| ||||
|
2003-03-26
W Gnieźnie rżną głupa? Stanisław Michalkiewicz Międzynarodowa Narada Aktywu Katolickiego z udziałem pana
Józefa Oleksego i towarzyszy niemieckich w Gnieźnie zakończyła się
uchwaleniem apelu do narodu polskiego, by nie lękał się Europy, tylko
aktywnie włączył się w kształtowanie jej duchowego oblicza. Zanim jeszcze
to nastąpiło, doszło do tajnego spotkania ścisłego kierownictwa z polskimi
członkami Konwentu Europejskiego: panią Danutą Hübner oraz panami Józefem
Oleksym i Edmundem Wittbrodtem. Jak zdradził następnego dnia pan Paweł
Wosicki, ta trójca polityków obiecała ks. Prymasowi i abp. Muszyńskiemu,
że "będą zabiegać", by deklaracja w sprawach "etycznych" została
zmieniona. Być może właśnie dlatego podczas narady dominował nastrój
optymizmu, a nawet pewnej buńczuczności. Skoro pan Oleksy zapewnił, że
będzie "zabiegać", to już wszystko jest w najlepszym porządku i można
pakować Polskę do Unii Europejskiej z zamkniętymi oczami.
Oczywiście takim drobiazgiem, że do Unii Europejskiej ma
wejść Rzeczpospolita Polska, a nie Kościół katolicki, uczestnicy
Międzynarodowej Narady Aktywu jakby w ogóle się nie przejmowali. Chyba
nawet go nie zauważyli, a przecież różnica jest ważna. Ot, na przykład,
Anschluss Polski do Unii Europejskiej otwiera możliwość masowych
rewindykacji własności przez tzw. wypędzonych na Ziemiach Zachodnich i
Północnych. Przeprowadzenie tej rewindykacji umożliwia z kolei niemieckim
właścicielom wzięcie udziału w wyborach lokalnych. Tak stanowi prawo
unijne, które - zgodnie z art. 91 ust. 3 obowiązującej w Polsce
konstytucji - po ratyfikacji traktatu z Maastricht, czyli przystąpieniu
Polski do Unii, będzie u nas stosowane "bezpośrednio" z pierwszeństwem
przed ustawami krajowymi. Ponieważ już teraz infrastruktura medialna na
Ziemiach Zachodnich jest w około 80 proc. własnością niemieckich osób
prawnych, są duże szanse, by Niemcy zdominowali politycznie tamtejsze
władze samorządowe. W takiej sytuacji można już będzie przeprowadzić
arcydemokratyczny plebiscyt, do której to stolicy należy z danego
euroregionu płacić podatki: czy do Berlina, bo niższe i bliżej, czy do
Warszawy, bo - niestety! - wyższe i dalej. W ten oto sposób, via
facti, może dokonać się zmiana przynależności państwowej tych
terytoriów, w całkowitej zgodności z Aktem Końcowym KBWE w Helsinkach z
roku 1975 zakazującym zmian granic w Europie, ale tylko przy użyciu siły.
