|
|
2003-03-31
Katastralna katastrofa
Maciej Winnicki
Ministerstwo Finansów
oficjalnie przyznało, że pracuje nad wprowadzeniem w Polsce podatku
katastralnego, czyli nowego systemu opodatkowania
nieruchomości.
Urzędnicy zapewniają, że jest to podatek dużo lepszy
od obecnie obowiązujących przepisów, sprawiedliwszy, a obywatele nic na nim nie
stracą. Jeśli jednak głębiej przyjrzeć się katastrowi, to okaże się, że niesie
on ogromne niebezpieczeństwo w postaci utraty przez znaczną część Polaków swojej
własności. Z tego wniosek, że trzeba ze wszystkich sił starać się o to, aby
podatek katastralny nie wszedł w życie. Podatek katastralny wprowadził
Napoleon, aby zdobyć fundusze na swoje wojny. W XIX i XX w. upowszechnił się on
w całej Europie, ale w zupełnie innym kształcie niż nam się proponuje. SLD
chciał wprowadzenia podatku katastralnego już w 1994 roku, teraz wraca do
swojego pomysłu.
Podatek od wartości Na początku trzeba
poczynić pewne zastrzeżenie. Wszyscy potocznie używamy pojęcia podatek
katastralny, bo bierze on swoją nazwę od katastru, czyli rejestru wszystkich
nieruchomości, który ma być w Polsce utworzony. Ale tak naprawdę podatek ten
powinniśmy nazywać "podatkiem ad valorem", czyli od wartości. Ale skoro i wśród
ekonomistów utarła się zwyczajowa nazwa, to przy niej pozostańmy. W Europie
Zachodniej stawka podatku katastralnego waha się przeciętnie między 1 a 2 proc.
wartości nieruchomości. Podatek ten istniał też w latach II Rzeczypospolitej i
funkcjonował całkiem nieźle, ale na zupełnie odmiennych zasadach niż teraz chce
się nam to zaproponować. Z podatku były wyłączone pola uprawne, łąki, pastwiska
i inne grunty wykorzystywane rolniczo, a ponadto grunty pod lasami i wodami. Nie
pobierano też podatku od nieruchomości za grunty pod drogami, torami kolejowymi,
oraz nieruchomości Skarbu Państwa, samorządów. Podatek katastralny nie dotyczył
nieruchomości nieużywanych z powodu ich złego stanu. Podstawą wymiaru podatku
był czynsz pobierany w przypadku najmu lub dzierżawy albo czynsz hipotetyczny,
jeśli nieruchomość nie była wynajmowana. Podatek średnio wynosił 2,4 proc.
wartości nieruchomości. Warto zapamiętać tę informację, aby we właściwym świetle
ujrzeć obecne propozycje w sprawie podatku katastralnego. Aby wprowadzić nowy
podatek, potrzebny jest kataster, który dopiero musimy tworzyć. Jest to żmudny i
bardzo drogi proces, bo przecież ktoś powinien wycenić wszystkie nasze domy,
parcele, grunty, obiekty gospodarcze, zabudowania gospodarskie. Jak to zrobić
najszybciej? Otóż jedna z propozycji przewiduje, że zostaną opracowane tzw. mapy
taksacyjne, tzn. rzeczoznawcy określą np., ile jest wart 1 metr mieszkania lub
gruntu w danej dzielnicy lub gminie. Będzie to odniesienie do szacowania
wartości wszystkich nieruchomości. Oczywiście, wszyscy mają świadomość, że na
wartość budynku wpływ ma też jego stan techniczny, wyposażenie, zadbane lub nie
otoczenie itd. Dlatego słyszałem też o propozycjach, że w pierwszym etapie
wprowadzania podatku katastralnego, dla przyspieszenia całej procedury,
właściciele nieruchomości będą musieli sami wycenić jej wartość. A jeśli ktoś
nie będzie się na tym znał, czy ma podawać do katastru wartość domu "na oko"?
