|
2003-06-06
Targowica
Tadeusz Rejtan
Śmieją się z nas, starych, że my radzi zawsze mówić o
dawnych czasach i o dawnych ludziach. Ale kiedy bo i czasy, i ludzie
byli lepsi niż teraz! Wielkie sądy Boże... Pan Bóg Sodomie był
gotów odpuścić, gdyby się w niej przynajmniej dziesięciu
sprawiedliwych znalazło; czyż już i tak małej liczby u nas nie
było, aby ojczyznę ocalić?
Gdyby
najznakomitsza cnota ludzka mogła przeważyć wyroki Najwyższego,
pan Tadeusz jeden ojczyznę by ocalił. A jakkolwiek pozornie biorąc
rzeczy, jemu się nie powiodło, co jest niezawodnym, to, [że]
pokąd ostatniego Polaka serce bić będzie, pamięć jego nie
zaginie.
Zbierał się sejm, ale już było wiadomo, że się gotował
przez niego okropny, a w dziejach naszych niesłychany zamach na
ojczyznę. Pan Tadeusz, co nigdy o żaden urząd nie prosił i unikał
nawet dotąd sejmików, podał się na posła, aby na ostatnim szańcu
prawa bronić sławy narodu. Polski Fawoniusz, Michał Korsak, został
kolegą tego polskiego Katona. Zbierają się zatwardziałe lub
przelękłe prawodawcę w Warszawie.
O dniu najhaniebniejszy, a razem najchlubniejszy dla Polski, w
którym nasze nowogródzkie poselstwo usłyszało głos znieważonej
i konającej ojczyzny! Wszystkie ulice miasta zalegli uzbrojeni
Moskale: harmaty wystawiono naprzeciw izby poselskiej, lonty
zapalone grożą śmiercią każdemu, co jeszcze ostatki sumienia
nie przydusił; zniewieściały monarcha idących do sali posłów
ze łzami błaga, aby daremnym oporem nie gubili ojczyzny i siebie.
Zbierają się posłowie: jedni jakimś dzikim uśmiechem chcą
pokryć wewnętrzne pomieszanie, drudzy, zalani łzami, zdradzają i
poczciwe uczucia, i słabość duszy; kilku tylko, z obliczem
wypogodzonym, okazują, że wszystko oprócz Boga poświęcą, że
za progami izby zostawili, co tylko do żywota przywiązać ich mogło,
i że są przygotowani do wszelkiej walki i ofiary. Haniebnej pamięci
kanclerz ogłasza propozycją królewską, aby zawiązać sejm pod
konfederacją, i zaprasza Ponińskiego na marszałka.
-
Zgoda! - odpowiedzieli (jednak głosem drżącym) zaprzedani posłowie.
-
Zgoda! - jeszcze słabiej powtórzyli posłowie przelękli.
-
Nie ma zgody! - odezwał się Rejten. - Na sejm walny jesteśmy
zebrani, a nie na konfederacją; przystąpmy do wyboru marszałka
walnego sejmu.
-
Tadeusza Rejtena obieramy marszałkiem! - odezwał się Korsak,
Bohuszewicz i trzech innych posłów, kupiących się przy Rejtenie.
Zdumieli się wszyscy. Rejten porywa laskę i sesją zagaja. Przez
chwil kilka kanclerz, Poniński i inni jurgieltnicy moskiewscy
zamilkli; już większa część izby poczuła chęć do powinności
wrócić; ale z jednej strony zatwardziałe zdrajcę, z drugiej -
przybliżające się lonty do panewek, przydusiły ten słaby płomyk.
Okropny . szmer powstaje, jakby na zborzyszczu piekielnych duchów.
-
Nie damy się owładać przez pięciu posłów, konfederacji chcemy
i Ponińskiego za jej marszałka!
Wyrodki
wydzierają laskę Rejtenowi; pięciu wszystkim się opierają.
-
Nie ma zgody na konfederacją! - krzyczy Rejten. - Na Boga, na rany
Chrystusa, zaklinam was, bracia, nie plamcie imienia polskiego! Pamiętajcie
na waszą przysięgę! Pamiętajcie, że podział kraju zaraz po
zawiązaniu konfederacji nastąpi!
Świętokradzkie
ręce biją Rejtena i jego kolegów, a Poniński, ośmielony, już z
laską w ręku, śmie sejm zagajać. Korsak i Bohuszewicz, szamocąc
się między oprawcami, krzyczą:
-
Nie wyjdziem z tej izby, chyba trupami, a na zdradę ojczyzny nie
pozwolim! Ostatniego środka legalnego chwyta się Rejten:
-
Sisto activitatem! - mówi. - Sejm zerwany, nie ma sejmu!
-
Nie ma sejmu! - powtarzają wierne męczenniki!.
-
Panowie bracia - odzywa się Poniński - widać, że ci panowie zmysły
mają pomieszane. Nie oglądajmy się na nich, a postępujmy w
obradach naszych. Zapraszam panów do zapisania aktu konfederacji.
-
Zdrajco! - krzyknął Rejten - jak ty śmiesz marszałkiem się ogłaszać,
kiedy nie ma sejmu!
Poniński,
zapisawszy akt, solwował sesją na dzień pojutrzejszy, a posłowie
się porozchodzili, oprócz wiernych tych sześciu, którzy się
zostali dla zaniesienia manifestu. Tam trzy doby siedzieli zamknięci
o głodzie, a potem nareszcie osłabionych wypuszczono.
Nie było ofiar, którymi by ich nie kuszono, aby od
manifestu odstąpili, a zrobili akces do konfederacji. Rejtenowi
laskę mniejszą litewską i starostwo borysowskie, Korsakowi i
Bohuszewiczowi kasztelanie i intratne królewszczyzny ofiarowano; toż
innych trzech wiernych posłów kuszono. Niecnota Poniński śmiał
z nim o tym mówić i mógł znieść jego oblicze.
-
Podły człowieku - odpowiedział Rejten - mam z sobą trzy tysiące
czerwonych złotych i te ci oddam, a opamiętaj się.
Straszono
ich odsądzeniem od czci i konfiskatą majątków; ale ci mężowie
milczeniem pełnym pogardy odpowiedzieli. Wywieziono ich na koniec
za miasto, a pan Gurowski, któremu zlecono było ich wywieźć do
pierwszej poczty, dodając szyderstwo do innych pocisków, tam im
powiedział:
-
Bywajcie, waćpanowie, zdrowi i próbujcie nową konfederacją
przeciw nam podnieść, jeśli znajdziecie równych sobie półgłówków.
Ale pamiętajcie, że Najświętsza Panna tego zmazać nie potrafi,
co carowa jejmość o nas napisała.
***
Potem tylko Zbawicielem naszym i Jego Najświętszą Matką
był zajęty, ofiarując im i te nowe cierpienia, których w
nieprzytomności sobie zadał.
-
Rozmyślnie nigdy mojego Stwórcy nie obraziłem i najmniejszego powątpiewania
nie miałem o wierze. Tuszę, że mnie miłosierdzie i zasługi Jego
najdroższego Syna nie ominą; a cierpienia mnie, nędznego, ofiaruję
Tobie. o Panie, za moją nieszczęśliwą ojczyznę.
To
były jego ostatnie słowa
|