiach Zachodnich i Północnych, a potem
dokończą dzieła zjednoczenia państwa zgodnie z art. 116 swojej
konstytucji, zaś na pozostałej reszcie zostanie Stworzony jakiś
Żydolandu, na bazie majątku przejętego przez lichwiarzy? Początek
już został zrobiony; kuchnia z pałacu pana prezydenta Kwaśniewskiego
została już "ukoszerniona". Widząc zaś, jak pan red. Michnik i pan
prof. Geremek tańcowali majufesa z kolejnym "człowiekiem roku",
czyli panem Verheugenem (poprzednim "człowiekiem roku" był też
Niemiec, pan Fischer), możemy uwierzyć w każdą możliwość, nawet
najbardziej dziwaczną, że np. lobby żydowskie zacznie odgrywać rolę
folksdojczów. Gdybyśmy przynajmniej wiedzieli, czy pan red. Michnik
i pan prof. Geremek należą do grupy trzymającej władzę, czy nie -
ale nic z tego, bo pan red. Smoleński czuje się związany tajemnicą
dziennikarską i trzyma cały naród w niepewności. Dlatego też jedyna
nadzieja w śledztwie, jakie prokuratura podjęła w sprawie wiadomości
ujawnionej przez pana posła Rokitę. Akurat zrzekł się on swego
immunitetu, więc może przynajmniej ta jedna sprawa zostanie
doprowadzona do szczęśliwego końca, tzn. poznamy skład grupy
trzymającej władzę, a tym samym dowiemy się, kogo miał na myśli pan
Halber, przesyłając z szybkością światła wiadomość do pana
Kwiatkowskiego.
Najwyższy Czas
|