Wbrew pozorom może to mieć fundamentalne znaczenie. Sam kataster, czyli
rejestr nieruchomości może być przydatny. Choćby do kontroli, czy ktoś nie
skupuje ziemi w celach spekulacyjnych, ile gruntów i budynków będzie trafiać do
rąk cudzoziemców itd. Ale z podatkiem lepiej się nie spieszmy.
Tysiąc
argumentów przeciw Przeglądając nieliczne artykuły, jakie w polskiej
prasie pojawiły się na temat podatku katastralnego, nie znalazłem przekonujących
argumentów za jego wprowadzeniem. Wręcz przeciwnie - coraz bardziej utwierdzam
się w przekonaniu, że byłby on bardzo szkodliwy i niebezpieczny dla milionów
Polaków. Według Ministerstwa Finansów, ma to być podatek neutralny dla
obywateli, czyli nie wpłynie na wzrost ich obciążeń podatkowych. Jeśli tak
będzie, to po co w ogóle go wprowadzać i wydawać na to ogromne pieniądze?
Wystarczy nam to, co jest: czyli ustalane przez rady gmin stawki podatku za 1 m
powierzchni gruntów lub budynków. Tak skonstruowany podatek od nieruchomości
jest stosunkowo niski, bo np. za lokal o powierzchni 100 metrów płaci się
kilkaset złotych rocznie. Tymczasem do obsługi katastru trzeba zatrudnić tysiące
urzędników. Rejestr ma być bowiem prowadzony w każdym powiecie, co wynika z
logicznych przesłanek. Przyznam szczerze, że w tę neutralność podatku
katastralnego nie wierzę. To samo obiecywał nam wicepremier Grzegorz Kołodko
przy omawianiu reformy podatkowej, a jak się okazało po bliższej analizie, być
może czeka nas duża podwyżka podatków dochodowych. Jestem przekonany, że
podatek katastralny ma "uratować" finanse publiczne, to znaczy mamy je uratować
my wszyscy, oddając władzy jeszcze więcej pieniędzy niż teraz. Dochody z tego
podatku mają zasilić kasy samorządów, po to, aby budżet państwa zaoszczędził na
przekazywanych im dotacjach i subwencjach. Szykuje się nam więc kolejną reformę
kosztem podatników. Trudno uwierzyć w to, że podatek katastralny będzie
niski. Resort finansów proponuje, by jego stawka wynosiła od 0,1 proc. (np.
lokale mieszkalne) do 2 proc. (budynki wykorzystywane do działalności
gospodarczej) rocznie. Kwoty te nie wydają się wysokie, bo za dom o wartości 100
tys. zł wyniesie on wtedy tylko 100 zł. Ale to tylko początek. Przecież ten
podatek będzie rósł. Niemożliwe jest za 0,1 proc. utrzymanie całej administracji
katastralnej i jeszcze zapewnienie wysokich dochodów samorządom. Już teraz mówi
się zresztą o tym, że gminy będą mogły podnosić podatek, ale nie więcej niż o
1/5 rocznie w stosunku do skali z roku poprzedniego. I będą to robić. Dlatego
też podatek katastralny wyniesie docelowo co najmniej 1 proc. A to rodzi poważne
konsekwencje. Za ten sam dom o wartości 100 tys. zł zapłacimy już 1000 złotych
podatku rocznie. Ale przecież wiele mieszkań, zwłaszcza położonych w centrach
dużych miast lub w modnych dzielnicach, miejscowościach turystycznych kosztuje
wiele razy więcej. Wystarczy przejrzeć ogłoszenia w agencjach pośrednictwa
nieruchomości, a okaże się, że np. w Warszawie wielu emerytów mieszka w centrum,
gdzie ich mieszkanie jest wyceniane na 500 tys. zł. Dla nich 1-procentowy
podatek to już 5 tys. zł (!). Nikogo z nich nie będzie stać na jego zapłacenie,
skoro już teraz mają kłopoty z terminowym regulowaniem różnych opłat. Albo
przykład podatku dla firm. Są w naszym kraju zapobiegliwi przedsiębiorcy, którzy
