Zaktualizowano 11. czerwca 2003 Drukuj
Choć są różne grzeczne nacje na świecie, przecie Bóg naszą szczególnie w miłosierdziu swoim przyozdobił.
Henryk Sienkiewicz


Inne Strony Integracji PL z UE

Polska a Unia europejska - 21 pytań

Polonijny Katalog


Webring KATOLIKa


nagrodzona
2003-05-26
Zbrodnie prowokowało NKWD

Z prokuratorem Rochem Waszakiem z poznańskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej rozmawia Wojciech Wybranowski

Panie prokuratorze, morderstwa, zbrodnie i tortury wobec Polaków, jakie miały miejsce w Brześciu i okolicach, wiążą się nie tylko ze sprawą Związku Obrońców Wolności. Prześladowania ludności polskiej tam mieszkającej zaczęły się dużo wcześniej, wraz z wkroczeniem na te tereny Armii Czerwonej. Czy można choćby w przybliżeniu ustalić, ilu Polaków zostało tam zamordowanych?
- Nie chcę i nie mogę podawać żadnych liczb. Jest to tak zwana "ciemna liczba". Upływ czasu, zniszczenie materiałów, śmierć naocznych świadków lub też osób pokrzywdzonych w wyniku represji uniemożliwiają dokładne stwierdzenie, ilu Polaków było torturowanych w Brześciu, ilu zamordowano w tamtejszym więzieniu. Z całą pewnością było ich bardzo wielu, ale obawiam się, że dokładnej liczby nigdy nie uda się ustalić.

Skąd taka nienawiść do Polaków? Z akt śledztwa wynika, że jeszcze w 1948 roku można było zostać zatrzymanym przez białoruskie MGB tylko za to, że mówi się po polsku, chodzi do polskiego kościoła, propaguje polską kulturę...
- Najczęściej było to spowodowane wykorzystywaniem i podsycaniem antagonizmów narodowych. Mówiono, że polski gospodarz był bardziej zamożny, że burżuj. Oczywiście, było to sztucznie sterowane i podsycane przez agentów NKWD, którzy w ten sposób chcieli obudzić nienawiść do Polaków i znaleźć jakieś usprawiedliwienie dla zbrodni, których się na Polakach właśnie ci funkcjonariusze NKWD dopuszczali.

Historycy podkreślają, że współżycie między Polakami a Białorusinami układało się dobrze.
- Wielu świadków przesłuchanych przez nas, zresztą nie tylko w tym śledztwie, podkreślało, że do czasu wejścia na te tereny Armii Czerwonej współpraca międzysąsiedzka między Polakami a Białorusinami była wspaniała. Nie było żadnych waśni na tle narodowościowym czy religijnym. Mogę podać kilka przykładów. Jeżeli w jakimś miasteczku, gdzie mieszkała polska ludność katolicka i białoruska prawosławna, był tylko jeden kościół, to najpierw odprawiano Mszę św. dla katolików, a zaraz potem w tym samym kościele odbywała się msza dla wyznawców prawosławia. Wszystko w największej zgodzie. W szkołach uczono obu języków. Kiedy pojawiały się jakieś różnice, na przykład wynikające z kalendarza - vide Święta Bożego Narodzenia - to najpierw ludność białoruska obchodziła je wspólnie z Polakami, a później obywatele polscy razem z Białorusinami według ich kalendarza. Wszystko, co złe - prześladowania, aresztowania - zaczęło się dopiero po 17 września 1939 roku, po wkroczeniu na te tereny Sowietów. To również potwierdza tezę, że była to prowokacja i inspiracja sowieckich służb specjalnych.
W trakcie śledztwa pojawiają się we wspomnieniach świadków miejsca pochówku pomordowanych Polaków: okolice więzienia w Brześciu, "Łysa Góra", "hyclówka".
Czy podjęto jakieś starania zmierzające do upamiętnienia pomordowanych Polaków, ewentualnie ekshumacji zwłok?
- Warto wspomnieć o jeszcze jednym miejscu, nazwanym przez miejscową ludność "końskim cmentarzem". Tam również miano grzebać Polaków. Dzisiaj jednak, dopóki nie zostanie zakończone śledztwo, trudno mi powiedzieć, co i jak zostanie w tej sprawie przeprowadzone. W kilku przypadkach ekshumacja zwłok na pewno będzie niemożliwa, znajdują się tam bowiem już budynki użyteczności publicznej, szkoły, szpitale. Nie możemy przecież teraz wyjść z wnioskiem o wyburzenie tego.

A jak dzisiaj układa się współpraca z władzami białoruskimi, jeśli chodzi o dostęp do dokumentów, nazwisk czy materiałów?
- Muszę powiedzieć, że ja ze swojej strony, występując do strony białoruskiej o pomoc prawną, spotkałem się z życzliwością, wszystko załatwiano sprawnie i szybko. Nic nie wskazuje na to, żeby Białorusini próbowali przed nami coś ukryć.

Dziękuję za rozmowę.

Nasz Dziennik
© W&W Arkitowie 2003 (2000)