Gdyby np. zaraz potem Unia Europejska z jakichś powodów się rozleciała,
np. dlatego, że Niemcy "zapomną" wpłacić składkę stanowiącą - bagatela -
25 proc. budżetu całej Unii, albo dlatego, że Amerykanie przy pomocy
Brytyjczyków postanowią ją rozwalić, to jakie właściwie granice będzie
wtedy miała Polska? Historia poucza, że przedsięwzięcia polityczne nie
trwają wiecznie, a nawet długo; "tysiącletnia Rzesza" Adolfa Hitlera
runęła w gruzy po 12 zaledwie latach, więc z takimi ewentualnościami
trzeba się liczyć. Z tego punktu widzenia płomienny apel Międzynarodowej
Narady Aktywu z udziałem pana Oleksego i towarzyszy niemieckich do narodu
polskiego, by "nie lękał się Europy" trochę mija się z celem. Nikt nie
lęka się "Europy", tylko niektórzy spośród nas uważają, że jednym z celów
polityki niemieckiej, którego narzędziem w stosunku do Polski i Czech jest
właśnie Unia Europejska, jest dokończenie procesu zjednoczenia państwa
niemieckiego. Oznaczałoby ono doprowadzenie do zgodności stanu faktycznego
ze stanem prawnym, jaki wynika z obowiązującej niemieckiej konstytucji, że
państwo niemieckie istnieje prawnie w granicach z 1937 roku. Realizacja
tego celu niemieckiej racji stanu oznaczałaby utracenie przez Polskę
jednej trzeciej terytorium państwowego, a więc skazanie jej na pełnienie
funkcji niemieckiego pogranicza w Europie Środkowej. Z punktu widzenia
Kościoła nie ma to oczywiście najmniejszego znaczenia; najwyżej JE Henryk
Muszyński zostanie biskupem tytularnym in partibus infidelium
gdzieś w Cylicji czy Afryce Północnej, a np. JE bp Tadeusz Pieronek będzie
miał wreszcie swój umiłowany podatek kościelny, natomiast dla państwa
polskiego to byłaby prawdziwa katastrofa. Spostrzeżenie tej różnicy i
okoliczności, że to nie Kościół, tylko państwo ma wejść do Unii
Europejskiej nie przekracza możliwości umysłu ludzkiego, a już z pewnością
umysłów tak wybitnych jak ks. Prymas Józef Glemp czy tak błyskotliwych jak
abp Józef Życiński. Dlatego też zupełnie nie rozumiem, dlaczego ci wybitni
przedstawiciele naszego Kościoła hierarchicznego udają przed nami,
polskimi katolikami, że tego nie rozumieją i próbują rozmawiać z nami,
niczym dziad z obrazem. Wywołuje to mimowolny efekt komiczny, zwłaszcza
gdy biskupi próbują uzasadniać Anschluss potrzebami misyjnymi Europy.
Przecież nie jest żadną tajemnicą, że Kościół polski podejmuje ogromny
wysiłek misyjny w Rosji. Nigdy jednak nie słyszałem, żeby z tego powodu
ktokolwiek postulował przyłączenie Polski do Wspólnoty Niepodległych
Państw. Dlaczego w takim razie działalność misyjna Kościoła polskiego w UE
nie będzie możliwa bez Anschlussu?
Kościół hierarchiczny nie może powiedzieć wiernym, jak
mają głosować: tak czy nie - powiada w "Rzeczpospolitej" abp Henryk
Muszyński. Naprawdę nie może? A to niby czemu? Nie ma jednolitej opinii
czy może partia inaczej podzieliła zadania w kampanii? I to, i to
oczywiście być może, ale skoro Narada już apeluje do nas, byśmy nie lękali
się "Europy", to - mając w pamięci propozycje pana Kuklinowskiego złożone
panu Kmicicowi na Jasnej Górze - mogłaby wycharknąć i resztę. Kiedyś jeden
literat skomplementował kolegę, że bardzo podobała mu się jego ostatnia
książka. Skomplementowany podziękował i wyraził żal, że nie może tego
samego powiedzieć o książce kolegi. - Dlaczego pan nie może? - zdziwił się
tamten. - Niech pan zrobi to samo, co ja, niech pan skłamie! No tak, ale
abp Muszyński mówi dalej, że naszym zadaniem jest podawanie kryteriów
wartościowania oraz kształtowanie sumień. Aaa, to co innego. Wiadomo,
że jak człowiek politykuje, to i jego sumienie też, bo człowiek jest
jednością. W takim razie wypada już tylko wyrazić żal, że Apel
Międzynarodowej Narady Aktywu w Gnieźnie ukazał się 16 marca, a nie 1
kwietnia, kiedy wszyscy wiedzieliby, co o nim myśleć. Nasza Polska |
|||||||||||||||||||||||||||
| © W&W Arkitowie 2003 (2000) |