inwestują w rozwój swojego zakładu wszystkie oszczędności i zyski. Niektórzy
mogą się pochwalić pięknymi halami produkcyjnymi czy świetnie wyposażonymi
centrami obsługi klientów. Teraz płacą podatek taki sam, jak sąsiedzi, którzy w
firmę nie inwestują, tylko dalej działają w jakimś starym magazynie. I co
spowoduje kataster? Ten zapobiegliwy zostanie złupiony. Jeśli wartość jego
zakładu wyniesie np. 1 mln zł (a to nie jest dużo), to zapłaci przy
2-procentowej skali 20 tys. zł. Ale są też firmy, które mają nieruchomości o
wartości 10 i więcej milionów. Poza tym, niewykluczone, że i dla firm podatek
katastralny będzie podnoszony. Jeden z przedsiębiorców spod Poznania powiedział,
że po wprowadzeniu podatku katastralnego będzie płacił 9 razy wyższy podatek niż
obecnie (!). Twierdzi, że jego kilku kolegów ma ten sam problem. Już teraz
szykują się do interwencji u swoich parlamentarzystów z okręgu ze wszystkich
ugrupowań. To tylko kilka najważniejszych ogólnych argumentów finansowych
przemawiających przeciwko podatkowi katastralnemu. Ale są też inne, jeszcze
bardziej dotkliwe społeczne i ekonomiczne skutki jego
wprowadzenia.
Stracimy swoją własność Najpoważniejszą
konsekwencją wprowadzenia w Polsce podatku katastralnego będzie pozbawienie
własności ogromnych rzesz Polaków. Nie jest to wydumany argument. Część
specjalistów od podatku proponuje, aby na początku to sami obywatele ustalali
wartość swojego majątku. Ale jeśli fiskus uzna, że nasza wycena jest zbyt niska?
Skorzysta z prawa pierwokupu takiej nieruchomości, a potem ją zlicytuje i
sprzeda komuś innemu. Zostaniemy z pieniędzmi, za które domu już nie
kupimy. Załóżmy inną możliwość - kogoś nie stać na płacenie podatku
katastralnego. To nie płać - ktoś odpowie. Ale niezapłacony podatek będzie
obciążał naszą hipotekę i po pewnym czasie zostaniemy usunięci z domu i nie
dostaniemy do rąk ani złotówki. W latach 60., 70., 80. młodzi ludzie
opuszczali wsie i małe miejscowości wokół metropolii - Warszawy, Poznania,
Gdańska lub Wrocławia i uciekali do miasta. Teraz obserwujemy kierunek odwrotny:
setki biznesmenów, polityków, artystów buduje lub kupuje domy poza miastem. Ich
rezydencje są warte krocie, a to powoduje, że na wartości zyskują też skromne
domki budowane przez lata przez ich właścicieli z oszczędności i kredytów
bankowych. Ci ludzie staną przed wyborem: albo szybko sprzedać nieruchomość,
żeby uratować przynajmniej część pieniędzy, albo stracić dom z powodu
niepłacenia podatku katastralnego, bo wiele osób nie będzie na niego stać.
Wiadomo, że większość z bólem serca wybierze pierwszą ewentualność. Wiele osób z
pewnością utraci jednak dach nad głową i zasili szeregi bezdomnych. Jeszcze
jeden przykład: podatek katastralny będą płacić również osoby, które świeżo
wybudowały dom i spłacają potężny kredyt bankowy. Tymczasem w II
Rzeczypospolitej nowo wybudowane domy były przez kilkanaście lat zwolnione z
podatku, aby ich właściciel zdążył odzyskać zainwestowane pieniądze. To był
dobry przykład wspierania budownictwa mieszkaniowego, a teraz? To nie są
tylko publicystyczne dywagacje. Podam przykład: w polskim prawie obowiązują tzw.
opłaty adiacenckie. Są one nakładane na właścicieli nieruchomości, których
wartość znacznie wzrosła z powodu powstania w ich pobliżu jakiejś inwestycji.
Może to być supermarket albo osiedle luksusowych domków. Zdarzało się już
nieraz, że takie opłaty wynosiły nawet kilkanaście albo kilkadziesiąt tysięcy
złotych. Podatek katastralny zwiększy liczbę podobnych przypadków. Jeszcze
gorzej będzie to wyglądało na wsi: wielu tysiącom rolników grozi utrata
gospodarstw. Już teraz w wielu rejonach Polski hektar ziemi kosztuje 20-30 tys.
zł, a nawet więcej. I tak będzie wyceniany. Dla posiadacza nawet 5 ha gruntów
oznaczać to będzie (przy 1-procentowym podatku) nawet kilka tysięcy złotych
rocznie podatku, tym bardziej, że ciągle słyszymy o tym, że po ewentualnym
wejściu Polski do UE wartość gruntów rolnych, domów i działek znacznie wzrośnie,
a więc i nasze obciążenia podatkowe również. Trzeba wziąć pod uwagę fakt, że
polscy rolnicy są w większości biedni i nowy podatek jeszcze bardziej pogorszy
ich sytuację. Oni również będą się wyzbywać ziemi, którą kupią rodzimi lub
zagraniczni "farmerzy". I stanie się to, co nie udało się komunistom: chłopi
zostaną wyrzuceni z gospodarstw. Podatek katastralny będzie poza tym zabójczy
dla rolników, którzy mają np. puste chlewnie lub obory. Nie trzymają w nich
zwierząt, bo produkcja jest nieopłacalna, ale liczą na nadejście lepszych czasów
i rozszerzenie produkcji. Podatek katastralny spowoduje, że budynki te zostaną
wyburzone, bo przecież rolnik nie będzie płacił podatku za coś, co stoi i nie
przynosi dochodów, a tylko generuje wydatki. Podatek katastralny uderzy też,
niestety, w szpitale, ośrodki zdrowia, instytucje użyteczności publicznej,
Kościół katolicki oraz inne związki wyznaniowe. Minister Kołodko mówi bowiem
głośno, że podatek katastralny będzie powszechny, z bardzo nielicznymi
zwolnieniami. Przypomnijmy: w II Rzeczypospolitej te instytucje go nie płaciły.
Oczywiście, nikt nie zażąda pieniędzy za zabytkowy kościół (tylko zabytki będą
zwolnione z podatku), ale za nowy - już owszem. Tymczasem w Polsce w ostatnich
20-30 latach powstały setki świątyń, niezaliczanych do zabytków. Ich budowa
kosztowała mnóstwo pieniędzy, bo ludzie chcą modlić się w pięknych świątyniach,
aby tym bardziej wielbić Boga. Co się stanie, gdy na niedużą wiejską parafię
zostanie nałożony wielotysięczny podatek? A co ze szpitalami, które i tak toną w
długach? Co ze szkołami, przedszkolami?
Katastralny
później Niepoważny jest także argument, że podatek katastralny sprawdził
się na Zachodzie. Nie mówi się, że są to państwa dużo bogatsze od nas, których
obywatele zarabiają o wiele więcej niż Polacy. Jeśli kiedyś zbliżymy się do
poziomu ich dochodów, to wtedy możemy wprowadzić podatek katastralny. Inaczej
doprowadzi on tylko do dalszego zubożenia społeczeństwa i do pozbawienia go
osobistej własności. Najwyższa pora, abyśmy zdali sobie sprawę z tego
zagrożenia, póki nie jest za późno.
Nasz Dziennik
|